Dla nas priorytetem są mieszkańcy, także dzieci z terenów wiejskich, które nie mogą dojechać na zajęcia dodatkowe: np. sportowe czy języków obcych do większych ośrodków. Szacujemy, że do 35 proc. terenów Polski jest wykluczonych pod względem transportu zbiorowego. Nie zapominajmy, że poprzedni rząd nie poradził sobie z tym problemem. Najistotniejszą rzeczą w ustawie jest wprowadzony przez nas wymóg pakietowania linii. Samorząd, którzy będzie organizatorem publicznego transportu zbiorowego, czy to na poziomie gminy, powiatu czy województwa, będzie organizował konkursy na obsługę pakietów. Te mają się składać z minimum jednej linii niedochodowej i jednej dochodowej. Zwycięzca postępowania, czyli operator publicznego transportu zbiorowego, będzie natomiast miał prawo do obsługi tego pakietu. Na podstawie tak określonej bazy samorząd może konstruować dowolne konfiguracje. Więc nie ma przeszkód, by w przypadku linii deficytowej w pakiecie znalazły się np. dwie linie dochodowe.
Tak jak wspomniałem, mamy do 35 proc. terenu Polski wykluczonego pod względem transportu zbiorowego. Wiemy, że 40 proc. dawnych linii PKS-owych zostało zlikwidowanych i kursy na nich nie odbywają się do dziś. Na tej danej oparliśmy nasze założenia.
Samorząd będzie w stanie rozstrzygnąć, które trasy są dochodowe, a które nie, i będzie w stanie stworzyć taką kombinację tych linii, by przewoźnik mógł podjąć się takiej pracy z zyskiem. Mamy przecież art. 22 projektu, który przewiduje, że w wypadku zakłócenia świadczenia usług w zakresie świadczenia publicznego transportu zbiorowego, organizator będzie mógł powierzyć wykonywanie tych usług konkretnej firmie, za konkretne pieniądze.
Konstrukcja jest taka, że to cena biletów na danych trasach określa zysk przewoźnika. To on musi stworzyć taki system cen biletowych, by wyszedł na plus. Obecnie nie przewidujemy dopłaty do publicznego transportu zbiorowego z wyjątkiem refundacji wynikającej ze stosowania ulg ustawowych. Chcemy, by te linie utrzymywały się same.
Już dziś istnieje możliwość kupowania autobusów elektrycznych z dużymi dopłatami unijnymi. Dzięki środkom rozdzielanym przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska przewoźnik może wymienić tabor za naprawdę niewielkie pieniądze. Patrzmy z optymizmem, że pomysł się powiedzie, a nie szukajmy od początku dziury w całym. Nie ma konieczności, by obsługę danego kursu zapewniał duży autobus, może to być równie dobrze bus, który będzie wykonywał np. dwa–trzy kursy dziennie i to danej społeczności zapewni pełną obsługę.
Wiele zależy od wielkości pakietów i tego, jak przewoźnicy skalkulują swój model finansowy, jakie ustalą ceny biletów etc. To nie tak, że na liniach niedochodowych operator będzie musiał zapewnić transport co godzinę. Pewnie nie będzie to taka częstotliwość jak tramwajów na Marszałkowskiej.
Dziś często dzieci po zajęciach szkolnych są zmuszone czekać na rodziców, aż ci skończą pracę, by wspólnie wrócić do domu. Pojawienie się nowych połączeń spowoduje przypływ pasażerów. Na pewno trzeba będzie poczekać, aż ludzie przesiądą się z samochodów. Ale na drogach ruch jest coraz większy i ludzie coraz częściej będą wybierać transport publiczny. Alternatywą dla stania w korku będzie autobus, w którym zamiast denerwować się za kierownicą, poczytają gazetę.
Organizator transportu zbiorowego będzie miał na to wpływ i w postępowaniu konkursowym będzie mógł określić maksymalną cenę biletu, w ten sposób chroniąc pasażerów, a przewoźnik będzie decydował, czy opłaca mu się brać udział w zamówieniu czy nie.
My dajemy wielkie możliwości organizatorom transportu zbiorowego. Oni mają doświadczenie i wiedzą, które linie są rentowne, gdzie są białe plamy i jakie firmy działają na ich terenie. To oni będą decydowali o całości przedsięwzięcia. My im dajemy narzędzie.
Nie przewidujmy takiego rozwiązania. Praca będzie dla wszystkich, ponieważ musimy skomunikować dodatkowo wspomniane 35 proc. kraju. Moim zdaniem organizator transportu przy pakietowaniu stworzy większą liczbę możliwości dla przedsiębiorstw transportowych. Dlatego na rynku starczy miejsca dla wszystkich funkcjonujących dziś graczy. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby np. bardzo dochodową linię podzielić na dwóch przewoźników. My chcemy tylko ten rynek uporządkować. Musimy zapewnić Polakom sprawny transport publiczny.
Powiem przewrotnie. Rzeczywiście będzie to pewną zmianą w przewozach. Jednak chcąc uporządkować ten rynek, do czego zresztą przynagla Unia Europejska, nie mamy innego wyjścia. Długo zastanawialiśmy się nad tym, jakie są inne rozwiązania, i wyszło nam, że system pakietowania i przetargów jest najbardziej klarowny. Nie widzę bardziej sensownego rozwiązania, korzystnego dla obywateli.
Tu się z panem redaktorem nie zgodzę, bo koncesje będą przyznawane na określony czas.
Jeśli przewoźnicy stworzą realną ofertę odpowiadającą rzeczywistym kosztom, to wszyscy oni powinni dostać zlecenia w przewozach zbiorowych. Może nie będą mieli aż tak dochodowych linii jak dziś, ale na pewno będą jeździć za godziwe stawki. Skoro jest więcej linii, a taka sama liczba przewoźników, to musi tak być. Zastanawiamy się nawet nad tym, czy nie podzielić tego rynku na trzy podrynki – czyli przewozów gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Taki pomysł pojawił się w konsultacjach. To pozwoliłoby dopasować zamówienia do wielkości firm. Mniejsze mogłyby brać udział w zamówieniach dotyczących przewozów gminnych czy powiatowych, a większe w przewozach wojewódzkich, gdzie trasy są do 200 km. Być może takie rozwiązanie wprowadzimy do ustawy.
Być może należy takie rozwiązanie rozważyć. Nie wykluczamy zastosowania takiej metody.
Ciągle zastanawiamy się nad tą kwestią. Zarzuca się nam w konsultacjach, że w ten sposób stawiamy na stary tabor i hamujemy rozwój. Auta mają być bezpieczne i zapewniam, że będą kontrole stanu technicznego. Bezpieczeństwo Polaków jest dla nas priorytetem.
Myślę, że możemy takie rozwiązanie wprowadzić. Tak by przewoźnik np. miał dwa lata na wymianę połowy taboru, a cztery na cały. Przypominam, że niektóre linie będą mogły obsługiwać małe busy, nie muszą to być wielkie autobusy niskopodłogowe.
Każdy operator stający do przetargu przeanalizuje, czy mu się to opłaca, czy nie. Pan redaktor ciągle wraca do tego, że się nie uda, a ja twierdzę, że będzie odwrotnie. Ustawa z pewnością nie załatwi wszystkiego. Organizator musi tak określić plany transportowe, ustalić pakiety i ceny biletów, by to było dla wszystkich opłacalne. Publiczny transport też może być dochodowy. Proponujemy logiczne rozwiązanie, w którym beneficjentem będą i obywatele, i przewoźnicy.
>>> Czytaj też: Pasażerowie będą odprawiani w namiotach? Rozbudowa Modlina napotyka przeszkody
