W 2013 r. miałem okazję spotkać się z byłym ministrem finansów RP, Grzegorzem Kołodko, którego uważa się za głównego architekta polskiego cudu gospodarczego wspierającego podejście liberalne w połowie lat 90. Omawialiśmy recesję we Francji i na zawsze zapamiętam jego uwagę na temat 75% podatku dla najzamożniejszych obywateli: „Nawet komuniści nie odważyliby się na podjęcie podobnych działań”.

Od 2012 r. wiele uwagi poświęcono koncepcji Francji jako kraju „nieprzyjaznego dla biznesu” i „nieprzyjaznego dla bogactwa”. Gospodarce francuskiej nie pomogły podwyżki podatków ani wspieranie polityki protekcjonizmu przez byłego ministra gospodarki, Arnauda Montebourga. Podejście takie wywarło negatywny wpływ na gospodarkę i przyczyniło się do spadku liczby bezpośrednich inwestycji zagranicznych w latach 2012 i 2013. 

Dziesięć lat temu Francja była wiodącą gospodarką europejską. PKB per capita Francji wynosił tyle samo, co Niemiec. Obecnie jest o 8% niższy. Podczas gdy Niemcy wdrażały pragmatyczny program reform, tzw. Agendę 2010, Francja spoczywała na laurach. Francja od zawsze była kolebką innowacyjnych przedsiębiorstw, które szybko stawały się liderami w danej branży na skalę europejską czy nawet światową. Dążenie do innowacyjności spowodowało, że Francja tworzyła niewiarygodne produkty, takie jak samochody na prąd czy kolej dużych prędkości. Francuski system edukacji był jednym z najlepszych na świecie, a kultura start-upów była powszechne znana.

Uporczywa stagnacja

Pomimo tych cech, Francja wydaje się niezdolna do wyjścia z kryzysu. Przez ostatnie 100 lat wzrost gospodarki krajowej rzadko kiedy zbliżał się do zera. Znacznie częściej miało to miejsce w XIX wieku. Wszystkie wskaźniki ekonomiczne wskazują jednak, że Francja tkwi w stanie stagnacji. Najbardziej optymistyczny scenariusz zakłada, że wzrost gospodarczy we Francji w 2016 r. może nieco przekroczyć 1,5%. Przy takim tempie wzrostu obniżenie bezrobocia będzie wyjątkowo trudne. W każdym wypadku Francuzi muszą przyzwyczaić się do wysokiego bezrobocia, biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich kilku lat naturalna stopa bezrobocia wzrosła z 7% do ok. 9%. 

W porównaniu do swoich sąsiadów, Francja w najmniejszym stopniu wykorzystuje bezprecedensowe warunki gospodarcze (rekordowo niskie stopy procentowe, słabe euro i spadek cen ropy o 50%). Dwa ostatnie okresy mocnego wzrostu gospodarczego (lata 1986–1990 i 1997–2001) charakteryzowały się wstrząsami na rynku ropy i akomodacyjną polityką pieniężną, jednak niezbędny jest również trzeci element sukcesu: rewolucja technologiczna i/lub innowacje finansowe. Liberalizacja finansów stanowiła kluczowy czynnik wzrostu w latach 1986–1990, kiedy średni wzrost PKB wynosił 3,4%, natomiast pod koniec lat 90. gospodarkę napędzał rozwój ekosystemu internetowego.

W takich branżach, jak fintech, drony czy energia odnawialna, innowacje są nadal liczne, jednak jak dotąd nie przyczyniły się do rozwoju nowych, dużych sektorów gospodarki. Bieżący cykl technologiczny jest nadal w powijakach, przez co nie może wywierać istotnego pozytywnego wpływu na gospodarkę.

>>> Czytaj też: Apartheid we Francji. Kraj musi rozwiązać problem „slumsów”

Brak prywatnych inwestycji

Niski poziom prywatnych inwestycji to najprawdopodobniej największe wyzwanie dla francuskiej gospodarki. Pomimo tzw. „paktu odpowiedzialności” zawartego z przedsiębiorstwami, prywatne inwestycje przez co najmniej dwa czy trzy najbliższe lata pozostaną na poziomie sprzed kryzysu. Ścieżka innowacji oznacza wysoki poziom prywatnych inwestycji. Spółki nie są jednak w stanie utrzymać odpowiedniego poziomu OPEX i inwestycji, o ile ich przewidywana rentowność w pewnym momencie nie wzrośnie.

Od lat 80. rentowność francuskich przedsiębiorstw znacznie spadła ze względu na szeroko zakrojony i złożony francuski system fiskalny. Spółki we Francji muszą płacić ponad 153 bezpośrednich i pośrednich podatków; dla porównania, w Niemczech to jedynie 55 podatków. To zdecydowanie zniechęca do inwestycji. Jedynie dalsze cięcia podatków dla małych i średnich przedsiębiorstw mogą odwrócić ten negatywny trend i pozytywnie wpłynąć na zaufanie sektora biznesowego. Rozsądna byłaby np. przewaga konkurencyjna względem większych przedsiębiorstw w postaci obniżki podatku CIT poniżej referencyjnego poziomu 33,3%. Byłoby to sprawiedliwe i rozsądne rozwiązanie, biorąc pod uwagę, że wielkie korporacje dysponują większymi środkami i wiedzą umożliwiającą im wykorzystywanie luk prawnych do płacenia niższych podatków, niż mniejsze spółki.

We Francji nie ma jednak woli politycznej do przeprowadzenia reform. François Hollande nie wygrał wyborów, aby wdrażać reżim oszczędnościowy, ale po to, by wspierać wzrost i utrzymywać zatrudnienie w sektorze publicznym na wysokim poziomie. Pod presją UE opracował skromny program reform, jednak opozycja w Partii Socjalistycznej była tak silna, że rząd musiał się uciec do rzadko wykorzystywanych środków konstytucyjnych, aby wprowadzić odpowiednią ustawę w drodze dekretu. W perspektywie krótkoterminowej klimat polityczny nie wydaje się sprzyjać dalszym reformom. Do wyborów prezydenckich pozostały zaledwie dwa lata i François Hollande najprawdopodobniej będzie grał na czas.
Problem w tym, że stan francuskiej gospodarki nie jest jeszcze na tyle zły, by uzasadniał przeprowadzenie ambitnych reform. Mimo iż tempo wzrostu we Francji wynosi 1%, kraj ten pozostaje jednym z najbogatszych na świecie. W efekcie politycy nie są skłonni do podejmowania odważnych działań. W kontekście potencjalnej przegranej z Frontem Narodowym w 2017 r., deputowani z Partii Socjalistycznej mogą wręcz odczuwać potrzebę zdystansowania się od polityki rządu i jego skromnego programu reform, aby utrzymać swoje miejsca w parlamencie. W ciągu najbliższych dwóch lat nie można się spodziewać większych reform. Gospodarka Francji naturalnie będzie powoli rosnąć, jednak pozostanie w tyle za pozostałymi państwami europejskimi.

Powody do zadowolenia

Na szczęście jednak Francja nie jest jeszcze stracona. W dłuższej perspektywie istnieje wiele powodów do optymizmu. Francja otwiera się na nowe kultury, doświadczenia i modele. Jeszcze dziesięć lat temu zatrudnienie zagranicznych menedżerów we francuskich firmach było postrzegane jako herezja. Obecnie nie jest to niczym niezwykłym. Francja opiera się w znacznym stopniu na modelu niemieckim, jednak wiele się uczy również od państw z Europy Wschodniej, Ameryki Północnej czy nawet Azji, które mogą stanowić inspirację dla francuskiej polityki.

Francuzi słyną z niechęci do podejmowania ryzyka, która stanowi ich cechę kulturową, jednak takie nastawienie obecnie ulega zmianie. Uświadomili sobie, że model państwa opiekuńczego nie jest już efektywny ze względu na presję demograficzną na rynku pracy i system emerytalny, jak również na wysoki poziom długu publicznego. Nastąpiła zmiana dyskursu; państwo skłania do podejmowania ryzyka i opracowuje nowe zachęty dla przedsiębiorców i inwestorów zagranicznych. Minister gospodarki Emmanuel Macron oświadczył: „Im większe ryzyko podejmujesz, tym większe ryzyko podejmiemy i my”. Z czasem sytuacja ulegnie poprawie. Nie mam wątpliwości, że złoty wiek Francji leży w przyszłości, nie w przeszłości.