50 lat po tym, jak Milton Friedman wygłosił słynne przemówienie, które zmieniło historię światowej ekonomii, jest już jasne, że nie powinniśmy traktować jego “naturalnej” stopy bezrobocia jak matematycznej stałej, odpornej na efekty polityki monetarnej - pisze Ferdinando Giugliano.

Zmiany paradygmatu w ekonomii nie zdarzają się zbyt często. Pomiędzy Adamem Smithem a Johnem Maynardem Keynesem jest zaledwie garstka osób, które radykalnie zmieniły sposób naszego myślenia o tym, jak powinny działać rynki i o tym, co powinny robić rządy, aby poprawić działanie rynków.

Jeden z przełomowych momentów pod tym względem miał miejsce prawie 50 lat temu (w 1967 roku), gdy Milton Friedman wygłosił przemówienie dla American Economic Association w Waszyngtonie. Przedmiotem jego wystąpienia była rola, jaką może odegrać polityka monetarna w zakresie zmniejszania bezrobocia i poprawy wzrostu gospodarczego. Według Friedmana banki centralne w długim terminie nie mogą zmniejszyć pewnej stopy bezrobocia, na której opiera się gospodarka (tzw. naturalna stopa bezrobocia). Gdyby zatem władze monetarne stymulowały popyt, doprowadziłyby to tego, że pracownicy żądaliby tylko podwyżek wynagrodzeń, a te mogłyby doprowadzić do wzrostu inflacji.

Kilka lat później przemówienie Friedmana nabrało niemal profetycznej mocy. W latach 70. XX wieku banki centralne na świecie, w odpowiedzi na recesję i kryzys naftowy, obniżały stopy procentowe, ale działania te doprowadziły do wzrostu inflacji, która wymknęła się spod kontroli. Wydarzenia te zmusiły decydentów do fundamentalnego przemyślenia tego, w jaki sposób powinna działać polityka monetarna. Od tamtej pory banki centralne dbają przede wszystkim o to, aby utrzymać inflację na niskim i stabilnym poziomie. Dodatkowo banki centralne boją się pobudzania gospodarki w sytuacji, gdy uważają, że stopa bezrobocia osiągnęła „naturalny” poziom. Pod tym względem nauki Miltona Friedmana pozostają żywe do dziś.

Nie oznacza to jednak, że przemówienie Friedmana z 1967 roku całkowicie przeszło próbę czasu. Olivier Blanchard, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), a dziś badacz z Peterson Institute of International Economics, sprawdza użyteczność hipotezy o naturalnej stopie bezrobocia. W swoim badaniu, które zaprezentował niedawno na włoskim University of Naples Federico II, proponuje szereg krytycznych przemyśleń na temat poglądów Friedmana, ale nie obala centralnego wniosku noblisty – o potrzebie istnienia strukturalnych polityk, które zwiększałyby zatrudnienie w okresie, gdy gospodarka pracuje pełną parą.

Praca Blancharda jasno pokazuje, że okresy spowolnień gospodarczych mają znacznie bardziej trwałe skutki niż wynikałoby to z teorii Friedmana. Blanchard poddał analizie wszystkie recesje, które zaszły w 22 krajach w przeciągu 50 lat. Z jego analizy wynika, że średnio stopa bezrobocia jeszcze długo po kryzysie pozostaje wyższa niż w czasie ożywienia gospodarczego. Efekt ten, nazywany przez ekonomistów „histerezą”, jest zasadniczo konsekwencją tego, co dzieje się na rynku pracy po tym, jak pracownicy tracą pracę w czasie recesji (histereza oznacza wpływ zjawisk z przeszłości na długoterminową równowagę na rynku pracy – przyp. red.). Im dłużej pozostają bezrobotni, tym większe ryzyko, że staną się niezatrudnialni. Powód? Stopniowa utrata niezbędnych kwalifikacji oraz zniechęcenie i zaprzestanie szukania pracy. Oznacza to, że “naturalna” stopa bezrobocia jest znacznie mniej sztywna niż wydawało się to Friedmanowi.

Teza o histerezie, która była przedmiotem licznych badań w ciągu ostatnich 30 lat, ma fundamentalne konsekwencje dla dzisiejszej polityki banków centralnych w USA i strefie euro.

Amerykańska Rezerwa Federalna rozpoczęła zaostrzanie polityki monetarnej, gdy bezrobocie jest stabilne i waha się w okolicach 4,5 proc. – czyli poziomu, który większość ekonomistów uważa za „naturalny”. Mimo to poziom udziału pracowników w rynku pracy wynosi tylko 62,8 proc. Może to tłumaczyć, dlaczego wzrost wynagrodzeń jest stłumiony. Niektórzy ekonomiści, w tym szef Fed z Minneapolis Neel Kashkari chcieliby, aby Rezerwa Federalna przestała podnosić stopy procentowe, gdyż istnieje jeszcze przestrzeń do zwiększenia zatrudnienia bez wywoływania inflacji.

Podobnie jest w strefie euro. EBC zastanawia się, kiedy zakończyć program luzowania ilościowego. Bezrobocie na poziomie 9,3 proc. oznacza spadek do poziomu z 2009 roku. Przy czym EBC uważa, że realna stopa może być dwukrotnie wyższa z powodu „niedotrudnienia”, czyli podejmowania przez Europejczyków pracy na część etatu, prac czasowych lub też zajęć poniżej kwalifikacji. Zakładając, że „naturalna” stopa bezrobocia nie jest stała, EBC powinien kontynuować luzowanie ilościowe, skupując obligacje jeszcze przez jakiś czas, aby upewnić się, że większa liczba pracowników została wchłonięta przez rynek pracy.

Blanchard jest jednak ostrożny, gdyż nie chce wyciągać zbyt daleko idących wniosków jeśli chodzi o politykę monetarną. Ma rację, ponieważ z jednej strony z jego badań wynika, że konsekwencje recesji mogą być znacznie silniejsze niż wynika to z teorii Friedmana, a z drugiej strony jest już mniej oczywiste, że stymulacja fiskalna i luzowanie ilościowe może doprowadzić do powrotu pracowników na rynek pracy.

Bardziej prawdopodobne jest, że potrzebujemy połączenia polityk cyklicznych i strukturalnych. Aby bank centralny mógł obniżyć „naturalną” stopę bezrobocia, rząd musi przedsięwziąć dobrze ukierunkowane programy szkoleniowe, które pozwolą pracownikom na powrót na rynek pracy. Być może koniecznie jest również uszczuplenie systemu zabezpieczeń społecznych, aby zachęcić osoby długotrwale bezrobotne do powrotu do pracy. Dlatego też Blanchard sugeruje, że USA powinny ograniczyć przyznawanie rent, które są wykorzystywane jako dodatkowe wsparcie finansowe w czasie kryzysu.

50 lat po tym, jak Friedman wygłosił przemówienie, które zmieniło ekonomię, jest całkiem jasne, że nie powinniśmy traktować “naturalnej” stopy bezrobocia jak matematycznej stałej, odpornej na efekty polityki monetarnej. Ale ważna lekcja płynąca z przemówienia Friedmana pozostaje w mocy: jeśli chcemy sprawić, aby większa liczba ludzi miała dobrą, lepszej jakości pracę, działania samych banków centralnych nie wystarczą.

>>> Czytaj też: Milton Friedman broni się sam