PZL Świdnik został wykluczony przez MON z przetargu jeszcze przed testami helikopterów, który swoją decyzję uzasadniał tym, że nie spełniały one warunków kontraktu. Lubelska firma obiecywała dostawy maszyn AW 149 w oczekiwanej konfiguracji dwa lata po wyznaczonym terminie - pisze "Rzeczpospolita".

PZL wytyka w pozwie 17 poważnych naruszeń prawa dotyczących offsetu, składu zwycięskiego konsorcjum (Airbus Helicopters i Heli Invest), a także niedopuszczanych jej zdaniem zmian reguł i wymagań w trakcie postępowania, na przykład zmniejszenia z 70 do 50 liczby zamawianych przez wojsko śmigłowców. Caracale wyprodukowane przez Airbusa przeszły pozytywnie testy poligonowe i właśnie negocjowana jest umowa offsetowa.

Poza konkursem znalazł się także producent polskich helikopterów Black Hawk (PZL Mielec/Sikorsky Aircraft), bo oferował sprzęt nieuzbrojony. Firmy z Mielca i Świdnika zdecydowały o przeniesieniu protestów na drogę prawną. Unieważnienie przetargu spowodowałoby co najmniej dwuletnie opóźnienie w procesie przezbrajania armii.  

>>> Czytaj też: Krew nie jest tania. Kto i ile zarabia na największych wojnach?