Nie ma potrzeby zmian założeń makroekonomicznych do przyszłorocznego budżetu; likwidacja szarej strefy oraz zmiany uniemożliwiające nadużycia w VAT zapewnią budżetowi dochody w zakładanej wysokości - mówiła we wtorek w Sejmie wiceminister finansów Hanna Majszczyk.

Przyjęte przez rząd założenia do przyszłorocznego budżetu krytykowali we wtorek posłowie opozycji zarzucając, że są nierealne.

Majszczyk mówiła, że założenia makroekonomiczne do budżetu na 2017 r. zostały właściwie określone.

Reklama

Majszczyk przyznała, że zgodnie z podanymi niedawno przez Główny Urząd Statystyczny danymi, wzrost PKB w trzecim kwartale br. (wyniósł 2,5 proc. rdr) był rzeczywiście niższy niż zakładano.

"Tym niemniej również chciałabym zwrócić uwagę, że to założenie do budżetu (na 2017 r. - PAP), co do wzrostu PKB na poziomie 3,6 proc. jest na przykład zbieżne z założeniami, które prezentuje Narodowy Bank Polski. Oczywiście są też inne, rynkowe projekcje na temat wzrostu PKB w naszym kraju, które oscylują wokoło 3-3,1 proc." - powiedziała wiceminister.

Majszczyk zauważyła, że z tego punktu widzenia założenia rządu są "nieco wyższe". Podkreśliła jednak, że należy też patrzeć na inne wskaźniki makroekonomiczne, które - jej zdaniem - również stanowią bardzo istotny, a w niektórych elementach fundamentalny poziom, od którego liczy się np. dochody z podatków pośrednich. Wyjaśniła, że chodzi o wskaźnik inflacji.

"To założenie przyjęte w budżecie na poziomie 1,3 proc. jest z kolei niższe od obecnego konsensusu rynkowego, który jest ustalony na około 1,5 proc." - zwróciła uwagę. "Więc z tego powodu, jak gdyby w drugą stronę, ta kwestia się wyrównuje" - dodała.

Wskazała na wprowadzane rozwiązania dotyczące likwidacji szarej strefy i zwiększenia dochodów, m.in. przyjętą niedawno przez Sejm kolejną nowelizację ustawy o VAT, która wprowadza "kolejne mechanizmy, które będą przyczyniały się do tego, aby nie było nadużyć".

"Nie uważamy, żeby takie założenia makroekonomiczne, przy sukcesywnej realizacji innych zadań mogły, powodować konieczność ich zmiany i konieczność odpowiednich zmian w budżecie" - podsumowała wiceminister.

Wystąpienie Majszczyk było ostatnim podczas drugiego czytania projektu budżetu na 2017 r. W związku ze zgłoszonymi w czasie drugiego czytania poprawkami do projektu wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz'15) skierował projekt ponownie do komisji finansów publicznych.

Zgodnie z harmonogramem prac nad projektem, komisja finansów powinna rozpatrzyć te poprawki w środę. Głosowanie ustawy i ewentualnych poprawek oraz jej uchwalenie ma odbyć się w najbliższy piątek. Harmonogram zakłada, że 23 grudnia ustawa trafi do Senatu, który będzie miał 20 dni (do 12 stycznia 2017 r.) na podjęcie uchwały w sprawie budżetu.

17 stycznia sejmowa komisja finansów rozpatrzy ewentualne poprawki Senatu, a podczas posiedzenia plenarnego w dniach 25-27 stycznia zostaną one poddane pod głosowanie. Harmonogram przewiduje, że 31 stycznia 2017 r. budżet zostanie przedłożony prezydentowi do podpisu. Zgodnie z konstytucją będzie miał on na złożenie podpisu 7 dni.

Według projektu, w 2017 r. dochody budżetu państwa mają wynieść 325 mld 426 mln 102 tys. zł, a wydatki 384 mld 771 mln 602 tys. zł. Maksymalny poziom deficytu ustalono na kwotę nie większą niż 59 mld 345 mln 500 tys. zł.

Rząd założył, że w 2017 r. wzrost PKB (w ujęciu realnym) wyniesie 3,6 proc., średnioroczna inflacja - 1,3 proc., nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej - 5,0 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej - 0,7 proc., a wzrost spożycia prywatnego (w ujęciu nominalnym) - 5,5 proc.

Zdaniem rządu projekt spełnia kryteria tzw. stabilizującej reguły wydatkowej oraz deficytu sektora finansów (według metodyki unijnej) – niższego niż 3 proc. PKB. Prognozuje się, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 2,9 proc. PKB.