10 kwietnia 2015 roku General Electric ogłosił, że do 2018 roku zamierza wyzbyć się większości aktywów GE Capital, swego finansowego ramienia. Szacuje się, że są one w sumie warte nawet 275 mld dolarów. Po zakończeniu sprzedaży w grupie mają być zachowane warte ok. 90 mld dolarów aktywa bezpośrednio związane z działalnością przemysłową konglomeratu. Tego samego dnia koncern poinformował, że zaczyna sprzedaż nieruchomości należących do GE Capital Real Estate. Sprzedaż ma przynieść ok. 30 mld dolarów. Na razie Blackstone Group LP and Wells Fargo & Co. i kilku innych inwestorów zgodzili się kupić nieruchomości warte 26,5 mld dolarów.

GE od kryzysu finansowego z 2008 roku powoli zmniejszał udział swego finansowego ramienia w przychodach i zyskach konglomeratu. Działania te przyspieszyły w ubiegłym roku, gdy doszło do pierwszej publicznej oferty akcji Synchrony Financial – przed rebrandingiem firma nazywała się GE Capital Retail Finance – instytucji finansowej nastawionej na obsługę klient detalicznych, której częścią jest Synchrony Bank, dawniej GE Capital Retail Bank. Przeprowadzone w lecie 2014 roku IPO spółki – sprzedano w nim 15 proc. akcji firmy – było jednym z największych na świecie w zeszłym roku. Miało wartość 2,96 mld dolarów. Kapitalizacja notowanej na giełdzie w Nowym Jorku spółki sięga 25,5 mld dolarów. GE planuje, że do końca 2015 roku wszystkie posiadane przez konglomerat akcje Synchrony trafią w ręce jego akcjonariuszy.

Także w ubiegłym roku działający w Szwecji, Danii i Norwegii GE Money Bank AB (Nordics) został kupiony za 953 mln dolarów przez hiszpański Banco Santander. W tym roku GE sprzedało finansowe aktywa w Australii i Nowej Zelandii. Za 6,3 mld dolarów kupiło je konsorcjum firm tworzone przez Deutsche Bank, Värde Partners, firmę wyspecjalizowaną w inwestycjach alternatywnych i fundusze private equity zarządzane przez KKR & Co. Na sprzedaż wystawiony jest też m.in. polski Bank BPH, w którym grupa GE ma ponad 87 proc. akcji.

Wielka wyprzedaż aktywów finansowych, które w 2014 roku odpowiadały za 29 proc. z niemal 149 mld dolarów skonsolidowanych przychodów GE i 42 proc. zysku operacyjnego, ma przynieść pieniądze, które konglomerat chce w części przeznaczyć na umocnienie się w tradycyjnych, a więc przemysłowych działach swego biznesu. Chodzi m.in. o takie inwestycje takie, jak ogłoszona w ubiegłym roku i ciągle nie sfinalizowana transakcja zakupu aktywów energetycznych firmy Alstom za 12,4 mld euro. Resztę konglomerat chce w ciągu czterech najbliższych lat zwrócić akcjonariuszom. W ich ręce ma w sumie trafić 90 mld dolarów, z czego 50 mld przeznaczone jest na wykup akcji GE (w chwili ogłoszenia wykupu kapitalizacja konglomeratu wynosiła 260 mld dolarów), a pozostałe pieniądze mają przekazane inwestorom w postaci dywidendy oraz akcji Synchrony Financial.

>>> Czytaj też: Wielkie koncerny z wielkimi rekordami, ale USA stoi małymi firmami

Aby zrealizować obietnice złożone akcjonariuszom GE musi sięgnąć po pieniądze ulokowane poza Stanami Zjednoczonymi. Tam bowiem trzymane są pieniądze zarobione poza granicami kraju. W 2014 roku jedynie 48 proc. przychodów koncernu pochodziło z USA. Z 90 mld dolarów gotówki jakimi konglomerat dysponował na koniec ubiegłego roku, ponad 61 mld dolarów było zagranicą.

Postępowanie GE dotyczące pozostawiania zysków zagranicą nie jest niczym wyjątkowym wśród amerykańskich przedsiębiorstw. Według danych firmy badawczej Audit Analytics, 1000 największych amerykańskich firm w końcu 2014 roku miało zagranicą gotówkę wartą 2,3 bln dolarów, dwa razy więcej niż w 2009 roku. Gotówka ta stanowiła 9,1 proc. wartości ich aktywów.

GE i inni trzymają pieniądze zagranicą, bo gdyby ściągnęli te zyski do kraju, to musieliby zapłacić do 35 proc. podatku. Dodatkowo – jak wiele innych międzynarodowych korporacji – GE przez dozwolone prawem tricki podatkowe – m.in. lokowanie spółek w rajach podatkowych – minimalizował stopę płaconych podatków. W 2014 r. efektywna stopa podatku dochodowego koncernu wynosiła 10,3 proc. Rok wcześniej jedynie 4,2 proc., zaś w 2012 roku – 14,6 proc.

Rząd USA pracuje nad reformą podatkową, której celem jest obniżenie podatków, w tym od transferowanych z zagranicy zysków. Nie jest pewne, czym skończą się też prace, ani kiedy reforma wejdzie ona w życie. Najwięksi optymiści liczą, że będzie to 2017 rok.

Wiadomość, że wielka amerykańska firma nie zamierza czekać na reformy podatkowe i chce przetrasferować z zagranicy do USA 35 mld dolarów była sporym zaskoczeniem. Zaskoczeniem jest też to, że GE spodziewa się, że amerykański fiskus z tej kwoty uszczknie jedynie 6 mld dolarów, czyli ledwie 17,1 proc. Owe 35 mld dolarów mają pochodzić z dywidendy od GE Capital, a ta ma zostać wypracowana ze sprzedaży zagranicznych aktywów działu finansowego konglomeratu.

Analitycy i eksperci finansowi nie mają złudzeń, że gotowość GE do zapłacenia podatków od zagranicznych zysków nie wynika z altruizmu. Z kalkulacji zarządu wyszło zapewne, że dywidenda plus zakup własnych akcji lepiej wpłyną na kurs giełdowy papierów GE i postrzeganie firmy przez inwestorów, niż wykazywane w kwartalnych raportach zyski. Już sama zapowiedź spowodowała wzrost cen akcji konglomeratu o 11 proc.

Przed GE spore kwoty zagranicznych zysków przetransferował m.in. eBuy, platforma elektronicznego handlu, a także produkujący narzędzia medyczne Stryker. Według danych zebranych przez bank Credit Suisse, w 2014 r. amerykańskie firmy niefinansowe wchodzące w skład indeksu S&P500 przeniosły do USA w sumie 301 mld dolarów zagranicznych zysków. Najwięcej od dekady. Nadal jednak 51 proc. z 1,4 bln dolarów posiadanej przez nie gotówki ulokowane było zagranicą.

Nie ma pewności, czy trend się utrzyma, a tym samym że inne amerykańskie firmy pójdą śladem konglomeratu i zaczną transferować zagraniczne zyski do USA. W ostatnich latach Apple aby płacić sutą dywidendę i skupować własne akcje poza środkami z bieżących przepływów finansowych osiąganych w USA emitował obligacje. Emisje prowadzone były na bardzo korzystnych warunkach, bo sytuacja finansowa firmy jest bardzo dobra, a oprocentowanie korporacyjnego długu niskie. Wielu analityków sądzi, że póki stopy procentowe będą niskie, a opodatkowanie wysokie większość zagranicznych zysków pozostanie poza USA.