Jak ocenia autor, w 2014 roku "niewielu sądziło, że Zachód, a zwłaszcza UE, utrzyma sankcje na Rosję za jej działania na Ukrainie przez ponad dwa lata". Przypomina, że od tego czasu nastąpiła eskalacja wydarzeń na Krymie, gdzie Rosja czuje się "swobodnie jeśli chodzi o przeprowadzenie wyborów parlamentarnych na terytorium, które jest bezprawnie pod jej kontrolą".

Rasmussen pisze też o systematycznych naruszeniach praw człowieka wobec etnicznych Ukraińców i Tatarów krymskich, a także o wspieraniu przez Kreml w dalszym ciągu sił walczących z wojskami rządowymi w Donbasie.

"Rosja według własnego uznania igra z bezpieczeństwem swoich sąsiadów" - zauważa Rasmussen. "Przyczyna tego jest prosta: wie, że może sobie na to pozwolić" - diagnozuje. "Reżim sankcji uzgodniony przez przywódców UE nie zadziałał na tyle, żeby powstrzymać Moskwę" - zauważa, dodając, że na przyszłotygodniowym szczycie przywódcy unijni powinni "co najmniej rozważyć przedłużenie obowiązywania istniejących sankcji przez kolejne 12 miesięcy zamiast sześciu".

Rasmussen komentuje, że "przedłużenie nie zmieni istoty poszczególnych pakietów sankcji, wymierzonych w pojedyncze osoby, przedsiębiorstwa i konkretne sektory rosyjskiej gospodarki", co i tak było trudne do uzgodnienia. "O ile nie wydarzy się coś dramatycznego, znalezienie konsensusu dla rozszerzenia sankcji byłoby niemal niemożliwe" - ocenia. Zastrzega zarazem, że dotychczasowy cykl przeglądu sankcji zawiódł.

Były szef NATO tłumaczy, że początkowo półroczne sankcje miały współgrać z założeniami pierwszych porozumień w Mińska z września 2014 roku. "Była wówczas pewna nadzieja, że wszystkie strony, w tym Rosja, dotrzymają postanowień" - pisze Rasmussen przyznając, że "stało się jednak jasne, że Rosja nie ma takich zamiarów".

>>> Czytaj też: Raport: tajne wpływy Rosji w krajach Europy Środkowej i Wschodniej

"Narzędzia dostępne Unii Europejskiej muszą być dostosowane do tych nowych realiów, zwłaszcza że sześciomiesięczny termin powoli staje się autodestrukcyjny. Za każdym razem, gdy dochodziło do przedłużenia sankcji, europejscy przywódcy wydawali się coraz słabsi. I za każdym razem Rosja koncentrowała wysiłki na podzieleniu unijnych rządów" - podkreśla Rasmussen.

Oddala przy tym zarzuty, że "przedłużenie sankcji posłużyłoby za środek odstraszający Rosję od wdrożenia jej części uzgodnień mińskich".

"Dłuższe ramy obowiązywania sankcji przyniosłyby też korzyści dla polityki krajowej niektórych krajów Unii" - argumentuje były sekretarz generalny NATO. Wyraża przekonanie, że przedłużenie sankcji na 12 miesięcy "pomogłoby wielu przywódcom, którzy są pod presją", i "wyeliminowałoby dyskusję o sankcjach ze zbliżających się trudnych kampanii wyborczych we Francji i Niemczech".

Rasmussen wśród korzyści takiego rozwiązania wymienia także zaprezentowanie "wspólnego transatlantyckiego frontu" i zwraca uwagę, że USA odnawiają sankcje na Rosję w cyklu rocznym.

12-miesięczne przedłużenie sankcji stanowiłoby "ostatecznie silny przekaz" i pokazałoby wszystkim, którzy naruszają obowiązujący porządek, w tym prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi, że "rządy europejskie, u boku amerykańskiego, są w stanie znaleźć rozwiązanie, żeby odpowiedzieć na wielkie wyzwania naszego trudnego dziesięciolecia" - podsumowuje były sekretarz generalny NATO.

>>> Polecamy: Chiny i Rosja wspólnie przygotowują się na nuklearny atak USA