Przyjęty w środę w Strasburgu raport w sprawie dumpingu socjalnego w Unii poparło 458 europosłów, 199 było przeciw. Nie jest on wiążący.

„Zbyt wiele firm tnie koszty, łamiąc prawa pracowników. Czas, aby UE zaczęła temu przeciwdziałać” – mówił podczas poprzedzającej głosowanie debaty francuski europoseł Guillaume Balas z grupy socjaldemokratów, autor sprawozdania PE.

O dumpingu socjalnym najczęściej mówi się w UE w kontekście swobodnego przepływu siły roboczej i swobody świadczenia usług oraz delegowania pracowników - gdy np. pracownicy z uboższych, wschodnioeuropejskich państw UE podejmują pracę w krajach zamożniejszych często za niższe stawki, niż otrzymują pracownicy lokalni.

Według przyjętej przez Parlament definicji dumping społeczny to nie konkurowanie niższymi kosztami pracy, ale nielegalne praktyki związane z celowym łamaniem i obchodzeniem prawa, zarówno unijnego jak i krajowego, w odniesieniu do praw pracowniczych.

„Do tej pory dumping socjalny był często przedstawiany jako konkurowanie niższymi kosztami pracy, dlatego wypracowana przez nas definicja jasno i wyraźnie mówi tylko i wyłącznie o przypadkach łamania prawa” - tłumaczyła po głosowaniu europosłanka PO Danuta Jazłowiecka, która jest sprawozdawczynią frakcji Europejskiej Partii Ludowej w sprawach delegowania pracowników.

Te nielegalne praktyki to - zdaniem PE - przede wszystkim o nierejestrowanie pracowników, działalność tzw. firm skrzynek-pocztowych, czyli firm tworzonych jedynie po to, aby po zatrudniać pracowników delegowanych z państw o niskich kosztach pracy, czy fałszywe samozatrudnienie.

„Mam nadzieję, że zdefiniowany w ten sposób dumping socjalny przestanie być pożywką dla populistów i eurosceptyków i ograniczy ataki i oskarżenia wobec imigrantów, w tym Polaków, o odbieranie miejsc pracy i nieuczciwą konkurencję.” – dodała Danuta Jazłowiecka.

Parlament Europejski uważa, że zwalczanie tych nielegalnych praktyk wymaga skuteczniejszych kontroli, lepszej współpracy między państwami UE oraz likwidowania luk prawnych.

Stanowisko europosłów odnosi się też do polityki Komisji Europejskiej, która zapowiada zaostrzenie kursu przeciwko dumpingowi socjalnemu. Walką z tym zjawiskiem KE uzasadnia projekt zmiany dyrektywy o pracownikach delegowanych, według którego pracownik wysłany do innego kraju UE powinien mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia (wraz z wszystkimi jego składnikami) jak pracownik lokalny, a nie tylko do płacy minimalnej, jak jest obecnie. Takim rozwiązaniom sprzeciwia się min. Polska, która wezwała KE do wycofania z planów reformy dyrektywy, uznając ją za szkodliwą dla firm, świadczących usługi za granicą.

O konieczności zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych wspomniał także w swoim orędziu o stanie Unii wygłoszonym w środę w Strasburgu, przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. „Unia musi stać się bardziej socjalna” - powiedział szef KE. Zdaniem Junckera „pracownicy powinni otrzymywać takie same wynagrodzenie za taką samą pracę w tym samym miejscu”, zaś „rynek wewnętrzny nie jest miejscem, w którym pracownicy mogą być eksploatowani lub też w którym musieliby pracować w oparciu o niższe standardy socjalne niż inni”.

W swoim raporcie PE powołuje się na zasadę Junckera, że każdy powinien otrzymywać taką samą płacę, za taką samą pracę w tym samy miejscu. Jednak - podkreśla - "konieczne jest wyjaśnienie prawne tego oświadczenia i jego stosowania".

Pracownicy delegowani stanowią około 0,7 proc. całej siły roboczej w UE. W Unii są ich niemal dwa miliony, najwięcej pochodzi z Polski. W 2014 r. był to prawie 430 tys. osób, czyli 22.3 proc. wszystkich pracowników delegowanych. Najwięcej pracowników z Polski pracuje w sektorze budowlanym - 46,7 proc., przemyśle - 16,6 proc., edukacji, ochronie zdrowia i zajęciach socjalnych 13,9 proc. Najczęściej osoby delegowane są do Niemiec (56 proc. wszystkich Polaków), Francji (12 proc.), Holandii i Belgii.