Teraz pracownicy z takim stażem mogą się spodziewać świadczenia emerytalnego równego przeciętnie połowie ostatniej pensji. Wyliczeniami są zszokowani przedstawiciele strony społecznej: OPZZ, Forum Związków Zawodowych oraz NSZZ „Solidarność”. Wczoraj spotkali się z urzędnikami prezydenta Bronisława Komorowskiego, by porozmawiać o potrzebnych zmianach w systemie zabezpieczenia społecznego. Podstawą do dyskusji był dokument „Wiek przejścia na emeryturę, staż składkowy i wysokość emerytur w zreformowanym systemie emerytalnym w Polsce” opracowany przez Biuro Polityki Społecznej Kancelarii Prezydenta.

Wynika z niego również, że tylko osoby, które rozpoczęły aktywność zawodową przed ukończeniem 20. roku życia i opłacające składki przez co najmniej 45 lat powinny mieć prawo do emerytury bez względu na wiek. Związkowcy chcieliby, aby takie świadczenia były przyznawane kobietom z 35-letnim okresem składkowym oraz mężczyznom mającym 40 lat pracy (te propozycje uwzględnia obywatelski projekt ustawy, który jest w Sejmie). Nawet jednak ci, którzy spełnią kryteria wskazane w raporcie, nie mogą mieć pewności, że uzbierają na swoim koncie emerytalnym kwotę pozwalającą na wypłatę emerytury minimalnej. A to oznacza, że budżet państwa może być zmuszony dopłacać do ich świadczeń. Stąd obawa, że aby znaleźć na to pieniądze, zmienione (czytaj: zaostrzone) zostaną obecne zasady wypłaty świadczeń minimalnych. - Ostatnio coraz częściej się o tym mówi. Niepokojącym sygnałem była już wypowiedź premiera Tuska, która przeszła bez echa, a z której wynikało, że minimalny staż ubezpieczeniowy uprawniający do takiej emerytury może być podniesiony z 25 do 30 lat – komentuje Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ

Z kolei z emerytur częściowych powinni korzystać zgodnie z raportem tylko ci, którzy ukończyli 65 lat i mają co najmniej 40 lat stażu – bez względu na płeć. Związkowcom się to nie podoba (dzisiaj takie same kryteria obowiązują mężczyzn, kobiety mają prawo do świadczeń częściowych po ukończeniu 62. roku życia i przy 35 latach stażu).

>>> Czytaj też: O przyszłych emeryturach zadecyduje... wyprowadzka dzieci

Emerytury z ZUS nie będą chronić przed ubóstwem

Emerytury

Emerytury

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Zachowanie obecnych zasad waloryzacji składek zgromadzonych na koncie emerytalnym może spowodować, że w przyszłości wysokość minimalnej emerytury będzie systematycznie spadać w porównaniu do przeciętnego wynagrodzenia.

Podniesienie wieku emerytalnego miało być sposobem na zwiększenie wysokości emerytur. Okazuje się jednak, że docelowo, w bardzo długim okresie, wiek przechodzenia na emeryturę nie ma znaczenia z punktu widzenia finansowego zbilansowania systemu. Jeśli ubezpieczeni w zreformowanym systemie emerytalnym będą wcześniej kończyć aktywność zawodową, to ich świadczenie wypłacane będzie niższe. Taka prawidłowość wynika z faktu, że zgromadzony kapitał będzie dzielony przez większą liczbę lat dalszego trwania życia. Tym samym mniej pieniędzy ZUS przeznaczy na wypłatę. Tak wynika z raportu „Wiek przejścia na emeryturę, staż składkowy i wysokość emerytur w zreformowanym systemie emerytalnym w Polsce” przygotowanego przez Biuro Polityki Społecznej Kancelarii Prezydenta RP.

– Raport przedstawiony w czasie spotkania w Pałacu Prezydenckim obnaża wady obecnie obowiązującego systemu – zauważa Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Rząd przekonując Polaków do dłuższej aktywności zawodowej, twierdził, że inne kraje Unii Europejskiej także zdecydowały się na pracę do 67. roku życia. Prezydencki raport ujawnia, że umieralność osób w starszym wieku jest w Polsce dość znacząco wyższa niż w wielu innych krajach europejskich. Dla osób w wieku 60 lat oczekiwana długość życia wynosi obecnie w Polsce 22 lata, w Niemczech - 24 lata a we Francji 26 lat. Z danych dotyczących nie tylko umieralności, ale i zachorowalności wynika, że przeciętny mężczyzna w wieku 50 lat ma obecnie przeciętnie przed sobą 15 i pół roku życia w zdrowiu i pełnej sprawności (dla porównania: we Francji prawie 19 lat, ale w Niemczech tylko 14 i pół roku), przeciętna kobieta ponad 17 lat (20 we Francji i 15 w Niemczech). Można więc uznać, że faktycznie Polacy pracują dłużej niż pozostali mieszkańcy UE, bowiem krócej żyją.

Związkowcy mają wątpliwości dotyczące zmian zasad korzystania z emerytur częściowych. Obecnie prawo do takiego świadczenia mają mężczyźni w wieku 65 lat mający co najmniej 40 lat okresów składkowych i nieskładkowych. Natomiast Trybunał Konstytucyjny zakwestionował prawo kobiet do takiej formy wcześniejszej emerytury w wieku 62 lat, jeśli zainteresowana ma co najmniej 35 lat okresów składkowych i nieskładkowych. Sędziowie zakwestionowali te przepisy z uwagi na ich bezterminowy charakter i brak harmonizacji z procesem zrównywania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Zdaniem urzędników prezydenckich przepisy te będą musiały być zmienione tak, aby zarówno próg wieku uprawniającego do wcześniejszej emerytury oraz wymogi długości osiągniętego stażu ubezpieczeniowego zostały stopniowo zrównane i zharmonizowane ze stopniowym podnoszeniem wieku emerytalnego. Najprawdopodobniej będzie to docelowo 40 lat stażu i 65 lat dla obu płci.

- Nie zgodzimy się jednak na ograniczenie zatrudnienia tej grupy osób – dodaje Wiesława Taranowska.

Eksperci zwracają uwagę, że raport przygotowany przez Biuro Polityki Społecznej nie służy przywróceniu starego systemu emerytalnego, w którym wysokość świadczenia była zwiększana o część socjalną uzależnioną od przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w konkretnym roku.

– Od kilku miesięcy trwa ofensywa informacyjna, żeby przekonać Polaków do konieczności dodatkowego oszczędzania. Skoro bowiem przyszłe emerytury mają być tak dramatycznie niskie, to trzeba wprowadzić obowiązkowe oszczędzania w pracowniczych programach emerytalnych. Takie rozwiązanie może się jednak okazać bardzo niebezpieczne dla firm, bowiem w sposób znaczny zwiększy koszty pracy – zauważa prof. Leokadia Oręziak z Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej. Na takie rozwiązanie nie zgodzą się pracodawcy.

Raport zakłada także, że stopy zastąpienia emerytur (czyli proporcja między emeryturą a uprzednimi zarobkami przy pewnej określonej liczbie lat płacenia składek) będą stopniowo spadać. Ta obniżka wynikać będzie z jednej strony z przewidywanego w przyszłości stałego wzrostu oczekiwanej długości życia osób w starszym wieku, a więc wzrostu liczby, przez którą dzieli się uzbierany kapitał składkowy dla obliczenia wysokości świadczenia w momencie przejścia na emeryturę. Z drugiej zaś ze spadkowej tendencji wskaźników stosowanych do waloryzacji kapitału składkowego, czyli tempa wzrostu funduszu wynagrodzeń osób ubezpieczonych w ZUS oraz tempa wzrostu PKB. W skrajnym przypadku stopa zastąpienia może spaść do 20 proc.

>>> Czytaj też: Nowelizacja ustawy o emeryturach i rentach. Na ile mogą liczyć Polacy?

Z takimi szacunkami nie zgadza się Maciej Rogala, niezależny ekspert rynku ubezpieczeń emerytalnych.

- Nie można dzisiaj odpowiedzialnie stwierdzić, że za kilka lat osoby mające duży staż pracy nie będą mogły wypracować emerytury minimalnej i będą musiały korzystać z pomocy społecznej. Nadal bowiem w Polsce obowiązuje konstytucyjna zasada, że osoby mające wymagany staż mają prawo do emerytury minimalnej – zauważa Maciej Rogala. – Co więcej, obowiązuje nasz kraj konwencja MOP, która musi być przestrzegana. 

Jednocześnie dodaje, że najniższą stopę zastąpienia w stosunku do emerytur będą mieć osoby najwięcej zarabiające, a nie ci otrzymujące płacę minimalną. Najbogatsi bowiem płacą składki tylko do wysokości 250 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia. 

- I właśnie z tego powodu należy bardzo ostrożnie podejść do prezentowanych wyliczeń. Tym bardziej, że pojawiają się w czasie kampanii prezydenckiej – dodaje Maciej Rogala.