W Polsce umiera więcej osób niż się rodzi. Gorzej jest tylko w kilku krajach

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
29 kwietnia 2024, 07:17
Demografia - Dzieci
W Polsce umiera więcej osób niż się rodzi. Gorzej jest tylko w kilku krajach/Forsal.pl
Problemy demograficzne Polski sprawiają, że różnica między liczbą urodzeń a zgonów należy do najwyższych na całym globie. Pod tym względem wyprzedziliśmy w zeszłym roku nawet Koreę Południową. Jakie kraje znalazły się w czołówce?

Kryzys demograficzny w Polsce

Dzietność w Polsce jeszcze kilka lat temu wynosiła ok. 1,5. Dziś spadła ona poniżej 1,2. To nie tylko jeden z najgorszych wyników na całym świecie, ale także historycznie niski odczyt w Polsce. Poprzedni rekord pochodził z początków XXI wieku i wynosił 1,22. W 2023 roku dzietność wyniosła prawdopodobnie ok. 1,17.

Kryzys demograficzny, z uwagi na starzejący się wyż lat 80., widać znacznie wyraźniej w liczbie urodzeń. W 2017 roku w Polsce urodziło się ponad 400 tys. dzieci. W zeszłym roku było to już jedynie 272 tys. urodzeń. Sam spadek byłby jeszcze większy, gdyby pod uwagę brać same Polki. Bez urodzeń cudzoziemek (które w 2017 roku były marginesem) w Polsce urodziłoby się 255 tys. dzieci.

Mówimy tutaj o spadku liczby urodzeń o blisko 40 proc. w zaledwie kilka lat. Z pewnością duży jest tutaj wpływ pandemii, wyższych stóp procentowych, rekordowej inflacji i wojny za granicą. Niewiadomą pozostaje jednak to, czy uda nam się wrócić do przedwojennych wartości.

Polska wymiera

Niestety, najnowsze dane GUS nie pocieszają. O ile w lutym spadek wyniósł zaledwie 3,3 proc. r/r, o tyle w marcu przekroczył on 20 proc. Jest to prawdopodobnie w pewnej mierze „zasługa” świąt, które wypadły w tym roku pod koniec miesiąca (w związku z czym zarejestrowano mniej urodzeń), ale z pewnością trudno mówić o dobrej sytuacji.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy urodziło się w Polsce zaledwie 265 tys. dzieci. Jeśli trend się nie odwróci, to w tym roku może urodzić się w Polsce tylko 250 tys. dzieci. Coraz mniejsza liczba urodzeń zbiega się z wysoką umieralnością. Choć daleko nam obecnie do COVID-owych rekordów, to umieralność jest i tak na historycznie wysokim poziomie.

Gdy dodamy to tego względnie dużą populację (np. do państw regionu), to zauważymy, że Polska ma jeden z największych ubytków naturalnych na całym globie. Są kraje, które mają większy ubytek, gdy spojrzymy na liczby względne, ale w bezwzględnych jedynie kilka narodów znajduje się w gorszej sytuacji. 

Chińczycy, Japończycy i Rosjanie, czyli narody, które wymierają

W 2023 roku w Polsce urodziło się 272 tys. dzieci. Liczba zgonów wyniosła za to aż 409 tys. Przyrost naturalny na poziomie -137 tys. sprawił, że znaleźliśmy się w globalnej czołówce pod tym względem. To tak jakby w ciągu 12 miesięcy zniknął z mapy Rybnik.

Rybnik
W zeszłym roku liczba zgonów była o 137 tys. większa od liczby urodzeń. To wartość porównywalna do populacji Rybnika. Niestety, nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała się poprawić.

Jakie kraje są na czele? Niekwestionowanym liderem pod względem liczb bezwzględnych są Chiny. W 2023 roku urodziło się tam 9 mln osób, a zmarło 11,1 mln. Oznacza to przyrost naturalny na poziomie -2,1 mln osób. Tak duże spadki nie byłyby możliwe bez liczącej niemal 1,4 mld populacji Państwa Środka. Dzietność w Chinach wynosi obecnie niewiele ponad 1,0. To sprawia, że kraj znajduje się w grupie krajów o najniższej dzietności na świecie.

Szanghaj
Dzietność w chińskim Szanghaju jest 3-krotnie niższa od poziomu zastępowalności pokoleń.

Drugie miejsce przypadło Japonii. Kraj ten jest jednym z symboli depopulacji w państwach rozwiniętych. Szczyt populacji kraj osiągnął w 2008 roku, gdy zamieszkiwało go 128 mln osób. Dziś to ponad 3 mln osób mniej. W wieku powyżej 65 lat jest obecnie aż 29 proc. populacji tego państwa. To najwyższy wynik na globie. W 2023 roku urodziło się w tym kraju blisko 760 tys. osób, a zmarło 1,59 mln. Oznacza to przyrost naturalny na poziomie -830 tys. Daleko temu wynikowi do Chin, ale należy pamiętać, że Japonia liczy ponad 10-krotnie mniej mieszkańców.

Niechlubne podium zamyka nasz wschodni sąsiad. Przyrost naturalny w Rosji wyniósł w zeszłym roku ok. pół miliona na minusie. Jest to głównie zasługa malejącej liczby urodzeń. W 2023 roku było to zaledwie 1,26 mln. Dla porównania, jeszcze w 2014 roku urodziło się 1,94 mln osób. Z czego to wynika? Obecnie w wieku największej płodności są osoby urodzone w połowie lat 90. Te z kolei są dziećmi osób urodzonych w połowie lat 60., a te są potomkami osób urodzonych w czasie II WŚ, która z wiadomych powodów była okresem niskiej płodności i wysokiej śmiertelności. Obecne szokujące spadki są więc wynikiem echa powojennego niżu. Nie bez znaczenia jest także wojna w Ukrainie.

W których krajach deficyt urodzeń jest największy?

Zaraz za podium uplasował się nasz drugi sąsiad — lecz tym razem zachodni. W Niemczech urodziło się w 2022 roku 693 tys. osób. Zmarło zaś ponad 1 mln, co oznacza spadek populacji na poziomie 327 tys. osób. Niewiele mniej, bo 281 tys., wyniosła różnica liczby zgonów i urodzeń we Włoszech. Kraj ten od wielu lat zmaga się z niską dzietnością.

Kolejne miejsce z wynikiem -137 tys. przypadło Polsce. Za nami uplasowały się takie kraje jak pogrążona w kryzysie demograficznym Korea Południowa (-123 tys.), Hiszpania (-113 tys.), Rumunia (-88 tys.) czy Tajwan (-70 tys.). W czołówce znajdziemy także inne państwa regionu, takie jak: Węgry, Białoruś czy Bułgaria. Dane te pokazują, że największe różnice występują przede wszystkim w Europie oraz Azji Wschodniej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj