W ten sposób można narazić się na ryzyka już znane, ale ukryte na nieznanych jeszcze obszarach.

Aktywa oficjalnego sektora bankowego w Unii przekraczają 300 proc. PKB i banki, poddane nowym, kosztownym regulacjom, nie potrafią jeszcze odzyskać zaufania potencjalnych dawców kapitału. To oznacza, że swoje zaangażowanie w finansowanie gospodarki będą raczej zmniejszać niż powiększać. Statystycznie rzecz ujmując, banki są podstawowym źródłem finansowania dla europejskich firm, które otrzymują od nich ponad 80 proc. swych funduszy. Jeśli banki będą dalej zmniejszać aktywa, to źródło może poważnie wysychać.

Tymczasem odzyskanie przez Unię Europejską pozycji konkurencyjnej, przeprowadzenie procesu reindustrializacji, budowa infrastruktury odpowiadająca potrzebom spójności, tworzenie nowych miejsc pracy, uruchomienie ścieżek wzrostu dla start-upów, wyprowadzenie z zapaści sektora małych i średnich firm – wszystko to wymaga źródeł finansowania. Ogromnych i nowych źródeł.

Skoro na banki nie ma co liczyć, pozostaje rynek kapitałowy, w Unii – w proporcjach do USA – znacznie słabiej rozwinięty, pofragmentowany i funkcjonujący na lokalnych zasadach w każdym z osobna kraju, które na dodatek często starają się tworzyć zachęty do regulacyjnego arbitrażu. Wewnętrzne rynki kapitałowe są też na bardzo różnych etapach rozwoju. Kapitalizacja rynków giełdowych w Wielkiej Brytanii przekraczała w 2013 roku 121 proc. jej PKB, natomiast na Łotwie, Litwie i Cyprze nie sięgała nawet 10 proc. – wynika z danych European Capital Markets Institute. Wszystkie te dane prowadzą do jednego wniosku – rynek kapitałowy dla całego obszaru europejskiego jest bardzo daleki od efektywności.

Dlaczego unia rynków kapitałowych?

Odpowiedzią na te wszystkie wyzwania ma być unia rynków kapitałowych (Capital Market Union, CMU). Jej główna idea to zdywersyfikowanie źródeł finansowania gospodarki i obniżenie jego kosztów.

Koncepcja jest przygotowywana przez komisarza Jonathana Hilla, konserwatystę z Wielkiej Brytanii. CMU ma powstać do końca kadencji obecnej Komisji, czyli do 2019 roku. Komisja Europejska (KE) ogłosiła w lutym dokument konsultacyjny, „Zieloną Księgę”, w której dla jednolitego rynku kapitałowego stawia główne zadanie – ma być środkiem do mobilizowania długoterminowych inwestycji poprzez zwiększenie napływu instytucjonalnych i prywatnych pieniędzy na szeroko rozumiany rynek kapitałowy.

Wspólny rynek kapitałowy, komplementarny dla finansowania z sektora bankowego, ma powstać dla realizacji trzech celów: odblokowania inwestycji przedsiębiorstw, zwłaszcza z sektora małych i średnich firm, inwestycji infrastrukturalnych, przyciągnięcia tychże do UE z innych części świata i stworzenia bardziej stabilnego systemu finansowego poprzez udostępnienie szerszej gamy źródeł finansowania – pisze KE w dokumencie.

- Musimy zidentyfikować i usunąć bariery, które stoją pomiędzy pieniędzmi inwestorów i możliwościami inwestycyjnymi oraz pokonać przeszkody, które uniemożliwiają przedsiębiorstwom dotarcie do inwestorów. Potrzebujemy także, aby nasz system kierowania tych środków – łańcuch inwestycyjny – stał się jak najbardziej efektywny, zarówno w obrębie krajów, jak i w wymiarze transgranicznym – stwierdza się w dokumencie.

>>> Czytaj też: Mało mieszkań, krótki czas życia, otyłość. Polska jest społecznie zapóźniona

Priorytety CMU

Dokument konsultacyjny stawia następujące priorytety: opracowanie ram dla wysokiej jakości sekurytyzacji, żeby odciążyć bilanse banków, co umożliwi im wznowienie akcji kredytowej, przegląd dyrektywy dotyczącej prospektu emisyjnego, żeby ułatwić zwłaszcza mniejszym firmom dostęp do finansowania i do inwestorów transgranicznych.

KE deklaruje rozpoczęcie prac nad poprawą dostępności do informacji kredytowej na temat małych i średnich firm, by ułatwić inwestorom decyzje o finansowaniu, wprowadzenie ogólnoeuropejskich regulacji dotyczących private placement, co umożliwi inwestycje bezpośrednie w papiery dłużne mniejszych firm. Zamierza znaleźć sposoby współfinansowania wspierającego wykorzystanie nowych europejskich funduszy inwestycyjnych, które mają inwestować w infrastrukturę i w projekty długoterminowe.

Z „Zielonej księgi” wynika jednoznacznie – KE myśli nad tym jak w większym stopniu wykorzystać zdolności pośrednictwa finansowe systemu pozabankowego, czyli bankowości cienia. Zwiększenie popytu na rynku kapitałowym oznacza bowiem zachętę dla wszelkiego typu firm inwestycyjnych do bardziej aktywnego zaangażowania, podobnie zresztą jak jest to możliwe w przypadku finansowania start-upów.

Tworzenie warunków dla emisji sekurytyzacyjnych (zmniejszyły się one po wybuchu kryzysu bardzo drastycznie, bo z 594 mld euro w 2007 roku do 216 mld euro w 2014 r.) to nie tylko otoczenie instytucji kredytowych wianuszkami spółek specjalnego przeznaczenia powoływanych dla emisji, ale także aranżowanie popytu ze strony funduszy, zwłaszcza rynku pieniężnego.

KE nie ukrywa, że środkiem do kreacji popytu na tych rynkach byłby transfer depozytów z systemu bankowego do alternatywnych form gromadzenia oszczędności. - Wzmocnienie zaufania inwestorów detalicznych do rynków kapitałowych i pośrednictwa finansowego może zwiększyć przepływ oszczędności gospodarstw domowych do instrumentów rynku kapitałowego, ulokowanych obecnie w dużej mierze w nieruchomościach i lokatach bankowych – stwierdza się w „Zielonej księdze”.

Finansowanie inwestycji infrastrukturalnych związane jest z koniecznością wydłużenia terminów zapadalności kredytu bądź długu poza standardy przyjmowane aktualnie przez banki. Tu trzeba sięgać do zasobów firm ubezpieczeniowych i funduszy emerytalnych. Na słabość i niedorozwój tych ostatnich w europejskim systemie finansowym zwraca zresztą uwagę Wiliam Wright z ośrodka New Financial w raporcie poświęconym koncepcji CMU, obliczając, że w relacji do PKB jego aktywa stanowią zaledwie jedną trzecią tego sektora w USA.