Próby propagandowego tresowania Polaków zawsze kończyły się klapą

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
8 października 2017, 19:00
Waldemar Świerzy 1956
Waldemar Świerzy 1956/Dziennik Gazeta Prawna
Próby propagandowego tresowania Polaków za czasów komunistycznego reżymu zawsze kończyły się wielką klapą, lecz bywało, że dzięki nim rodziła się prawdziwa sztuka.
3111654-robert-sobczynski-1963.jpg
Robert Sobczyński 1963 fot. Plakaty w kolekcji Galerii Plakatu Piotra Dąbrowskiego www.theartofposter.com

Samoloty amerykańskie, naruszając ustalone strefy lotów, zrzuciły nocą ogromną ilość stonki ziemniaczanej w okolicach Zwikau, Werdau, Lichtentanne, Eibenstock i Bernsdorf” – alarmowała „Trybuna Ludu” pod koniec maja 1950 r. – „W gminie Schoenfeld zebrano i unieszkodliwiono do piątku wieczorem 2600 sztuk stonki ziemniaczanej”. Komunikat ten był pierwszą z serii informacji o nadciągającym z Zachodu zagrożeniu.

Pasiaste żuczki z Kolorado przybywały w samą porę. Od roku trwała w PRL akcja kolektywizacji gospodarstw rolnych. Chłopi, przymuszani do oddawania ziemi spółdzielniom produkcyjnym, woleli niszczyć uprawy oraz maszyny. Wobec stawiających opór władze nasilały represje. Nakładano na nich obowiązek dostaw kontyngentów żywności (jak za niemieckiej okupacji), wysokie podatki i uniemożliwiano dostęp do kredytów. Dzieci opornych przestano przyjmować na studia. W końcu zaczęły się aresztowania. Jednocześnie, by pokazać, że całe społeczeństwo uczestniczy w kolektywizacji, organizowano nawet żydowskie spółdzielnie produkcyjne. Prowadzący je Żydzi wychowali się w miastach i nie mieli pojęcia o pracy na roli. Co jednak w niczym nie przeszkadzało, bo przecież nie o jej uprawę chodziło, lecz o efekt propagandowy.

3111622-wiktor-gorka-1957.jpg
Wiktor Górka 1957

Po tak olbrzymim wysiłku reżym mógł w końcu pochwalić się sukcesem, bo powstało ponad 10 tys. spółdzielni. Choć sukces był niepełny, bo plony spadły tak gwałtownie, że musiano wprowadzić kartki żywnościowe dla „miastowych”. W tym momencie stonka ziemniaczana stała się darem niebios, który brał na siebie odpowiedzialność za nasilającą się klęskę nieurodzaju. Fakty, że żuczek pojawił się w Europie wraz transportami amerykańskich ziemniaków w 1918 r., a na ziemie polskie przywlekli go niemieccy okupanci w 1939 r., dyskretnie przemilczano. O wiele ważniejszym wrogiem od Niemców byli w owym czasie amerykańscy imperialiści. To ich powinni znienawidzić Polacy za to, że sklepowe półki świeciły pustkami. W tym celu 1 czerwca 1950 r. Ministerstwo Rolnictwa i Reform Rolnych zamieściło w „Trybunie Ludu” oświadczenie potępiające Stany Zjednoczone za zrzucanie do Bałtyku stonki, która z morza wypełzała na polskie ziemie. Do walki z inwazją skierowano armię. Żołnierze otrzymali rozkaz patrolowania plaż i wyłapywania owadów, a następnie dokonywania ich egzekucji. Te wysiłki okazały się nieskuteczne, skoro żuczka odnajdywano w coraz to nowych regionach kraju. W tej sytuacji walkę ze szkodnikiem musiały więc podjąć środowiska twórcze. Po raz pierwszy na taką skalę zaangażowany przez reżym do działalności propagandowej.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj