Energiewende, czyli transformacja energetyczna rozpoczęta ponad 30 lat temu, zakłada definitywne odejście od elektrowni atomowych (ostatnie reaktory przestaną pracować z końcem 2021 r.). Do przyszłego roku Niemcy zamkną dwie ostatnie kopalnie węgla kamiennego, ale surowiec ten do działających elektrowni będą importować. Produkcję i spalanie węgla brunatnego planują utrzymać aż do 2050 r. Dziś węgiel kamienny i brunatny stanowią 42 proc. udziału w strukturze wytwarzania prądu w Niemczech. W Polsce to ok. 86 proc.

Niemcy zapowiedzieli również zwiększenie udziału źródeł odnawialnych z 32 proc. obecnie do 60 proc. w 2030 r. Do tego czasu morskie farmy wiatrowe mają mieć 15 GW mocy. Węgiel będzie stanowił wtedy ok. 20 proc. miksu energetycznego.

DGP dotarł do raportu niemieckiej agencji energetycznej „Agora Energiewende”, który opisuje przemiany energetyki naszych sąsiadów. Polski rząd w ubiegłym tygodniu pokazał wstępny zarys naszej strategii do 2030 r. z perspektywą do 2050 r. Czym się różnimy? Polska zapowiada w 2030 r. produkcję 60 proc. energii z węgla, udział zielonej energii może dojść do ok. 20 proc. Też będziemy budować morskie farmy wiatrowe na Bałtyku – do 2030 r. mogą mieć ok. 6 GW mocy. Nie zamkniemy jednak kopalń węgla. Przeciwnie, rozważamy budowę nowych.

– Dekarbonizacja to obietnica z paryskiego porozumienia klimatycznego. Ale nie oznacza ona deindustrializacji. Chcemy redukować CO2, a nie przemysł – powiedział DGP Rainer Baake, wiceminister gospodarki i energii Niemiec. – Jesteśmy technologicznie przygotowani na produkcję 100 proc. energii ze źródeł odnawialnych, ale dziś oczywiście byłaby to jeszcze bardzo droga opcja – przyznał Baake.

– My mamy inne warunki niż atomowa Francja czy węglowa Polska. Idziemy w odnawialne źródła energii dlatego, że potrzebują coraz mniej wsparcia – mówi Johann Saathoff, członek Bundestagu z ramienia SPD.

>>> Polecamy:Wydobywczy cud giganta. Fałszywe deklaracje górników?