Cykle Kondtratiewa

Cykle Kondtratiewa

źródło: Materiały Prasowe

Nikołaj Dmitrijewicz Kondratiew jest mało znanym ekonomistą. Urodził się w 1892 roku we wsi Gałujewska w Rosji, a zmarł na Syberii w okresie wielkiego terroru w 1938 bądź w 1941 roku. W 1925 roku opublikował książkę „Długie cykle gospodarcze”, w której badał ceny towarów, przychody z obligacji, płace robotników oraz obroty handlu zagranicznego w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i Stanach Zjednoczonych w latach 1780-1920.

Ta żmudna praca doprowadziła do ciekawych wniosków – odkrył trzy cykle koniunkturalne o regularnych falach wzrostu i spadku. Pierwszy trwał 59 lat od 1789 do 1848 roku, drugi 48 lat od 1849 do 1896 roku, a trzeci, którego końca nie dożył zaczął się około 1896 roku, a skończył się po 52 latach w 1948 roku. Tę regularność „cyklami Kondratiewa” nazwał w książce „Business Cycles” w 1939 roku austriacki ekonomista Joseph Schumpeter. Jego zdaniem bardziej znane cykle trzy i czteroletnie (Kitchina) oraz dziesięcioletnie (Juglara) są częścią składową czegoś większego – około 50-letnich cykli opisanych właśnie przez Kondratiewa.

Żeby odpowiedzieć na pytanie czy praca Rosjanina sprawdzającego ceny pszenicy w 1790 roku może dostarczyć wskazówki na temat przyszłości światowej gospodarki po roku 2015, trzeba się przyjrzeć czym jest cykl koniunkturalny. Wyobraźmy sobie jego szczyt – produkcja jest maksymalna, popyt, płace i stopy procentowe również. Popyt nie może jednak rosnąć w nieskończoność i w pewnym momencie hamuje. Od tego momentu wszystko zawraca. Firmy, widząc niszy popyt, wstrzymują inwestycje i produkcja przestaje rosnąć. Wciąż wysokie płace powodują, że przedsiębiorstwa bankrutują i bezrobocie wzrasta. Ludzie zaczynają ostrożniej wydawać pieniądze. Popyt dalej spada, a wraz z nim ceny i stopy procentowe, co po pewnym czasie doprowadza do powrotu na szczyt koniunktury. Samo słowo „cykl” wywodzi się z greki. Kyklos znaczy koło.

I takie właśnie koła, a właściwie półkola liczące pół wieku, opisał Kondratiew. Pierwsze trzy łączy to, że mają okres wznoszący trwający około 20 lat, około dziesięcioletni okres stabilizacji oraz 20 letnią fazę schyłkową. Pod koniec fali wzrostowej przychodzi wojna, w której nie ma jasnego zwycięzcy. W 1812 roku (szczyt fali pierwszej był w 1815 roku) były to wojny napoleońskie oraz wojna brytyjsko-amerykańska, która utrzymała status quo pomiędzy Londynem, a byłą kolonią.

Przed szczytem fali drugiej w 1870 roku, w latach 1861-1865 toczyła się wojna secesyjna, która ani Południu ani Północy także nie przyniosła niekwestionowanej wiktorii. Przed szczytem fali trzeciej w 1919 roku dochodzi do I wojny światowej, która była konfliktem pozycyjnym z setkami tysięcy żołnierzy wykrwawiającymi się w okopach.

W każdej fali wznoszącej zaciąga się długi i rośnie inflacja. Tych długów nie udaje się spłacić w deflacyjnej fali spadkowej. To w niej jednak dochodzi do nasilenia odkryć i wynalazków, których wdrażanie przyczynia się do powstania nowej fali wzrostowej. Pierwsza fala Kondratiewa przyniosła maszynę parową i bawełnę. Druga tryumf kolei i elektryczności. Trzecia silnik spalinowy i samochód oraz telefon i żarówkę. Próba trzech fal to oczywiście mało, ale trzeba przyznać, że ciekawie się to wszystko układa.

Oczywiście wizja, w której gospodarka w półwiecznym cyklu sama się reguluje musiała budzić kontrowersje. Na początku – w sowieckiej Rosji, w której nie do pomyślenia było, że kapitalizm ma zdolność do regeneracji, potem w wolnorynkowych Stanach Zjednoczonych, w których nie do pomyślenia było, że w kapitalizmie w ogóle do kryzysów dochodzi. Pierwsi krytycy zesłali Kondratiewa na Syberię. W grupie drugich najbardziej znany jest Murray Rothbard, który w tekście „Cykl Kondratiewa – Fakt czy Oszustwo?” z 1984 roku pisze tak:

„Zjawisko Depresji Kondratiewa jest oparte na a) fałszywych rozumowaniach statystycznych, graniczących z nieuczciwością, i na b) błędnym przekonaniu, że spadek cen musi oznaczać depresję. Wręcz przeciwnie, ceny w gospodarce kapitalistycznej wykazują naturalną tendencję spadkową. Ponadto, ożywienia Kondratiewa nie były wcale długimi ożywieniami, ale krótkimi zrywami inflacyjnymi, spowodowanymi dodrukowaniem ogromnej ilości pieniędzy dla sfinansowania dużych wojen” – wyjaśnia Rothbard.

I choć cały artykuł poświęcił przekonywaniu, że czegoś takiego jak długi cykl koniunkturalny nigdy nie było, to w podsumowaniu przyznaje: „To rządowa interwencja w rynek tworzy cykl koniunkturalny i niestety sprawia, że niezbędne stają się korekcyjne recesje. Przyczyną cyklu boomów i depresji nie jest jakaś mistyczna, okresowa Moc, której człowiek musi się podporządkować”.

Generalnie od schyłku fali trzeciej wchodzimy w okres fal „postkondratiewowskich”, w którym fale różnie się oznacza i bądź to kwestionuje, bądź docenia ich przydatność. Dwaj Rosjanie – Andrej Korotajew i Siergiej Tsirel – w pracy z 2010 roku przekonują, że korelacja między długim cyklem Kondratiewa a globalnym PKB faktycznie występuje. Dla nich fala trzecia zakończyła się około 1950 roku, czwarta w tym samym roku zaczęła i dobiegła końca w przedziale lat 1984-1991 (nierozstrzygniętą wojną fali czwartej mógł być Wietnam w latach 1962-1975). Jeśli obecna fala piąta swój początek miała w 1991 roku, w 2001 roku Stany Zjednoczone zaczęły wojnę z terroryzmem, to 50 lat mija około 2041 roku. Fala spadkowa musiałaby zacząć się około 2020 roku. Pojawia się wtedy problem z kryzysem lat 2008-2009. Przypadałby on na fazę uspokojenia. A to znaczy, że albo ten ostatni przyćmią jakieś gigantyczne kryzysy po 2020 roku, albo wcale nie jesteśmy w fazie uspokojenia fali piątej.

– Jesteśmy w fali piątej, ale pod koniec fazy schyłkowej. Dno powinno przypaść w 2016 roku, a potem z pewnymi turbulencjami zacznie się fala szósta – mówi dr hab. Alfred Bieć ze Szkoły Głównej Handlowej.

W 2011 roku napisał artykuł „Gospodarka w długookresowej perspektywie”, w którym przekonuje, że Kondratiew ma rację, ale po II wojnie światowej cykle jego imienia uległy skróceniu i trwają nie ponad 50 lat, ale około 34. Można to wytłumaczyć dużym postępem technicznym. Owo skrócenie cyklu najlepiej widać na wykresie Dow Jonesa, czyli amerykańskiego indeksu giełdowego. Według Biecia czwarta fala Kondratiewa zaczęła się w 1948 roku, a swój szczyt osiągnęła w 1966 roku. Spadek trwał do 1982 roku. Od początku do końca fali minęło 34 lata. Fala piąta miała początek w 1982 roku, a szczyt w 2000 roku, kiedy pękła bańka internetowa. Kryzys z 2007 roku przypada na fazę schyłkową, a jeśli i ta fala ma mieć 34 lata to powinna zakończyć się w 2016 roku.

>>> Czytaj też: Siedmioletni cykl krachów gospodarczych. 2015 rok jest następny w kolejce

Nie oznacza to, że od 2017 roku ze światową gospodarką będzie tylko lepiej. Według dr Biecia – przeciwnie.

– Następna dobra gospodarczo dekada, podobna do lat 90. poprzedniego wieku, zdarzy się dopiero w drugiej połowie lat dwudziestych XXI wieku. Ale do tego czasu przeżyjemy jeszcze dwa do czterech kryzysów podobnych do tego z lat 2008-2009, bo świat tak jak dotąd będą nękać cykle średniookresowe, występujące przeciętnie co siedem lat, plus minus trzy lata – uważa Alfred Bieć.

Nie za skróceniem, ale za wydłużeniem fal Kondratiewa jest z kolei Wojciech Białek, główny analityk domu maklerskiego Pekao.

– Z wszystkich głównych cykli, które były odkryte na początku zeszłego stulecia, tylko cykle Kondratiewa są tymi, których nie udało mi się znaleźć na realnych wykresach. Myślę jednak, że Kondratiewa dałoby się połączyć z najdłuższym cyklem, który sam zaobserwowałem czyli 30-letnim cyklem pokoleniowym. Dawnej pokolenia były krótsze i w 50 latach mieścił się okres największej aktywności dwóch pokoleń. Zgodnie z zasadą zmienności jedno 25-letnie pokolenie musiało mieć kryzys inflacyjny, ale drugie już deflacyjny. W efekcie otrzymywaliśmy 50-letni cykl najpierw rosnących, a potem spadających cen. Dziś mogło się to wydłużyć. Ja jestem starszy od mojego dziecka o 34 lata i ono też powinno mieć dzieci w podobnym wieku. Współczesny cykl Kondratiewa powinien mieć około 70 lat – wylicza Wojciech Białek.

Co ciekawe, jeśli przyjąć taką optykę długa fala czwarta Wojciecha Białka kończyłaby się wtedy, kiedy fala piąta Alferda Biecia – mniej więcej w latach 2016-2018. Analityk CDM Pekao także widzi wtedy kryzys, który może przyćmić ten z 2008 roku.

– Jeśli giełda w USA nadal będzie rosnąć tak intensywnie, to przed nami jeszcze tylko dwa lata hossy. Wzorem będą lata 1921-1929, a więc tuż przed Wielkim Kryzysem. Potem, gdy Fed będzie podnosił stopy, to tradycyjnie jakaś bańka pęknie i tym razem naprawdę duża. Moim zdaniem w Chinach. Cały wzrost w tym kraju z ostatniego pokolenia wejdzie w fazę pęknięcia, a to oznacza, że ledwo ludzie uwierzą, że już wróciły dobre czasy, a znowu zacznie się następna faza spadkowa – wyjaśnia Wojciech Białek.

Cykle Kondratiewa można jednak opisać nie tylko datami, ale i symptomami. Największy propagator teorii Kondratiewa – wspomniany Joseph Schumpeter – utrzymywał, że gospodarka, niczym kalendarz, ma cztery pory roku. W fazie oznaczonej jako jesień obserwujemy wzrosty rynków akcyjnych w wyniku stymulacji fiskalnej i monetarnej, surowce notują duże spadki a wraz z nimi inflacja, ceny nieruchomości rosną, a zadłużenie osiąga niepokojące rozmiary. Wypisz wymaluj: rzeczywistość początku 2015 roku.

To niepokojące, bo zgodnie z tą teorią po jesieni nadejdzie sroga zima, którą charakteryzować będzie wielka bessa na rynkach akcyjnych związana z zaprzestaniem stymulacji i wzrostem stóp procentowych, kryzysy walutowe oraz problemy banków z utrzymaniem płynności. Pękające bańki na różnych rynkach przyczynią się też do fali bankructw. Dopiero po tych wydarzeniach przyjdzie czas na wiosnę. Jej nadejście sprowokują jak przy poprzednich cyklach Kondratiewa nowe wynalazki.

– Jako siłę napędową kolejnej fali widziałbym genetykę i biotechnologie. Jest zupełnym dziwactwem, że produkujemy żywność, tak jak 10 tysięcy lat temu, czyli wtykamy coś w ziemię i czekamy aż urośnie. Jeśli kolejna 70-letnia fala Kondratiewa faktycznie miałaby miejsce, to w jej trakcie rolnictwo zostanie zlikwidowane, a ogromne połacie ziemi uwolnione dzięki naukowcom opracowującym technologię sztucznej żywności. Bogate społeczeństwa stają się coraz starsze więc drugim kołem napędowym powinny być zaawansowane metody leczenia ludzi – przewiduje Wojciech Białek.

Na podstawie teorii Kondratiewa, ale też mniej kontrowersyjnych cykli niższego rzędu, nie da się oczywiście precyzyjnie wyznaczyć daty kolejnego kryzysu. Można jednak założyć, że kapitalizm powinien go przetrwać. Nawet jeśli więc czeka nas sroga zima po tym, jak podwyżki stóp procentowych w USA wywrócą Chiny, to potem przyjdzie wiosna, tyle że „potem” może oznaczać okres dopiero po 2025 roku.