Od czasu kryzysu gospodarczego, który wstrząsnął strefą euro, gospodarcze różnice między Irlandią i Finlandią coraz bardziej się pogłębiają. W 2015 roku Irlandia, zwana Celtyckim Tygrysem, zanotowała imponujący wzrost PKB w wysokości 7,8 proc. Według prognoz ekonomistów Bloomberga, w tym roku wzrost gospodarczy Irlandii ma sięgnąć 4,7 proc. Będzie to najlepszy wynik w UE. Co więcej, o 3 proc. ma też wzrosnąć poziom zatrudnienia na irlandzkim rynku pracy.

Tymczasem Finlandia nie przestaje negatywnie zaskakiwać. Od 2012 roku wzrost PKB w tym kraju zrównał się z unijną średnią, a w tym roku niemal stanie w miejscu. Według prognoz, gospodarka Finów będzie rosła w 2016 roku w tempie zaledwie 0,5 proc. Wolniej rozwijać się będzie tylko Grecja. Jednocześnie niepokojąco rośnie stopa bezrobocia. W 2015 roku wyniosła 9,4 proc.

Za problemy gospodarki Finlandii najczęściej obwinia się upadek Nokii i załamanie fińskiego przemysłu drzewnego i papierniczego, który przez lata był podstawą rozwoju kraju. Agencja Standard & Poor's odebrała już Finlandii status kraju z najwyższą możliwą oceną wiarygodności kredytowej AAA, jednocześnie podnosi rating Irlandii, który w 2012 spadł do poziomu BBB+.

Przeciwnicy wspólnej waluty w Finlandii twierdzą, że ich kraj rozwijałby się znacznie lepiej, gdyby miał możliwość stymulowania eksportu poprzez dewaluację wspólnej waluty. Przykład Irlandii pokazuje, że to co i gdzie sprzedajemy, ma ogromne znaczenie dla gospodarki. Irlandia z powodzeniem eksportuje sprzęt komputerowy i leki do Stanów Zjednoczonych, tymczasem Finlandia ledwo wiąże koniec z końcem, bo jeden z jej największych partnerów handlowych – Rosja, jest pogrążona w recesji.

Eksport Irlandii i Finlandii

Eksport Irlandii i Finlandii

źródło: Bloomberg

W odróżnieniu od Finlandii, Irlandia wykorzystuje zachęty podatkowe, by przyciągnąć do siebie największe międzynarodowe koncerny, takie jak Facebook, Apple, Google czy Pfizer. Stopa podatku dochodowego od firm w Finlandii sięga 20 proc. W Irlandii wynosi tylko 12,5 proc. i należy do najniższych w strefie euro. W 2013 roku Finlandia zanotowała nawet ujemne saldo bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Koncerny wolały szukać okazji inwestycyjnych za granicą, zamiast w kraju.

Zdaniem fińskiego rządu, niska konkurencyjność gospodarki jest też powodem wysokiego bezrobocia w kraju. Teraz sięga ono 9,4 proc. Jeszcze w 2012 roku wynosiło 7,7 proc. Władze robią więc, co mogą, by obniżyć koszty pracy w Finlandii. Największe fińskie związki zawodowe na początku marca podpisały z rządem porozumienie, w myśl którego pensje pracowników zostaną obniżone, a godziny pracy – wydłużone. Finowie mają pracować o 24 godziny rocznie dłużej bez dodatkowego wynagrodzenia. Obcięte zostanie dofinansowanie wypoczynku dla pracowników państwowych, a część podatków od wynagrodzeń będzie przerzucona na pracowników. Razem z zamrożeniem wysokości płac w przyszłym roku, może to doprowadzić do spadku kosztów pracy w Finlandii o ok. 4 proc. do 2019 roku i stworzenia 35 tys. nowych miejsc pracy do 2020 roku. Premier Spila dąży do tego, by koszty pracy obniżyły się o 5 proc. Czytaj więcej tutaj

Jeśli fińskim władzom uda się zrealizować reformę rynku pracy i ożywić gospodarkę, kraj może stanąć na nogi. Według rankingu Światowego Forum Gospodarczego, Finlandia wciąż jest jedną z najbardziej konkurencyjnych gospodarek świata, choć Irlandia zbiera lepsze noty w kategorii efektywności rynku pracy.

>>> Czytaj też: Europejskie bieguny bogactwa i biedy. Zobacz ranking regionów według PKB na mieszkańca