Moment, jaki Rafał Brzoska wybrał do ataku, nie jest przypadkowy. Obie firmy walczą o nowy, trzyletni kontrakt na obsługę sądów i prokuratur, obowiązujący od stycznia 2016 roku.

Poprzedni tego typu wygrała Polska Grupa Pocztowa (dziś należąca do InPostu). Kilka dni temu firmy złożyły oferty z bardzo różnymi kwotami. Poczta zobowiązała się, że kontrakt wykona za ponad 290 mln zł, InPost - za ponad 475 mln zł. I to w sytuacji, gdy kara za zgubienie listu sądowego będzie znacznie wyższa, niż obecnie - 1800 zł zamiast 180.

Brzoska zacytował wypowiedź zarządu Poczty sprzed roku, kiedy ten przed komisją sejmową tłumaczył porażkę Poczty w poprzednim kontrakcie na obsługę sądów. Zarząd mówił, że "z powodów regulacyjnych i kosztowych to była najlepsza możliwa oferta cenowa. Czy w dniu dzisiejszym złożylibyśmy inną? Nie! Byłaby dokładnie taka sama".

Konsument płaci więcej, by urząd zapłacił mniej?

Skąd ta różnica? Rafał Brzoska mówi krótko: dumping. - Nie ukrywam, że osiągnęliśmy apogeum sytuacji, w której obecny zarząd Poczty Polskiej w sposób nieodpowiedzialny doprowadzi tę spółkę od poważnych kłopotów - mówi Brzoska.

InPost przedstawił wyliczenia. Do 2013 r. ceny cennikowe dla sądów to 5,7 zł. W latach 2014-2015 - 4,22 zł. W 2015 r. - 1,2 zł. Co dalej? InPost spekuluje, że w 2018 r., gdy poczta pozbędzie się już konkurencji, podniesie ceny. Sądy to nie jedyna instytucja, która potrzebuje pocztowej obsługi. InPost kalkulując wartość innych przetargów, sporządził następujące wyliczenia. Gdy zwykły Polak za list zwykły płaci od 1,75 zł do 6,3 zł, urząd czy instytucja publiczna płaci 0,58 zł. Gdy Polak za list polecony płaci od 4 do 8 zł, urząd 1,40 zł.

Uśredniając, wg InPostu, za przeciętny znaczek konsument "płaci nawet 3,7 zł", a urząd w przetargach 0,41 zł". Inna sprawa, że dochodzi tu do pewnego żonglowania cyframi, bo InPost uśrednił ceny "dla Polaka", a dla instytucji wybrał najniższą możliwą. To zresztą ciekawy przypadek, bo cena ta (0,41 zł) dotyczy obsługi Izby Skarbowej w Gdańsku, którą wygrała Poczta. - W tym przypadku Poczta, spodziewając się zapewne konkurencji w przetargu, złożyła ofertę w oparciu o bardzo niskie ceny - mówi Brzoska.

>>> Czytaj też: InPost: Poczta Polska zaniża ceny usług, by wyeliminować konkurencję

I przetarg wygrała, po czym domagała się jego unieważnienia z powodu "rażąco niskiej ceny", a ta miała być wynikiem "niezamierzonego błędu" w dokumentacji.

W efekcie - kalkuluje Brzoska, skoro Poczta będzie roznosić przesyłki urzędom poniżej kosztów, ceny dla zwykłych klientów wzrosną całościowo o 1,8 mld zł. A już jest drogo, bo jak wynika z analizy UKE, ceny usług pocztowych w Polsce należą do najwyższych w Europie.

By podkreślić ten fakt, InPost przypomniał przyjęty przez UKE wniosek Poczty o 10 proc. wzrost cen usług w 2014 r. Jego zdaniem, zaniżanie cen przez Pocztę spowoduje też konieczność dosypania jej pieniędzy z budżetu państwa.

Pensje zarządów prześwietlone

Brzoska uderzał raz za razem. Poskarżył się, że Poczta Polska zwolniona jest z VAT-u, a mowa tu o kwocie ponad 660 mln zł. Poczta ma "monopol na dostarczanie przekazów pocztowych na terenach wiejskich czy w zakresie emerytur, rent i pomocy społecznej".

Oberwało się też zarządowi Poczty. Wg InPostu jego pensje wzrosły o niemal 3 mln zł (60 proc.), przy spadku przychodów w zeszłym roku o ok. 278 mln zł.

Wreszcie, InPost sprawdził też inne zarządy wielkich firm pocztowych z Europy. Zarząd Deutsche Post zarobił w zeszłym roku 13,6 mln euro. Przy tym pensje zarządu Poczty Polskiej są niewielkie, bo wyniosły "zaledwie" 7,8 mln zł.

Lecz - jak wskazał Brzoska - wynagrodzenie zarządu wyrażone udziałem w działalności operacyjnej to w Deutsche Post 0,5 proc. W przypadku Poczty - 17,3 proc. Ile zarabia zarząd InPostu? - Ok. 1/8 tego, co zarząd Poczty Polskiej - twierdzi Brzoska. Czyli jakieś 980 tys. zł.

Usługi masowe dla biznesu zwykle są tańsze, więc to żadna sensacja, jednak zdaniem Brzoski - różnica jest zbyt duża. Zastrzegł też, że Poczta nie może tego tłumaczyć restrukturyzacją, gdyż w 2014 r. koszty Poczty spadły o 1 proc. w porównaniu do 2013 r. Ponadto 70 proc. kosztów Poczty to wynagrodzenia i składki na ubezpieczenia społeczne, a wg Brzoski "istotnej restrukturyzacji w tym obszarze umożliwiającej rentowną realizację wygranych przetargów nie było".

Założyciel InPostu dodał, że UOKiK ignoruje skargi składane przez jego firmę. Dlatego teraz pozostały mu tylko sądy powszechne i Komisja Europejska. Zapowiada, że sprawy tej tak nie zostawi. - Mamy dowody na poparcie naszych tez - mówi Brzoska.

Poczta się broni

Co na to Poczta? Próbuje gasić pożar. - To czarny PR - mówi na gorąco jej rzecznik Zbigniew Baranowski. Wylicza "fakty i mity". - Poczta stosuje różne stawki dla klientów indywidualnych i biznesowych? Zgodnie z regulacjami rynku pocztowego dla nadawców mających znaczną liczbę przesyłek mogą być stosowane taryfy specjalne, niższe niż obowiązujące za dany rodzaj lub sposób świadczenia usługi.

- Poczta Polska czerpie ogromne pieniądze z podatku VAT - pyta Baranowski. - Zwolnieniem z podatku VAT, zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawy o podatku od towarów i usług, objęte są wyłącznie powszechne usługi pocztowe świadczone przez operatora wyznaczonego oraz usługi bankowe i ubezpieczeniowe świadczone przez banki i firmy ubezpieczeniowe.

Celem takiego rozwiązania, krajowego i europejskiego, jest, aby usługi te były przystępne cenowo dla klientów. Podkreślić należy, że po zwycięstwie, w otwartym konkursie organizowanym przez Prezesa UKE, operatorem wyznaczonym na kolejne 10 lat została Poczta Polska - kwituje Baranowski.

Wytknął też InPostowi cypryjskie korzenie "reprezentantów kapitału Grupy Integrer", podczas gdy Poczta to na wskroś polska firma. Brzoska twierdzi jednak, że choć niektórzy akcjonariusze prowadzą działalność poza granicami kraju, w tym na Cyprze, to zarówno Integer, jak i InPost, zarejestrowane są w Polsce i tu odprowadzają podatki.

Baranowski ma jednak więcej zastrzeżeń. - InPost w ostatnim czasie próbował zastraszyć menadżerów Poczty odpowiedzialnych za kluczowe kontrakty, przesyłając im ostrzeżenia przed składaniem konkurencyjnych dla InPostu ofert. Jest to element kampanii mającej na celu odwrócenie uwagi opinii publicznej od kolejnych przegranych w postępowaniach przetargowych przez InPost - twierdzi Baranowski.

Pocztowi prawnicy wezwali InPost do "zaniechania czynów nieuczciwej konkurencji oraz naruszających dobra osobiste". - Pozostaje poza sporem, że jedynym celem konferencji [InPostu - przyp. red.] jest rozpowszechnianie informacji zniesławiających konkurencyjną spółkę. Działanie to wpisuje się w szereg innych Państwa zachowań, godzących w zasady uczciwego konkurowania.

Prawnicy w piśmie przypomnieli historię z początku ubiegłego roku, gdy InPost na konferencji pod tytułem "Kto naprawdę sabotuje korespondencję sądów" sugerowali niewywiązywanie się przez Pocztę z obowiązków. - Wówczas również minęli się państwo z prawdą, o czym niedawno przesądził Sąd Okręgowy w Warszawie - kwitują pocztowi prawnicy.

>>> Czytaj też: Poczta Polska odpowiada InPostowi: Nasza oferta dla sądów jest bardzo korzystna i rynkowa