Według pragnącego zachować anonimowość rozmówcy KE uzgodniła też inny ważny zapis, zgodnie z którym w przypadku ewentualnego zamrożenia funduszy UE dla danego kraju w przyszłym unijnym budżecie z powodu łamania praworządności kraj ten będzie musiał wypłacać pieniądze beneficjentom z budżetu krajowego.

Źródło podało, że propozycja nowych przepisów ma być zaprezentowana przez Komisję w środę wraz z projektem przyszłego budżetu UE.

Zgodnie z informacjami uzyskanymi przez PAP Komisja w ostatnich dniach uzgodniła też część zasad, na jakich miałoby się odbywać ewentualne blokowanie funduszy za łamanie zasad praworządności. Będzie to tzw. procedura odwróconej większości kwalifikowanej - decyzja KE zostanie uznana za przyjętą, jeśli głosujący nie odrzucą jej odpowiednią większością głosów.

Reklama

Takim rozwiązaniom - według nieoficjalnych informacji - sprzeciwiał się wiceszef KE Frans Timmermans. Chciał on, żeby w procedurze nie uczestniczyły kraje, a wyłącznie Komisja Europejska, bo uważał, że pojawią się wtedy zarzuty o upolitycznienie.

Drugie ważne ustalenie KE mówi o tym, że w "przypadku ewentualnego zamrożenia funduszy UE, kraj którego to dotyczy, będzie musiał wypłacać pieniądze z własnego budżetu". Źródła unijne podają, że chodzi o to, by beneficjenci środków unijnych nie byli pokrzywdzeni na skutek działań rządzących.

KE w nowych regulacjach ma przedstawić warunki, które będą podstawą do ewentualnego zamrożenia środków unijnych dla kraju łamiącego zasady praworządności. "Chodzi o wymiar sprawiedliwości" – powiedziało w ubiegłym tygodni PAP źródło unijne.

"To ma być taki bezpiecznik. Przykładowo jeśli w danym kraju nie będzie niezależnego sądownictwa, to będzie można zamrozić środki. W przypadku podejrzeń o defraudację środków unijnych czy też korupcję w związku z pieniędzmi unijnymi może się bowiem pojawić zagrożenie, że sąd nie wyda niezawisłego wyroku. Chodzi o to, aby europejscy podatnicy mieli pewność, że środki są wydawane prawidłowo" – powiedział rozmówca PAP.

Z wcześniejszych informacji PAP wynika, że rozporządzenie dotyczące uzależnienia środków od praworządności ma być przyjęte w ramach normalnej procedury legislacyjnej, z udziałem Rady UE i PE.

Komisarz ds. sprawiedliwości Viera Jourova powiedziała w ubiegłą środę, że wszyscy komisarze opowiedzieli się za wprowadzeniem mechanizmu uzależniania wypłaty środków UE od praworządności w państwach członkowskich.

Debata na ten temat trwa od miesięcy. W opublikowanym w lutym przez KE dokumencie o nowych wieloletnich ramach finansowych warunkowość, oznaczająca uzależnienie wypłaty funduszy od spełnienia określonych standardów w wymiarze sprawiedliwości, była wskazywana jako opcja.

Polska od dawna przeciwstawia się powiązaniu funduszy unijnych z praworządnością. Minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński oceniał jeszcze w lutym, że podstawy prawne takiego rozwiązania są wątłe, a szef MSZ Jacek Czaputowicz na ostatnim spotkaniu z Jourovą w lutym podkreślał sprzeciw Polski wobec powiązania dostępu do środków unijnych z funkcjonowaniem niezawisłych sądów. "Polska się nie zgadza z wprowadzeniem tego mechanizmu. Uważamy, że te kwestie są rozdzielne" – oświadczył.

W ubiegły poniedziałek wiceszef MSZ ds. europejskich Konrad Szymański powiedział PAP, że Polska nie zgodzi się na uznaniowe mechanizmy, które z zarządzania funduszami UE będą czyniły instrument politycznej presji na państwa członkowskie. Jego zdaniem budżet musi rządzić się prawem, a nie uznaniowością.

>>> Czytaj też: Czaputowicz zapowiada: Polska opowie się przeciw uzależnianiu środków z UE od praworządności