W zaproponowanym wczoraj przez szefa KE Jeana Claude’a Junckera widnieją następujące liczby: do Polski przyjedzie 1207 uchodźców przebywających obecnie na terenie Włoch, 3901 w Grecji i 4179 z Węgier. Do tego należy doliczyć jednak konieczność sprowadzenia rodzin imigrantów i nieco ponad dwa tysiące osób, do których przyjęcia rząd Ewy Kopacz zobowiązał się w maju. Pod względem kwot wyprzedzają nas tylko Niemcy, Francja i Hiszpania. Kryterium przy ich ustalaniu była liczba ludności danego kraju i wysokość jego PKB. Na każdego imigranta Komisja przekaże rządom 6 tys. euro. Reszta będzie pokrywana z budżetów narodowych.

Szef Komisji Europejskiej przedstawił wczoraj plan rozwiązania problemu uchodźców. Jean-Claude Juncker wezwał do zaakceptowania przez wszystkie kraje Unii obowiązkowych kwot imigrantów, którzy dotarli już do Unii Europejskiej i obecnie przebywają głównie na terenie Grecji, Węgier i Włoch.

Jego zdaniem plan powinien zostać przyjęty przez przywódców Wspólnoty w przyszłym tygodniu. W obecnie proponowanym wariancie na Polskę przypadłoby dodatkowe 12,9 tys. osób, czyli łącznie 15,6. Cały plan obejmuje 180 tys. osób, a my jesteśmy czwartym krajem pod względem liczby uchodźców do przyjęcia po Niemczech (43,2 tys.), Francji (33,1 tys.) i Hiszpanii (20,8 tys.). Liczby te są wypadkową wielkości populacji, wysokości PKB, stopy bezrobocia i liczby uchodźców, którzy już zostali przez dane państwo przyjęci. Koszty byłyby dzielone między KE a budżety narodowe. Na każdego uchodźcę państwa otrzymywałyby po 6 tys. euro, reszta byłaby finansowana przez rządy.

Równolegle do propozycji kwot Juncker zapowiedział wzmocnienie ochrony granic zewnętrznych UE. Ma powstać również lista bezpiecznych krajów, których obywatele nie będą mogli liczyć na gościnność Europy. Mają się na niej znaleźć choćby kandydaci do akcesji, czyli państwa zachodniobałkańskie i Turcja. Tymczasem w Niemczech niemal 40 proc. wniosków o azyl pochodzi właśnie z tego obszaru. Zmieniony zostanie tzw. mechanizm dubliński, który pozwala ubiegać się o status uchodźcy w pierwszym kraju Unii, do którego dotarł imigrant. Jak przekonuje szef KE, problem uchodźców znajduje się na pierwszym miejscu zadań Komisji. Dopiero po nim jest kryzys zadłużenia, Ukraina, kompromis klimatyczny i referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

– Europa symbolizuje dziś nadzieję i bezpieczną przystań w oczach kobiet i mężczyzn z Bliskiego Wschodu. Europa, w której chcę żyć, jest reprezentowana przez ludzi, którzy chcą pomóc – mówił wczoraj w Parlamencie Europejskim Juncker. Polemizował z nim eurosceptyk Nigel Farage z Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, który wezwał do prowadzenia polityki „powstrzymywania łodzi” wzorowanej na Australii, czyli niewpuszczania migrantów do Europy.

Propozycja Junckera w poniedziałek będzie omawiana przez unijnych szefów MSW (jej przyjęcie nie wymaga jednomyślności). Na razie nie zwołano szczytu szefów rządów UE, który mógłby ją ostatecznie zaakceptować. Państwa zachodnioeuropejskie wierzą, że plan zaakceptują wszyscy członkowie UE. – Z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej dochodzimy do rozwiązania akceptowalnego przez wszystkich – zapewniała kanclerz Niemiec Angela Merkel. Nie jest to jednak pewne, ponieważ obowiązkowym kwotom sprzeciwiają się m.in. cztery państwa grupy wyszehradzkiej, w tym Polska.

>>> Polecamy: Ten kraj przyjął najwięcej uchodźców na świecie. "Stać nas na więcej"

Berlin ustami wicekanclerza Sigmara Gabriela zagroził krajom naszego regionu zamknięciem granic z RFN, jeśli nie przyjmiemy kwot. – Europa Wschodnia czerpie ogromne korzyści z otwartych granic, co leży także w interesie Niemiec. Debata pójdzie jednak w inną stronę, jeśli problem uchodźców wciąż będzie dotyczył tylko trzech krajów – mówił Gabriel. Innymi argumentami przekonywał Polaków Juncker. – Czyżbyśmy zapomnieli, że 20 mln ludzi z polskimi korzeniami mieszka poza Polską w efekcie emigracji politycznej i ekonomicznej wywołanej wieloma zmianami granic, przymusowymi wysiedleniami podczas często bolesnej historii Polski? Czy naprawdę zapomnieliśmy o zniszczeniach II wojny światowej, która 60 mln ludzi uczyniła w Europie uchodźcami? – pytał były premier Luksemburga.

Tymczasem w Warszawie dyskusja o imigrantach wkracza również do Sejmu. – Zgoda na przyjęcie większej liczby imigrantów niż wcześniej zadeklarowane 2 tys., będzie porażką polskiego rządu – mówił szef frakcji PiS w parlamencie Mariusz Błaszczak. Prawo i Sprawiedliwość odrzuciło jednak zaproszenie premier Kopacz na spotkanie w sprawie kryzysu migracyjnego. – Miejscem, przed którym premier przedstawia informacje, jest Sejm, a nie zacisze gabinetów – uzasadniał Błaszczak. Przedstawiciel rządu zapozna posłów z polityką migracyjną Polski podczas czwartkowego połączonego posiedzenia komisji ds. UE i spraw wewnętrznych.

LICZBY:

2659 – na tylu uchodźców już się zgodziliśmy
11 946 – tylu mielibyśmy przejąć od Grecji, Węgier i Włoch
962 – tyle osób trafiłoby do Polski z obozów pozaunijnych

>>> Czytaj też: Rosja przyjmie uchodźców z Syrii. Pod jednym warunkiem