Elektrownia powstaje pod leżącym w obwodzie grodzieńskim Ostrowcem, 20 km od litewskiej granicy. Docelowo tworzyć ją mają dwa bloki energetyczne z rosyjskiej produkcji reaktorami nowej generacji WWER-1200 o mocy 1200 MW każdy.

Okres eksploatacji przewidziano na 60 lat. Paliwem ma być niskowzbogacony uran U-235. Źródłem zaopatrzenia w wodę do systemów chłodzenia będzie rzeka Wilia, płynąca później w kierunku Wilna.

Zdaniem ekspertów elektrownia atomowa to dla Białorusi jedyna szansa na zachowanie względnej niezależności energetycznej; kraj nie ma własnych zasobów węgla, a musi w jakiś sposób zastąpić dotychczasowe siłownie węglowe. Ewentualna budowa elektrowni gazowych jeszcze bardziej pogłębiłaby zależność od Moskwy - twierdzą. Paliwo jądrowe może importować skądkolwiek – dodają.

Władze w Mińsku wspominały też, iż nadwyżkę energii elektrycznej chciałyby sprzedawać do UE. Jednak to rozwiązanie kwestionują władze litewskie.

Miejsce budowy, oprócz spełnienia kryteriów bezpieczeństwa, wybrano właśnie ze względu na bliskość linii wysokiego napięcia, biegnących z litewskiej elektrowni atomowej w Ignalinie. Łączą one Białoruś z systemem energetycznym Unii Europejskiej.

Dziś – jak tłumaczył zastępca głównego inżyniera budowy ostrowieckiej elektrowni Władimir Gorin - na placu budowy pracuje ponad 5 tysięcy ludzi, działa już centrum szkoleniowe dla przyszłych kadr, a także prowadzi się treningi na symulatorze sterowni.

„Póki co mieścimy się w harmonogramie – podkreślił. „Po katastrofie w Czarnobylu wszystkie roboty prowadzone są zgodnie z procedurami (…) i panuje raczej konserwatywne podejście. Niczego nie można przeciągać” – zauważył. Elektrownia jego zdaniem zostanie oddana do użytku w terminie, a więc w listopadzie 2018 roku.

Ekipy budowlane zakończyły już konstrukcję jednej z wież chłodniczych, druga właśnie powstaje. Częściowo ukończony jest budynek reaktora. Gorin wskazał, iż obudowa reaktora znalazła się już na placu budowy i zostanie zainstalowana w budowli w maju przyszłego roku.

Inżynier dodał, że docelowo ostrowiecka siłownia zatrudniać będzie około 2300 ludzi, czyli mniej więcej jedną osobę na megawat wytwarzanej energii. Zatrudnienie w Ostrowcu – oprócz Białorusinów - znaleźli już np. specjaliści od energii jądrowej z Ukrainy, Rosji i Litwy – powiedział.

Oprócz szkoleń personel przechodzi też testy psychologiczne, sprawdzające m.in. sprawność i wytrzymałość przy pracy zmianowej oraz odporność na wyzwania związane z wymaganiami pracy w takim obiekcie.

We wtorek inspekcję placu budowy przeprowadził szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Yukiya Amano. Jak powiedział dziennikarzom, postęp w pracach wywarł na nim duże wrażenie. Do 2018 roku zapowiedział jeszcze siedem misji kontrolnych MAEA, zauważył też, że Białoruś wypełniła wszystkie wcześniejsze rekomendacje agencji.

Budowę elektrowni atomowej na Białorusi planowano jeszcze w czasach ZSRR. Plany zawieszono po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku. W 1999 roku władze w Mińsku podpisały 10-letnie moratorium, wykluczające postawienie elektrowni jądrowej. Sytuacja zmieniła się po sporach gazowych Rosją; Mińsk postanowił uniezależnić się od rosyjskiego surowca i – wbrew sprzeciwowi części opinii publicznej - wycofał się z moratorium.

Budowę elektrowni w Ostrowcu finansuje się z zaciągniętego w Rosji kredytu, opiewającego na 10 mld dolarów. Przewidziano, że sama siłownia kosztować będzie ok. 6 mld USD, pozostałe 4 mld mają pokryć wydatki na infrastrukturę, w tym rozbudowę linii i stacji kolejowej, budowę dróg dojazdowych oraz domów dla pracowników.

Mimo że zleceniodawcą są białoruskie władze, głównym wykonawcą projektu jest rosyjska firma Atomstrojeksport, a dostawcą paliwa nuklearnego i odbiorcą odpadów radioaktywnych będzie rosyjskie przedsiębiorstwo Rosatom. Białoruskie firmy pełnią rolę podwykonawców.

Białoruscy przeciwnicy budowy elektrowni jądrowej przypominali, iż powodem moratorium były skutki katastrofy czarnobylskiej; to Białoruś – jak wskazywali– była najbardziej poszkodowanym krajem, ze skażeniem sięgającym 23 proc. jego terytorium.

Dodatkowo zaznaczali, że trudno jest uniezależnić kraj od rosyjskich surowców, zaciągając w Rosji nowy kredyt i jednocześnie zlecając najważniejsze prace firmom rosyjskim. Zwracali również uwagę, że w pobliżu miejsca budowy nie ma przemysłu, który skorzysta z mocy ostrowieckiej elektrowni. Jednak ich protesty nie powstrzymały inwestycji.

Obecnie obiekt otacza poczwórne ogrodzenie, w tym miejscami mur i drut kolczasty. 200 hektarów terenu, na których prowadzone są prace, strzeże białoruskie wojsko.

Na odbywających się w tym tygodniu w Mińsku targach techniki jądrowej „Atomexpo 2016” przedstawiciel białoruskiej Akademii Nauk - Aleksy Dziermant powiedział, że przy eksploatacji elektrowni atomowej w Ostrowcu należy rozważyć współpracę energetyczną z krajami bałtyckimi. Jednak jego zdaniem Litwa, Łotwa i Estonia projekt oceniają raczej z perspektywy polityki, a nie gospodarki.

Władze w Wilnie podkreślają, że Mińsk – mimo iż twierdzi, że spełnia wszystkie normy MAEA oraz UE - nie dostarczył dokumentów niezbędnych do oceny środowiskowej przedsięwzięcia. W ten sposób według nich narusza zapisy konwencji z Espoo, dotyczącej inwestycji mogących mieć negatywny wpływ na obszar innego państwa.

Białoruś ratyfikowała konwencję z Espoo w listopadzie 2005 roku. Strefa ochronna obejmuje teren w promieniu 25 km od elektrowni, a więc także terytorium Litwy.

Również Komisja Europejska podkreśla, że Mińsk musi dotrzymywać zapisów konwencji. Zapewnia, iż pozostaje w kontakcie z władzami białoruskimi w celu przeprowadzenia tzw. stress testów ostrowieckiej elektrowni atomowej. Takie testy Białoruś planuje na koniec 2016 roku.

>>> Czytaj też: Dwa kraje: jeden ma za dużo ropy, a drugi kupi każdą jej ilość