"Żaden inny temat nie dzieli Niemców tak bardzo jak podejście do Rosji. Dla jednych Rosja jest ucieleśnieniem największego zagrożenia, dla innych stanowi alternatywę dla USA" - pisze Stefan Ulrich na łamach środowego wydania dziennika "Sueddeutsche Zeitung".

"Władimir Putin wywołuje u Niemców strach i tęsknotę, wstręt i podziw. Ta skrajna ambiwalencja powoduje, że relacje z Rosją mają szczególny charakter" - tłumaczy publicysta. Dodaje, że sytuację "komplikuje dodatkowo poczucie winy u Niemców" za zbrodnie wojenne. Nie należy też zapominać o "sile przyciągania w dziedzinie kultury, interesach gospodarczych i wizji pojednania niemiecko-rosyjskiego, które stworzyłoby euroazjatycki porządek od Atlantyku do Pacyfiku" - pisze Ulrich.

Rząd Niemiec jest świadomy tego potencjału, wątpi jednak, że można go wykorzystać za rządów Putina. Pomimo tego zarówno kanclerz Angela Merkel, jak i minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier nie dopuścili do zerwania dialogu z Kremlem, co nie rozwiązało co prawda kryzysów na Ukrainie i w Syrii, zapobiegło jednak być może większej tragedii - czytamy w "SZ".

Ulrich zaznacza, że utrzymywanie kontaktów z Moskwą jest słuszne, aby podtrzymywać dialog między Wschodem a Zachodem. Publicysta podkreśla zarazem, że Niemcy muszą występować jako "solidna część Zachodu". "Niemieckim politykom nie wolno pod żadnym pozorem stwarzać wrażenia, że zabiegają o porozumienie z Moskwą na specjalnych warunkach. Putin wykorzystałby natychmiast taką sytuację do podziału (Zachodu) zgodnie z maksymą dziel i rządź" - ostrzega autor komentarza.

Przypomina on, że w czasie drugiej wojny światowej Niemcy zgotowały zagładę nie tylko Rosjanom, lecz także narodom w Europie Środkowej, w tym Polakom, którzy dobrze pamiętają, że zawarty w 1939 roku pakt Ribbentrop-Mołotow zdecydował o ich losie. "Niemcom nie wolno nigdy więcej zawierać umów z Rosją kosztem tych narodów" - ostrzega komentator.

Zdaniem "SZ" Europejczycy muszą uzmysłowić Rosji, że wszystkie kraje, w tym także Ukraina, mają prawo do swobodnego wyboru sojuszy, a Moskwie nie przysługuje żadna własna strefa wpływów. Równocześnie Zachód "musi zasygnalizować, że drzwi dla Rosji, jeżeli będzie chciała działać w duchu odprężenia czy wręcz kooperacji, pozostają otwarte" - czytamy w "Sueddeutsche Zeitung".

Nikolas Busse zauważa na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung", że powtarzany w Niemczech do znudzenia postulat, by pomimo konfliktów nie zrywać dialogu z Rosją jest "pozbawiony sensu, gdyż Merkel i tak wykazuje cierpliwość i tolerancję wobec Putina jakiej nie ma żaden innych zachodni polityk".

"Putin dziękuje jej składając wizytę roboczą w Berlinie" - pisze komentator. Jego zdaniem ta decyzja "ma zapewne drugie dno". Raczej nie przez przypadek rosyjski prezydent odwołał planowaną od dawna wizytę w Paryżu, która byłaby z pewnością bardziej atrakcyjna. "Być może liczy na to, że od Merkel dostanie więcej niż od (prezydenta Francji Francois) Hollande'a" - zastanawia się Busse.

W jego ocenie stanowiska Berlina i Paryża są zbliżone. Merkel "przeszła na stronę Francji i Wielkiej Brytanii, które ze względu na postępowanie Rosji w syryjskim Aleppo opowiadają się za zaostrzeniem kursu". "W rzeczy samej byłoby nierozsądnie pozostawiać Rosji wolną rękę w Syrii" - podkreśla Busse.

Konflikt na Ukrainie jest zdaniem "FAZ" "zamrożony lecz nie jest rozwiązany". Amerykanom i Europejczykom nie pozostaje nic innego jak wspieranie Ukrainy, choć polityka Kijowa "nie ułatwia im zadania".

Agencja dpa przypomina, że do czasu kryzysu na Ukrainie Putin był częstym gościem nad Sprewą. Dopiero konflikt w Donbasie i aneksja Krymu doprowadziły do zerwania dobrych relacji. Dla Kremla wizyta w Berlinie "jest satysfakcją". Rosja czuje się "stawiana pod pręgierzem", a zachodni politycy krytykują ją za zbrodnie wojenne w Syrii i cyberataki, domagając się nowych sankcji. "A teraz nadeszło zaproszenie do Berlina" - piszą dziennikarze dpa Michael Fischer i Wolfgang Jung. Ich zdaniem wizyta Putina jest dla Merkel dużym ryzykiem. "Jeśli nie przyniesie żadnych konkretnych rezultatów, to skorzysta na niej tylko Putin" - ostrzegają autorzy komentarza.