Merrill Lynch znowu zaskakuje. Jak podaje Reuters, amerykański bank zapowiada, że Polacy zapłacą za euro pod koniec roku 3,65 złotego. Dzisiaj europejska walut wyceniana jest na 4,55 zł. Prognoza jest o tyle zaskakująca, że ML radykalnie obniża podstawowe wskaźniki dla polskiej gospodarki. Wzrost PKB ma zmaleć do 0,8 procent.

Jednocześnie na rynku mamy wreszcie uspokojenie złoty rośnie i to najlepiej spośród wszystkich walut 26 gospodarek wschodzących. W piątek zyskał wobec euro 0,9 proc.

Inne prognozy są już jednak bardzo złe

Tyle, że to jedyna dobra wiadomość Merrill Lyncha dla Polski. Bank obniżył równocześnie prognozę wzrostu gospodarczego Polski w 2009 roku do 0,8 procent z poprzednio zakładanych 1,8 procent. Jako argument podano „mocny spadek popytu zewnętrznego i znaczący spadek realnych dochodów rozporządzalnych".

Analitycy Merrill Lynch prognozują ponadto, że stosunek deficytu na rachunku obrotów bieżących do Produktu Krajowego Brutto (PKB) Polski wzrośnie w 2009 roku do 6,1 procent z 5,5 procent w 2008 roku. Ich zdaniem, główna stopa procentowa banku centralnego w Polsce spadnie na koniec tego roku do 3,00 procent z obecnych 4,25 procent.

Analitycy są zaskoczeni, gdyż jeszcze w środę, Merrill Lynch zapowiadał dalsze osłabienie węgierskiego forinta oraz spadek złotego, “w najbliższym okresie”, do najniższego poziomu od marca 2004 roku. W raporcie jednak napisano: “W przypadku Polski istnieje niechęć do akcentowania słabości złotego, nie sądzimy również, aby bank centralny interweniował na rynku.

Poprawa nastrojów po zapowiedziach interwencji

Odbicie złotego ma bezpośredni związek z sytuacją na rynkach kapitałowych gospodarek wschodzących, które w piątek wzrosły do najwyższego poziomu od trzech tygodni.

Do poprawy nastrojów walnie przyczyniły się oceny działań podejmowanych przez poszczególne rządy i banki centralne w celu ustabilizowania walut i odrodzenia wzrostu gospodarczego – pisze agencja Bloomberg.

Rynki dostrzegły, że Rada Polityki Pieniężnej podczas najbliższego spotkania może omawiać ewentualność interwencji NBP dla wsparcia złotego. Wprawdzie z oficjalnych deklaracji na razie nic nie wskazuje na takie rozwiązanie, ale dla rynków liczy się sam fakt, iż podobne scenariusze są w ogóle brane pod uwagę.

W czwartek Węgry zapowiedziały wprowadzenie na okres sześciu miesięcy ułatwień dla banków w wymianie forinta na euro, Rosja zaaprobowała plan pomocy dla banków w kwocie 11 mld dolarów, a Czechy obcięły stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu.

“Rządy najwyraźniej uznały, że ich gospodarki są w bardzo złym stanie i próbują coś z tym zrobić. Dzisiaj to właśnie Europa Środkowa najbardziej skorzystała na zmianie nastrojów” – stwierdził Beat Siegenthaler, szef strategii rynków wschodzących TD Securities w Londynie.

Najwięcej na tej zmianie nastrojów skorzystała polska waluta, umacniając się rano do 4,55 za euro. Złoty zyskiwał wobec wszystkich walut, najwięcej wobec franka szwajcarskiego, który na rynku forex kosztował rano 3,04 złotego. Rumuński lej podrożał o 0,2 proc., a węgierski forint – o 0,25 proc.

Na razie jest za wcześnie na radość

Wspomniany już Beat Siegenthaler uważa, że przez najbliższe miesiące złoty „pozostanie słaby”. Wychodzi on zresztą z założenia, że Polska właściwie nie ma żadnego bodźca, aby wspierać kurs złotego na rynku walutowym. „Posiadanie słabej waluty niekoniecznie jest złą rzeczą, gdyż dzięki temu eksport z danego kraju jest tańszy” – argumentuje strateg z TD Securiteis w Londynie. I dodaje, że „stopniowe osłabienie waluty nie jest niczym złym, zwłaszcza, że proces ten nie odbywa się w warunkach wysokiej inflacji”.
Analitycy ankietowani przez agencję Bloomberg oczekują, że w drugim kwartale złoty wzmocni się wobec euro do 4,09 złotego. Czyli w połowie roku złoty odrobi, mniej więcej, połowę straty, jaka oddziela naszą walutę do kursu 3,65 wobe euro prognozowanego przez Merrill Lyncha na koniec 2009roku.