- O Nowoczesnej nie myślę jako o ugrupowaniu kobiet. Myślę o ludziach, o tym, co się z nimi dzieje, kiedy dostają władzę. Wiem, że osoby, które teraz rządzą partią, nie mają do tego kompetencji – w wywiadzie dla Magdaleny Rigamonti mówi Joanna Scheuring-Wielgus, menedżerka kultury, posłanka, która 9 maja odeszła z Nowoczesnej.

Kiedy ostatnio rozmawiałyście?

Z kim?

No dobrze, to inaczej: ile miesięcy już nie rozmawiacie?

A, o to pani chodzi. Z przewodniczącą Lubnauer – pięć miesięcy, z przewodniczącą Gasiuk-Pihowicz też pięć.

Czyli tak naprawdę już pięć miesięcy pani nie ma w Nowoczesnej.

Próbowałam walczyć.

Nie chciały pani wyrzucać.

Czekały, aż sama odejdę. I jak odeszłam, to pobiegły do niepełnosprawnych, z którymi siedzę, którym pomagam od ponad 20 dni. Nie wiem po co, może żeby się usprawiedliwić.

Zawłaszczyć?

To jest nieistotne.

Istotne, taka jest polityka.

Można się inaczej zachowywać. Nawet w polityce można być fair. Przez ostatnie sześć miesięcy próbowałam wytłumaczyć, o co mi chodzi, walczyłam, przekonywałam i za każdym razem była ściana. Szefowa partii i szefowa klubu nie chciały mnie w tej partii. A Katarzyna Lubnauer wydzwaniała do moich ludzi ze struktur i pytała: „A co zrobicie, jak Scheuring wyjdzie z Nowoczesnej?”.

Na niepełnosprawnym może pani zbić kapitał polityczny.

Nie muszę za wszelką cenę być politykiem, nie muszę mieć jedynki na partyjnej liście w wyborach. W Polsce jest 280 tys. dorosłych niepełnosprawnych potrzebujących pomocy i prawie 4 mln wszystkich niepełnosprawnych.

Część z nich może głosować, a pani może się stać Joanną od niepełnosprawnych.

Nie wchodzę w takie dyskusje. To nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Poduszki i materace pani wnosiła.

Wnosiłam.

Chyłkiem?

Nie. Legalnie. Nikt mnie nie zatrzymywał.

Czyli można wnieść materac do Sejmu i się na nim położyć?

Można. Tylko jeszcze trzeba go nadmuchać. Ale to akurat robił Petru. Dał radę. Mieliśmy pompkę. Dla niego ta pomoc to oczywistość. Zresztą proszę porozmawiać z protestującymi, oni powiedzą, kto pomaga. Tam panuje atmosfera solidarności, wielkich emocji. Ostatnio Kasia i Karol, rodzice dwóch niepełnosprawnych dziewczyn, powiedzieli, że ten pobyt w Sejmie jest dla nich uspołecznianiem i siebie, i ich dzieci. Alicja, mama Kingi z małogłowiem, też uważa, że jej córka się zmieniła w Sejmie, że ten kontakt z ludźmi, to wspólne przebywanie dużo jej dało. Mnie też dużo dało. Myślę, że będę się z nimi znała do końca życia, będziemy, jak to oni mówią, rodzinką.

Treść całego wywiadu będzie można przeczytać w jutrzejszym wydaniu DGP.

>>> Polecamy: Orban ponownie wybrany na premiera. Część opozycji zbojkotowała głosowanie