Jeden z kluczowych elementów polskiego bezpieczeństwa narodowego opiera się na kręgosłupie moralnym kilkudziesięciu analityków i ekspertów – przestrzegają dr Adam Lelonek (CyberDefence24.pl) i Piotr Maciążek (Energetyka24.com).

Celowa dezinformacja, szerzona w obrębie niszowej, choć strategicznej z perspektywy państwa tematyki, jak wojskowość czy energetyka, może być niezwykle skuteczna. W Polsce tylko kilka osób kształtuje dziś informacyjne trendy, tłumacząc Polakom rzeczywistość we wspomnianych obszarach.

Walka z rosyjską dezinformacją stała się w ostatnim czasie nową modą świata analitycznego. Obszar, w którym funkcjonują ludzie, pozwalający władzom państwowym zrozumieć wydarzenia zachodzące na świecie, charakteryzuje się pewnymi trendami rzutującymi na całą wspomnianą grupę zawodową.

Katalizatorem dla wzrostu znaczenia zjawiska dezinformacji, a więc złożonych i skoordynowanych procesów zarządzania percepcją opinii publicznej, były wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych i związane z nimi śledztwa. Rosyjska ingerencja w proces wyborczy okazała się olbrzymia. Po raz pierwszy na tak ogromną skalę wykorzystano media społecznościowe, o czym świadczą dziesiątki analiz tego, co działo się na platformach Facebooka, Twittera i Google’a. Tylko w przypadku pierwszej z nich między czerwcem a sierpniem 2017 r. treści generowane przez propagandystów zatrudnianych przez Kreml dotarły aż do 126 mln Amerykanów.

Wydarzenia te oczywiście znalazły odzwierciedlenie w działaniach branży analitycznej. Państwa zachodnie zaczęły zwiększać liczbę grantów mających służyć rozwojowi badań nad szeroko pojętym rozprzestrzenianiem się dezinformacji i jej wpływem na poszczególne społeczeństwa. To jednak dopiero kropla w morzu potrzeb. W Polsce trend ten spowodował, że niemal na każdej większej konferencji poświęconej bezpieczeństwu dyskutuje się o tym zjawisku, mimo że wyraźnie widać deficyt ekspertów posiadających realną wiedzę w tym zakresie. Pierwsze efekty tego stanu rzeczy są więc wysoce niepokojące.

Publiczny dyskurs analityczny w Polsce związany z dezinformacją stopniowo nabiera dość płytkiego charakteru. Dotyczy on przede wszystkim działalności w sieci tzw. trolli (osób odpłatnie piszących konkretne, wyprofilowane treści), botów (zautomatyzowanych lub półzautomatyzowanych kont w mediach społecznościowych, zarządzanych przez specjalne programy) oraz tzw. fake newsów (celowo rozpowszechnianych nieprawdziwych informacji).

Jest to jednak niewielki wycinek działań z obszaru wojny informacyjnej i psychologicznej. Raczkująca na Zachodzie i w Polsce cywilna analityka zajmuje się często szczątkowymi, retrospekcyjnymi badaniami i komentowaniem rosyjskich operacji sprzed lat lub miesięcy. Ten trend jest zauważalny także wśród elit i polityków, którzy z szerokiego, wielopłaszczyznowego i wysoko wyspecjalizowanego instrumentarium oddziaływań informacyjnych i psychologicznych zawęzili złożoną naturę zagrożenia do dezinformacji poprzez fałszywe informacje w mediach społecznościowych.

Tymczasem w Polsce Kreml bardzo mało pracuje z fake newsami. Jego główną metodą jest instalowanie określonych narracji w różnych grupach odbiorców. Wciąż brakuje zasobów i wysiłków na odcinku konwencjonalnych działań operacyjnych w sektorze prywatnym i państwowym oraz prognozowania ewolucji zagrożeń hybrydowych i strategii ich neutralizacji.

Doskonałym przykładem operacji informacyjnych i psychologicznych godzących w żywotne interesy państwa polskiego jest obszar wojskowy i energetyczny. Mają one charakter strategiczny, pomimo że ze względu na skomplikowaną materię tej tematyki profesjonalnie zajmuje się nią garstka osób. Często kilkadziesiąt albo zaledwie kilka nadaje ton dyskusji, poszerzając aktywność poza standardową działalność analityczną. Chodzi tu o najbardziej medialnych ekspertów wykorzystujących telewizję, radio i prasę do promowania swojego punktu widzenia poza rodzimą instytucją.

To oni interpretują wydarzenia w obrębie swoich obszarów badawczych, a także stanowią pierwszą linię obrony interesów państwa przed dezinformacją. W przypadku wojska są to rozpowszechniane w przestrzeni informacyjnej przekazy podważające wartość bojową i gwarancje bezpieczeństwa Polski lub wyolbrzymiające potęgę i skuteczność rosyjskiej armii. W kontekście energetyki takim przykładem może być np. dezinformacja wymierzona w dostawy gazu z alternatywnych wobec Rosji źródeł (podkreślanie nierentowności zakupów błękitnego paliwa z USA). Takie działania to element tworzenia alternatywnego tła informacyjnego.

Taka struktura pierwszej linii obrony przed dezinformacją zasługuje na szczególną uwagę państwa. Jednak do tej pory nikt w Polsce nad tą problematyką szerzej się nie pochylił. Skoro o przekazie medialnym w największych mediach decyduje zaledwie kilka osób w obrębie takich branż, jak wojskowość czy energetyka, nie trzeba wcale opierać kampanii dezinformacyjnej na Facebooku, Twitterze czy rządowych telewizjach. Poprzez agencje reklamowe, lobbingowe lub inne prywatne podmioty można pozyskać źle opłacanych (mimo swoich wpływów, wiedzy i pozycji) fachowców. I w ten sposób zdjąć krytycznych wobec Rosji analityków z newralgicznego odcinka lub za pomocą lewara finansowego zadaniować takie osoby.

Do tego raporty służb specjalnych wielu państw europejskich jasno wskazują, że Moskwa prowadzi działania wyprzedzające. Rekrutuje np. perspektywicznych studentów na różnych specjalizacjach. W ten sposób tworzy przyszłe elity eksperckie, a zatem i potężne narzędzie oddziaływania psychologicznego w perspektywie dekady i więcej, mogące trwale zdestabilizować przestrzeń informacyjną państwa lub struktury ponadnarodowej.

Za pomocą o wiele mniejszych środków i w sposób znacznie lepiej zakamuflowany Rosja i inne podmioty chcące realizować swoje interesy mogą to robić o wiele skuteczniej aniżeli podczas wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Jeden z kluczowych elementów polskiego frontu obrony przed wrogimi działaniami informacyjnymi, a zarazem bezpieczeństwa narodowego, opiera się na kręgosłupie moralnym kilkudziesięciu analityków i ekspertów.

>>> Czytaj też: Auta elektryczne wcale nie takie ekologiczne. Wychodzą na jaw ukryte koszty

ⒸⓅ