Na początku listopada Wysoki Trybunał (High Court) orzekł, że brytyjski rząd nie może rozpocząć negocjacji w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej bez zgody obu izb brytyjskiego parlamentu. Od decyzji odwołał się gabinet premier Theresy May.

Prezes Sądu Najwyższego, baron David Neuberger, otwierając rozprawę, mówił, że obowiązkiem sędziów jest "ocena tych kwestii w sposób bezstronny i wydanie decyzji zgodnie z prawem". "To właśnie zrobimy" - zapewnił. Sąd Najwyższy rozpatrzy sprawę w pełnym składzie 11 sędziów pod przewodnictwem prezesa.

Jako pierwszy przed sądem stanowisko przedstawił prokurator generalny Jeremy Wright. Jak mówił, popierając opinię rządu, złożona przez gabinet May apelacja porusza problemy "dotyczące samego rdzenia brytyjskiego systemu konstytucyjnego". Jego zdaniem nie ma potrzeby przeprowadzenia kolejnego głosowania w parlamencie, ponieważ jego zgody wymagała sama organizacja czerwcowego referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z Unii.

Również w poniedziałek rzeczniczka premier May oświadczyła, iż brytyjski rząd chce zagwarantować, że gdy Londyn formalnie rozpocznie negocjacje z Brukselą w sprawie Brexitu, nie będzie już od tego odwrotu. "Podczas gdy inni dają jasno do zrozumienia, że chcą sprzeniewierzyć się woli Brytyjczyków, spowalniając proces opuszczenia (UE) i starając się związać rządowi ręce w kwestiach negocjacji, rząd nadal szanuje decyzję brytyjskiego narodu" - powiedziała dziennikarzom w Londynie.

Brytyjska premier chce rozpocząć negocjacje w sprawie wyjścia z Unii pod koniec marca przyszłego roku, powołując się na artykuł 50. traktatu lizbońskiego.

>>> Czytaj też: Szef OECD: Świat podnosi wiek emerytalny. Polska nie powinna robić odwrotnie