Choć tzw. afera Volkswagena, która ujawniła, że niemiecki producent samochodów stosował w pojazdach oprogramowanie fałszujące wyniki pomiarów spalin wybuchła trzy lata temu w USA, jej skutki odczuwane są do dziś także w Polsce. Klienci, którzy nabywali pojazdy z silnikiem diesla TDI takich marek jak volkswagen, seat, audi i porsche, próbują w ramach pozwów zbiorowych dochodzić odszkodowań. Na razie bezskutecznie.

Na początku października Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie o odrzuceniu pozwu ze względu na brak jurysdykcji krajowej. W kolejce czekają kolejne sprawy, tym razem skierowane przeciwko polskiemu oddziałowi VW.

Choć według szacunków w Polsce sprzedano około 140 tys. samochodów emitujących zawyżone ilości spalin, nie cofnięto im świadectw homologacji.

Zmarnowana szansa

Antoni Mielniczuk, rzecznik Transportowego Dozoru Technicznego (organu właściwego ds. homologacji), wyjaśnia, dlaczego się tak dzieje.

– Auta wprowadzone na polski rynek miały świadectwa homologacji typu WE wydane w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Luksemburgu. A tylko urzędy, które je wydały, mogą dokonać ich zmiany, wycofać je z obrotu oraz nakazywać prowadzenie akcji serwisowej w przypadku wykrycia nieprawidłowości w pojazdach – tłumaczy.

Oskar Możdżyń, prawnik specjalizujący się w prawie motoryzacyjnym, zauważa jednak, że polska administracja miałaby narzędzia do wstrzymania sprzedaży takich samochodów (i to natychmiast po ujawnieniu skandalu), gdyby wdrożyła odpowiednie regulacje unijne.

– Była na to szansa w momencie implementacji do polskiego porządku prawnego dyrektywy 2007/46/WE ustanawiającej ramy dla homologacji pojazdów silnikowych – tłumaczy prawnik.

Unia rzucała koło ratunkowe

Artykuł 29 ust. 1 dyrektywy przewiduje, że jeżeli państwo członkowskie stwierdzi, że nowe pojazdy, układy, części lub oddzielne zespoły techniczne poważnie szkodzą środowisku lub zdrowiu publicznemu, mimo że spełniają stosowne wymagania, może odmówić ich rejestracji (maksymalnie przez sześć miesięcy), zabronić ich sprzedaży lub dopuszczenia do użycia na swoim terytorium. Wprowadzenie tej regulacji nie było obligatoryjne; poszczególne państwa miały w jej przyjmowaniu wolną rękę. Niestety ustawodawca, uchwalając nowelizację prawa o ruchu drogowym w 2012 r. (Dz.U. z 2012 r. poz. 1448 ze zm.)