Ruszają prace nad poważną zmianą modelu funkcjonowania lokalnych władz w Polsce. Dotkną wieloletnich wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Jak ustaliliśmy, tematem samorządowej kadencyjności zajmą się niebawem specjalne podkomisje sejmowe. Jest już wstępne porozumienie w tej sprawie PiS i partii Kukiz’15 oraz przychylne sygnały płynące ze strony Pałacu Prezydenckiego.

PiS chce, by samorządowcy mogli rządzić najwyżej przez dwie pięcioletnie kadencje z rzędu. Nie jest jeszcze doprecyzowane, czy po przerwie mogliby kandydować ponownie na ten sam urząd. Dziś nie ma ograniczeń w liczbie kadencji, ale okres sprawowania samorządowego stanowiska z wyboru jest krótszy i wynosi 4 lata.

Ponieważ nowe zasady wejdą w życie przy najbliższych wyborach samorządowych w 2018 r., a Grzegorz Woźniak (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji samorządowej, przekonuje, że każdy włodarz powinien startować z „czystym kontem”, co oznacza, że dwie kadencje będą mu liczone od nowa, niezależnie od tego, ile lat wcześniej rządził.

– Są w Polsce miejsca, w których powstały swego rodzaju lokalne układy personalne. Nawet część samorządowców, niekoniecznie związanych z PiS, popiera kadencyjność – przekonuje poseł Grzegorz Woźniak.
Opisywane ograniczenia wejdą w życie dopiero za trzy lata, a już w przyszłym roku w wielu gminach, jak wynika z sondy DGP, planowana jest podwyżka wynagrodzeń urzędników. Samorządowcy deklarują około 5-proc. wzrost pensji dla swoich pracowników.

>>> Czytaj też: W ciągu 2 lat Polska będzie miała niemal najwyższy deficyt finansów publicznych w UE