Podobieństw do „Wiedźmina” jest więcej. W „Sniper: Ghost Warrior 3” będzie otwarty świat, wiele możliwości przejścia danej misji. Gracz sam będzie decydował, co i jak chce zrobić, nikt go nie poprowadzi za rękę. Nie ma tu złych i dobrych wyborów, gracz będzie musiał zmierzyć się z moralnymi rozterkami. Fabuła jest tu jednym z głównych elementów, nie tylko dodatkiem do strzelania i wybuchów. Główny bohater będzie miał coś w rodzaju szóstego zmysłu. I tu podobieństwa z „Wiedźminem” się kończą, bo akcja Snipera dzieje się w ogarniętej konfliktem militarnym Gruzji.

– Nie ukrywam, mamy apetyt na sukces. To najbardziej zaawansowana gra w naszej historii – mówi Marek Tymiński, prezes CI Games.

Analityk zamiast Rambo

Przyznaje, że poprzednie części były raczej grami ze średniej półki cenowej. Ta ma konkurować z najlepszymi (i najdroższymi) tytułami gatunku. Tymiński podkreśla, że tym razem do produkcji podszedł inaczej. Zamiast głównego bohatera, przed którym wrogowie padają całymi łanami, mamy staranne planowanie każdej misji. Nowy Sniper to bardziej analityk, niż Rambo. Najpierw długie rozpoznanie i przygotowanie terenu, by w końcu oddać kilka kluczowych strzałów z karabinu snajperskiego.

Budżet gry to niecałe 40 mln zł. Na marketing przewidziano 15-17 mln zł, ale Marek Tymiński podkreśla, że ta kwota może i zapewne wzrośnie bliżej premiery w drugim kwartale 2016 r. Dla porównania, produkcja gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon” kosztowała co najmniej 45 mln zł, a kolejne 35 mln dol. przeznaczono na marketing.
Nowy „Sniper” ma zmazać złe wrażenie, jakie wywołała część druga. Gracze często ją krytykowali, sprzedaż nie spełniła oczekiwań, a dewelopera wpędziła w finansową czkawkę. Dość powiedzieć, że po pół roku od premiery w lutym 2013 r. przychód ze sprzedaży „Snipera 2” wystarczył na wykupienie obligacji, jakie CI Games wyemitował, by sfinansować końcowe prace nad grą.

Dwie poprzednie części „Sniper: Ghost Warrior” rozeszły się nakładem 5,6 mln egzemplarzy. Wynik ten blaknie jednak w porównaniu z CD Projektem – sprzedaż dwóch pierwszych części „Wiedźmina” przekroczyła 8 mln sztuk. Jest jeszcze najbardziej tajemniczy z wielkiej trójki deweloperów – wrocławski Techland. W przeciwieństwie do CD Projekt i CI Games, jego akcje nie są notowane na giełdzie, dlatego nie podaje publicznie zbyt wielu informacji, a te, którymi się chwali starannie dozuje. W zeszłym roku poinformował, że gry z serii „Dead Island” sprzedano w ponad 10 mln nakładzie, co jest na razie branżowym rekordem. W tym roku zaprezentował wysokobudżetową grę „Dying Light”, jednak nie podaje pełnych wyników sprzedaży. Trzeba jednak oddać „Sniperowi”, że jest od pozostałych serii młodszy, zatem miał mniej czasu na sprzedaż.

Polska silna w regionie

Ten branżowy układ sił zapewne długo się nie utrzyma. W sierpniu wyniki finansowe opublikuje CD Projekt, wtedy poda też dokładne wyniki sprzedaży nowego „Wiedźmina”. W ciągu pierwszych dwóch tygodni od premiery w maju sprzedano ponad 4 mln kopii gry. Prezes CD Projekt Adam Kiciński mówił wówczas, że to to wystarczyło, by zwróciły się trzyletnie nakłady produkcyjne i w zasadzie przebiło ich oczekiwania.

Polakom wciąż daleko do światowych rekordzistów. Tylko piąta część znanej serii „GTA” sprzedała się w większym nakładzie, niż wszystkie wymienione polskie serie razem wzięte. „Call fo Duty MW 3” sprzedano w nakładzie ponad 26 mln egzemplarzy.

Jednak duże polskie produkcje, wspierane przez mniejszych producentów jak The Astronauts („Zagnięcie Ethana Cartera”) czy 11bit studios („This War of Mine”) sprawiają, że Polska ma coraz lepszą markę na globalnym rynku gier.

Firma analityczna Newzoo szacuje, że w 2015 r. polska branża wygeneruje niecałe 390 mln dol. przychodu. To daje 17 pozycję na w rankingu. Nie licząc Rosji, to najlepszy wynik w Europie Środkowo-Wschodniej. Jeszcze w zeszłym roku analitycy Newzoo szacowali krajowy przychód z gier na ok. 280 mln dol.