W pierwszych trzech kwartałach przeciętne wynagrodzenie brutto w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad dziewięć osób wyniosło 4067 zł i było o 3,6 proc. wyższe niż przed rokiem. – wynika z danych GUS. Co ważne mieliśmy w tym czasie deflację. W rezultacie siła nabywcza płac zwiększyła się o 4,8 proc. Tak dużego realnego wzrostu zarobków nie było od 2008 r.

Sytuacja w poszczególnych branżach jest jednak mocno zróżnicowana. Kwotowo, najbardziej, bo o 351 zł podskoczyły pensje w informacji i komunikacji. A więc w firmach zajmujących się działalnością wydawniczą, radiofoniczną i telewizyjną i telekomunikacyjną. W tej branży przeciętna pensja wyniosła 7248 zł i była nominalnie o 5,1 proc. wyższa niż przed rokiem.

– Średnią tę zawyżają najprawdopodobniej wysokie na ogół pensje w firmach telekomunikacyjnych zatrudniających dużo informatyków, którzy należą do najlepiej opłacanych pracowników – wyjaśnia Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Na drugim miejscu w tym rankingu znalazł się przemysł rafineryjny i koksowniczy. Przeciętne pensje wzrosły w nim o 277 zł i przekroczyły 7,8 tys. zł.

Wzrost zarobków w tej branży związany był przede wszystkim z dobrymi wynikami finansowymi firm – od stycznia do czerwca wypracowały one wynik finansowy netto w wysokości 2,3 mld zł.

Natomiast nominalny wzrost płac w górnictwie węgla kamiennego i brunatnego należał do najniższych i wyniósł zaledwie 0,4 proc. (27 zł). To efekt kryzysu w jakim znalazło się górnictwo węgla kamiennego – w pierwszym półroczu jego straty ze sprzedaży węgla wyniosły prawie 1,4 mld zł.