Od 2 2 l at, co roku, 1 czerwca młodzież przyjeżdża do parlamentu, żeby zająć ławy, w których na co dzień zasiadają dorośli posłowie. Żeby znaleźć się w Sejmie Dzieci i Młodzieży, trzeba przejść skomplikowaną rekrutację – zrealizować w swojej miejscowości długi i poważny projekt. W tym roku projekty dotyczyły ochrony miejsc pamięci. Na tym samym miała skupić się też debata w Sejmie.

Anna Wittenberg

Anna Wittenberg

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wystąpienia młodzieżowych posłów szybko zeszły na inne tematy. Jeden z nich domagał się większych wysiłków wkładanych w edukację ekonomiczną. Inny – „odrzucenia poprawności politycznej, która zabija naszą cywilizację”. Nie trzeba było wiele, by młodzieżowi posłowie zaczęli brzmieć całkowicie jak ci, którzy w Sejmie są na co dzień. W debacie nad projektem dotyczącym projektu uchwały pojawiały się głosy domagające się rozliczenia rządów Platformy Obywatelskiej, żądania zwrócenia przez partię 34 0 m ld zł. Dostało się też PiS-owi – młodzi posłowie głośno krytykowali działania rządu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Część przyniosła na salę konstytucję. Na koniec – jak u dorosłych – do akcji wkroczyli parlamentarzyści przywołujący resztę do porządku. „Wystąpienia poprzednich posłów opierały się na tym, co zniechęca obywateli do interesowania się polityką” – podsumowała jedna z posłanek i zażądała, by powrócić do prac nad uchwałą. Uczestnicy wcześniejszych obrad SDiM przyznawali w rozmowach, że takiej atmosfery na sali w poprzednich latach nigdy nie było.

Nic dziwnego, że prace nad uchwałą szły jak po grudzie. Między młodzieżowymi posłami dało się bowiem wyczuć kompletną rezygnację. „Jaką mamy gwarancję, że dorośli zajmą się naszym projektem, który przygotowywaliśmy w pocie czoła?” – pytał jeden z młodych posłów. „Przeczytajcie go chociaż” – apelował do polityków. „Zebraliśmy się tutaj, żeby udawać, że mamy jakiś wpływ na rządzących” – wtórowała mu jedna z koleżanek.

Bezsilność i zawód klasą polityczną wynikały zresztą niemal z każdej wypowiedzi młodego posła. Jeden z nich przyniósł na mównicę dwie flagi – PiS oraz PO. Wymachując nimi, apelował: „Dwa obozy, które powstały w naszym państwie, wyniszczają je. Czy jako dorośli ludzie nie możecie zawrzeć rozejmu?”.

Szkoda, że na sali przez cały czas obecny był tylko jeden polityk – minister Anna Zalewska. Dla dorosłych parlamentarzystów płynie z obrad młodzieżowego Sejmu prosta lekcja – młodzi z ich wszystkimi problemami i lękami cały czas są nierozbrojoną bombą. Siłą, która może wysadzić obecnych polityków z siodeł już w kolejnych wyborach. Kiedy – na podstawie badań CBOS – pisaliśmy w 201 4 r ., że młodzież jest zawiedziona demokracją i liberalizmem, słyszeliśmy, że czołówka DGP straszy. Półtora roku później okazało się, że ten zawód jest faktem potwierdzonym przy urnach – to młodzi wyborcy jako pierwsi odwrócili się od prezydenta Bronisława Komorowskiego, a następnie od Platformy Obywatelskiej, prowadząc ku niezłemu wynikowi ruch Kukiz’15, pozaparlamentarną jeszcze partię KORWiN czy Razem. Wypowiedzi młodych posłów pokazują, że od tego czasu nic się nie zmieniło.

Minister Zalewska obiecała, że powoła przy MEN radę młodzieży, która będzie ciałem doradczym w resorcie. To dobry ruch. Warto jednak zwrócić uwagę, że młodym samo ich wysłuchanie już nie wystarczy. „Już nic nie naprawiajcie. Stwórzcie godne warunki, byśmy po studiach mogli zostać tutaj” – mówili w czasie obrad. Młodzież wie, że pustymi obietnicami nie wykarmi rodziny (a – przypomnę – wg CBOS to najważniejsza aspiracja nastolatków). I pójdzie za tymi, którzy obiecają im, że tę aspirację będą mogli zrealizować.

Jeden z posłów podsumował debatę cytatem z Janusza Korczaka: „Nie ma dzieci, są ludzie. A ja dodam: którzy za trzy lata ustawią się w kolejkach do urn.