Geoff Colvin jest absolwentem ekonomii na Harvardzie. Od lat pracuje jako dziennikarz. Obecnie jest redaktorem w magazynie „Fortune”. W swojej książce (oryginalny tytuł książki to „Humans Are Underrated: What High Achievers Know That Brilliant Machines Never Will”) opisuje pewne doświadczenie: przeszukano bazę ogłoszeń o pracę, w których oferowano ponad 100 tys. dol. rocznej pensji i wymagano od pracowników empatii albo ściśle z nią powiązanych cech. Znaleziono ponad 1 tys. takich ogłoszeń i to nie instytucji zajmujących się filantropią, lecz firm – m.in. McKinsey, Barclays Capital, Abbott Laboratories, Mars, Pfizer, a więc dużych, międzynarodowych koncernów. Te wyniki potwierdziły rezultaty analizy dokonanej przez prezesów dużych brytyjskich przedsiębiorstw i ekspertów ds. edukacji z Wielkiej Brytanii. Napisali oni w niedawnym raporcie, że empatia i inne zdolności interpersonalne są przy szukaniu pracy tak samo ważne jak dobra znajomość angielskiego czy matematyki. Zalecili, by uczyć tych umiejętności w szkole.

Empatia jest dzisiaj wymagana nawet w zawodzie informatyka, choć wydawałoby się, że ta cecha nie powinna się przydawać w pracy z komputerami. Autor książki twierdzi jednak, że zarówno umiejętność wczucia się w potrzeby klienta, jak to, iż oprogramowanie tworzy się zespołowo, sprawia, że nawet eksperci od komputerów muszą dbać o rozwijanie umiejętności interpersonalnych.

W grupie siła

W książce opisany jest przykład amerykańskiej linii lotniczej Southwest Airlines, w której zatrudniono wysokiej rangi osobę odpowiedzialną za kwestie techniczne. Po tygodniu w firmie szef kadr spytał nowego pracownika na korytarzu, co u niego a ten odpowiedział: „Ludzie są dziwni. Zaczepiają mnie na korytarzu! Pytają, jak mi minął dzień i naprawdę chcą zdać odpowiedź! A ja chcę tylko wrócić do biurka i pracować”. Pracownik ten niedługo potem musiał odejść, mimo iż miał świetnie referencje. Kierownictwo firmy twierdzi, że wysokie zdolności interpersonalne jej pracowników są jednym z głównych powodów jej sukcesu na rynku. Southwest Airlines od początku (czyli od ponad 40 lat) co roku przynosi zyski, podczas gdy trzej najwięksi konkurenci przynajmniej raz musieli ogłaszać bankructwo.

Bill McDermott, prezes firmy informatycznej SAP, opublikował nawet książkę, w której poświęcił empatii cały rozdział. Meg Bear z Oracle uważa, że właśnie empatia wpływa najbardziej na różnicę między stworzeniem dobrego i świetnego produktu, co przy dużej konkurencji na rynku może zaważyć na istnieniu firmy.

Empatia jest konieczna do skutecznego działania w grupie, a właśnie w grupach praca twórcza, a więc ta, w której ludzie mają największą przewagę nad maszynami, jest najbardziej efektywna. Na przykład prawdopodobieństwo, że praca naukowa zostanie zacytowana więcej niż 1 tys. razy, jest 530 razy większe, jeśli tworzyła ją grupa.

>>> Czytaj też: Przełom, który może odmienić globalną gospodarkę. Czeka nas największa rewolucja od 250 lat

Kobiety podnoszą grupowe IQ

Dlaczego praca grupowa jest aż tak efektywna? By rozwijać się w swojej dziedzinie, indywidualne osoby muszą się specjalizować. Jeżeli trzeba rozwiązać jakiś bardzo skomplikowany problem, trzeba więc najpierw skompletować drużynę ekspertów. Powstaje jednak pytanie: co sprawia, że drużyna jest efektywna?

Naukowcy z MIT, Carnegie Mellon i Union College stworzyli coś w rodzaj współczynnika IQ dla grupy. To wskaźnik, który jest mocno skorelowany z wynikami pracy drużyny, tzn. na jego podstawie można skutecznie przewidywać, jak grupa poradzi sobie z problemem, który przed nią postawiono. Co ciekawe, średni współczynnik IQ członków grupy, podobnie jak współczynnik inteligencji najbystrzejszego jej członka, w bardzo niewielkim stopniu wpływa na IQ grupy, podobnie jak jej wielkość, poziom motywacji członków, wyraźny podział ról w drużynie, szczodrość wynagrodzenia. Duży wpływ miała natomiast tzw. wrażliwość społeczna. Do mierzenia tej cechy używano testu zwanego „Czytając w oczach”. Polega on na tym, że prosi się uczestników o opisanie myśli i uczuć innych osób tylko na podstawie zdjęcia ich oczu. I właśnie wynik tego testu pojedynczych osób był najlepszym predyktorem tego, jak wysokie będzie IQ składającej się z tych osób grupy.

Innym czynnikiem, który miał znaczenie, było to, czy członkowie grupy mniej więcej w podobnym stopniu brali udział w rozmowie. Jeżeli w grupie dominowało kilka osób, jej IQ spadało. Z tych badań wynika jeszcze jeden bardzo ciekawy wniosek. Można w mgnieniu oka dobrze oszacować IQ grupy, licząc, ile jest w niej kobiet, bo kobiety są przeciętnie lepsze od mężczyzn w umiejętnościach interpersonalnych.

Autor uważa to za na tyle ciekawą obserwację, że tylko jej poświęcił cały dziesiąty rozdział książki, pisząc w jego nagłówku, że kobiety mają dużą przewagę nad mężczyznami w umiejętnościach, które będą cenione w XXI w. Dodaje, że ta przewaga nigdzie nie jest tak widoczna jak w grupie.

Zastąpienie przeciętnego mężczyzny przeciętną kobietą podnosi efektywność zespołu, a najbardziej efektywne drużyny składają się tylko z kobiet. Co ciekawe, ta różnica utrzymuje się nawet wówczas, gdy członkowie grupy się nie widzą, bo pracują przez internet. Są wówczas mniej efektywni, niż gdy jest między nimi bezpośredni kontakt, ale nawet wówczas kobiety w drużynach – dzięki swoim umiejętnościom interpersonalnym – wygrywają z mężczyznami.

>>> Polecamy: Rosnąca czy płaska? Amerykańska gospodarka wymyka się miarom

Cień nadziei dla mężczyzn

Autor opisuje jednak ciekawy eksperyment pokazujący, że w niektórych warunkach przewaga kobiet w umiejętnościach interpersonalnych może zanikać. Otóż przeprowadzono doświadczenie, w którym badano efektywność grupy w sytuacjach, gdy w grupie był raz wybrany stały lider, oraz taki, który mógł być w każdej chwili zmieniony przez grupę. Okazało się, że w drugim przypadku, gdy pracę zespołu zdominowała konkurencja o status w grupie, przewaga kobiet nad mężczyznami została wyeliminowana.

To pokazuje jak istotne dla skuteczności zespołu jest to, w jakich warunkach pracuje. Czy zatem jest jakaś nadzieja dla mężczyzn, którzy chcą poprawić swoje zdolności interpersonalne? Otóż zauważono, że ich poziom wzrasta wraz z wiekiem, a zatem jest to coś, czego można się nauczyć. Pomaga także wystawianie się na kontakt z ludźmi, którzy wykazują dużą empatię. Dlatego z badań wynika, że w kontaktach międzyludzkich najlepiej radzą sobie mężczyźni, którzy mieli dużo sióstr.

Książka Colvina jest bardzo nierówna. Jej pierwsza część mnie znużyła. Autor powtarza w niej wątki znane z innych książek o tej tematyce. W szczególności ten, że komputery i roboty będą w niedalekiej przyszłości wykonywać wiele prac, które dzisiaj są zarezerwowane dla ludzi. Przykład z samoprowadzącym się samochodem czy komputerem wygrywającym z ludźmi w grę Jeopardy! są już tak wyświechtane, że można by je sobie darować.

Autor jednak rehabilituje się w drugiej połowie. Nie spotkałem się jeszcze z tak interesującą analizą cech, które będą przydatne w gospodarce XXI w. Szczególnie intrygująca jest obserwacja, że kobiety są zdecydowanie lepiej niż mężczyźni przygotowane do walki z komputerami i robotami o miejsca pracy. Podsumowując: książka Colvina to pozycja warta uwagi, ale z zastrzeżeniami.