Chrzan spod Łodzi szykuje się do podboju Europy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 stycznia 2009, 07:30
Polski tarty chrzan może podbić serca smakoszy krajów Unii Europejskiej. Produkowany przez Danutę i Kazimierza Cieślów z maleńkiej wsi Ignaców koło Pajęczna w woj. łódzkim trafił na listę lokalnych specjałów tradycyjnych, którą prowadzi resort rolnictwa. Teraz gospodarze postanowili powalczyć o certyfikat unijny.

W powiecie pajęczańskim chrzan uprawiany jest od okresu międzywojennego. Rodzice pana Kazimierza i pani Danuty sprzedawali go na pobliskich targowiskach, szczególnie przed Wielkanocą. - Jako pierwsi zaczęli go trzeć rodzice żony i sprzedawali w słoiczkach - wspomina Kazimierz Cieśla, który kilka lat temu przejął recepturę tartego chrzanu od teściowej. - Wyczytała go przed laty w "Przyjaciółce" i wciąż modyfikowała. Reszty dokonała żona, która wyczarowała wspaniały smak doceniany przez klientów.

Uzyskanie unijnych certyfikatów nie jest łatwe. Potrzebne są m.in. źródła pisane przynajmniej sprzed pół wieku, które potwierdzają, że chrzan był jednym z ważniejszych produktów w powiecie pajęczańskim. Niezbędne są też ekspertyzy potwierdzające, że tylko na polach nad Wartą rośnie wyjątkowy korzeń wyróżniający się specjalnym, ostrym smakiem. Ekspertyzy wykonują laboratoria mające akredytację resortu rolnictwa.

Jakie są korzyści z rejestracji produktu w Unii? - Ochronę zyskuje jego nazwa, czyli tylko te wyroby mogą jej używać, które spełniają wymogi zapisane dla konkretnego produktu - tłumaczy Dariusz Goszczyński, zastępca dyrektora departamentu ochrony rynków rolnych w resorcie rolnictwa. - Przysługuje też prawo do wyróżnienia produktu unijnym logo. Jest to informacja dla konsumenta, że kupuje wyrób wytwarzany metodą tradycyjną i dlatego więcej za niego płaci.

Wicedyrektor dodaje, że możliwe jest też uzyskanie odstępstw od wymogów sanitarno-weterynaryjnych, oczywiście nie ze szkodą dla konsumentów, ale z uwagi na tradycję wyrobu. Jednocześnie produkcja staje się łatwiejsza. Np. przy wytwarzaniu bryndzy, oscypka wolno używać drewnianych narzędzi.

Dzięki rejestracji w UE producenci mają łatwiejszy dostęp do pieniędzy na promocję swoich wyrobów. Refundowanych jest aż 80 proc. kosztów. - Produkty regionalne są o 25-30 proc droższe, a ich sprzedaż nie maleje. Producenci nie obawiają się o ich sprzedaż, bo klienci poszukują produktów wytwarzanych jak za dawnych lat - mówi Goszczyński dziennikowi „Polska”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Własne
Tematy: prasa
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj