Polskie firmy domagają się powołania podmiotu, który monitorowałby kontrole prowadzone w poszczególnych krajach. Chodzi o wykrycie przypadków, w których służą one nie tyle zbadaniu nieprawidłowości, ile nękaniu podmiotów z Europy Środkowo-Wschodniej. Zdaniem zarówno przedstawicieli branży, jak i części europosłów taką funkcję mógłby pełnić Europejski Urząd ds. Pracy (ELA). Powołanie go jest już przesądzone, ale wciąż trwają rozmowy nad zakresem jego kompetencji. – Skoro nowy podmiot ma m.in. ujednolicić stosowanie przepisów, jak i sposób działania służb, to dobrze by było, żeby przedsiębiorcy mogli tam raportować na temat wszelkich nadużyć ze strony organów kontrolnych – mówi Maciej Wroński, prezes Transport i Logistyka Polska.

– Mamy nowoczesny tabor, wyedukowanych kierowców i dobrze zarządzane firmy, a jednocześnie obserwujemy bardzo nasilające się zjawisko, które urasta do rangi restrykcji gospodarczych związanych z kontrolami. Na przestrzeni ostatniego roku obserwuję nadinterpretację przepisów ze strony zagranicznych organów kontrolnych – mówi DGP Jan Załubski, prezes firmy ZET Transport.

Chodzi głównie o żądanie bardzo wysokich kaucji, jakie zagraniczni przewoźnicy muszą zapłacić, będąc w trasie jako zabezpieczenie na poczet ewentualnych kar.

Do momentu uiszczenia takiej kaucji pojazd wraz z towarem jest niejako „aresztowany”. Kłopot polega na tym, że organy kontrolne żądają wyższych kaucji, niż wynosi maksymalna kara, jaką można nałożyć na przewoźnika.

Przykładowo w Niemczech policja zażądała od przewoźnika kaucji w wysokości 12 tys. euro, choć naruszenia przepisów, jakich miał się dopuścić kierowca, zagrożone są trzy razy niższą grzywną. We Francji dwóch przewoźników od dwóch lat ma zamrożone po 10 tys. euro, mimo iż przepisy nie zostały złamane, jednak francuskie służby niewłaściwie je interpretują. ©℗B4