PAP: Panie prezydencie, jaka będzie pańska druga kadencja?

Jacek Jaśkowiak: W większym stopniu będę się angażował w sprawy związane z realizowanymi w mieście inwestycjami: setki milionów złotych w poznańską fabrykę zainwestuje Bridgestone, mocno angażuje się tu Lisner, Wrigley. Zależy mi, by ten pakiet inwestycyjny był zrównoważony. Potrzebujemy nie tylko takich pracodawców, jak Franklin Templeton Investments, który zatrudnia 850 osób, a chce nawet 2000. Również takich, jak właśnie Bridgestone czy Volkswagen. Przecież nie wszyscy potencjalni pracownicy są wysoko wykwalifikowanymi informatykami lub finansistami.

Skupię się też naturalnie na kwestiach istotnych dla komfortu życia mieszkańców. Mam na myśli np. tramwaj na Naramowice, ale też na os. Kopernika czy w ciągu ul. Ratajczaka. Usprawnianie komunikacji to priorytet, ale nie tylko w Poznaniu, także w całej aglomeracji.

Bardzo ważne jest dla mnie nasze architektoniczne dziedzictwo. Stopniowo przywracamy świetność wizytówkom naszego miasta, jak ul. Św. Marcin, Stary Rynek czy pl. Kolegiacki. Na jakość życia mieszkańców wpływają też oczywiście tereny zielone. Dbamy o nie i będziemy je rozwijać. Będę dążył do tego, by powstawały planowane dzielnicowe centra sportu. Stawiamy również na dostępną w poszczególnych dzielnicach kulturę. Chodzi o to, by wychodziła poza centrum, była na wyciągnięcie ręki. Te wszystkie elementy budują lokalną tożsamość, więzi mieszkańców z ich dzielnicami - Łazarzem, Wildą czy Jeżycami.

PAP: Jakim miastem będzie Poznań za pięć lat?

J.J.: Przede wszystkim będzie się w nim lepiej oddychało. Jakość powietrza ma być najlepsza w kraju, wyłączając oczywiście miasta nad morzem. Odczuwalnie podniesie się tu komfort codziennego życia, dzięki prawdziwie zrównoważonemu transportowi, coraz lepszej jakości miejskiej przestrzeni. Ale Poznań będzie też otwarty, tolerancyjny, nie będzie się tu cenzurować czy limitować kultury. Zależy mi na tym, by w kwestii jakości życia nie różnił się od miast uchodzących pod tym względem za najlepsze w Europie - jak Amsterdam, Kopenhaga czy Wiedeń.

PAP: Czy pewne jest, że pański następca będzie miał Poznań z gotową pierwszą częścią trasy tramwajowej na Naramowice?

J.J.: I z rozpoczętą inwestycją budowy drugiego etapu tej trasy.

PAP: Pan nie ma obaw, że turecki wykonawca trasy tramwajowej nie zrobi nagle czegoś podobnego, jak włoska firma Astaldi na trasach kolejowych i nie zejdzie nagle z budowy?

J.J.: Jako samorząd nie możemy zagwarantować, że taka czy inna firma nie zbankrutuje. Spośród dostępnych na rynku wykonawców wybraliśmy tego najbardziej wiarygodnego.

PAP: Czy również w drugiej kadencji nie pominie pan żadnej okazji, żeby dopiec PiS?

J.J.: Są pewne wartości i elementy dla mnie kluczowe, ważne w dyskursie politycznym, a jednocześnie istotne dla Poznania i Wielkopolski. Nie widzę powodów, by o tych kwestiach nie mówić wprost.

PAP: Jak w tym kontekście należy rozumieć pańską decyzję o zaproszeniu byłych prezydentów Polski na obchody 11 listopada bez zaproszenia obecnej głowy państwa?

J.J.: Zaprosiłem prezydentów Wałęsę i Komorowskiego, którzy - walcząc o naszą wolność i demokrację - mieli bardzo duży udział w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Zaproszenie wysłałem też do prezydenta Kwaśniewskiego, który przyczynił się do naszej obecności w NATO i Unii Europejskiej. Natomiast prezydent Duda, będąc strażnikiem konstytucji, wielokrotnie ją złamał. Tak naprawdę jest prezydentem nie tyle Polaków, co Prawa i Sprawiedliwości. Swoją postawą wielokrotnie dowiódł, że odbiega od standardów wyznaczonych przez poprzednich prezydentów, także Lecha Kaczyńskiego. Gdyby żył - jego też bym zaprosił.

PAP: Wybory wygrał pan w pierwszej turze, zdobywając 55,9 proc. głosów i nie dając szans chociażby Tadeuszowi Zyskowi, kandydatowi popieranemu przez PiS. Mapy preferencji wyborczych pokazują Poznań jako bastion PO i miejsce z najmniejszym poparciem dla obecnej władzy. Na czym polega specyfika tego miasta?

J.J.: W Poznaniu pokazujemy sprawność zarządczą. Politykę kadrową prowadzi się tu w oparciu o kompetencje, a nie przynależność partyjną. O powołaniu na określoną funkcję decydują kwalifikacje. Po II wojnie światowej, w czasach PRL, Poznań - między innymi dzięki Międzynarodowym Targom Poznańskim - był takim polskim oknem na świat. Nadal cechuje nas ta otwarta mentalność, przywiązanie do takich wartości, jak wolność, demokracja, konstytucja.

Z drugiej strony, nasza otwartość na różnorodność i tolerancja przyciągają inwestorów, kluczowych dla gospodarki każdego miasta i regionu. Te elementy są dla nich ważne. Mój udział w marszu równości ma swój wpływ szczególnie na decyzje firm z kapitałem amerykańskim czy międzynarodowych korporacji. Dużo łatwiej jest wybudować autostrady, rozwinąć sieć kolejową, czyli usprawnić infrastrukturę niż zmienić mentalność ludzi.

PAP: Może jednak poznaniacy woleliby, by ich prezydent, zamiast pracować nad zmianą ludzkiej mentalności, zajął się właśnie chociażby usprawnieniem sieci komunikacyjnej?

J.J: Ale my to robimy! Choćby Poznańska Kolej Metropolitalna. Mówiło się o niej przez kilkanaście lat. Teraz wreszcie ruszyła, także dzięki mojej determinacji. Udało się spiąć projekt, w którym uczestniczy miasto, województwo, 10 powiatów, 40 gmin. To jedno z największych tego typu przedsięwzięć w kraju! Kilka dni temu podpisaliśmy umowę na montaż czujników jakości powietrza w szkołach całej metropolii. Swoją pracą cały czas pokazuję, że potrafimy być konkretni i skuteczni, że świetnie dogaduję się z okolicznymi gminami, ale też np. z Kościołem.

Klucz do sukcesu to sprawność zarządcza. Np. znacznie usprawniliśmy proces realizacji inwestycji miejskich. Niektóre z nich to naprawdę trudne projekty. Remontujemy torowiska, drogi, mosty. Budujemy placówki oświatowe. Przywracamy świetność naszej głównej ul. Św. Marcin. Na ogromną skalę inwestujemy w komunikację zbiorową - nasz tabor tramwajowy jest zdecydowanie młodszy niż w innych dużych miastach. Wiem, że łatwiej byłoby zbudować halę widowiskowo-sportową i przeciąć wstęgę w błysku fleszy. To, co robimy, jest dużo trudniejsze. Cieszę się, że mieszkańcy potrafią to docenić.

PAP: Krytycy wskazują, było to podnoszone także w trakcie kampanii przed ostatnimi wyborami, że Poznań zatrzymał się w rozwoju, że inne miasta pod wieloma względami uciekają dawnej stolicy biznesu.

J.J.: Absolutnie nie mogę się z tym zgodzić. Przeczą temu też wszelkie obiektywne wskaźniki. A potwierdzeniem słusznego kierunku rozwoju miasta jest chociażby szereg przyznawanych Poznaniowi nagród. A to, że sfrustrowani politycy z innej opcji mówią o rzeczach, które nie mają pokrycia w faktach - to już inna sprawa.

PAP: W 2014 roku, zanim wygrał pan po raz pierwszy, mówił pan, że chce zawrzeć z mieszkańcami Poznania kontrakt na dwie kadencje. Rozważa pan renegocjację kontraktu i kolejny start za pięć lat?

J.J.: Po drugiej kadencji chcę wrócić do biznesu. Teraz wykonuję najważniejsze zadanie, jakiego się w życiu podjąłem. Mieszkańcy powierzyli mi kierowanie Poznaniem - traktuję jako ogromny zaszczyt. Staram się wykorzystać każdy dzień tej prezydentury, by poprawiać i zmieniać Poznań. To jednak mocno eksploatująca praca, nie wyobrażam sobie więc kolejnej kadencji. Poza tym - zarówno w biznesie, jak i samorządzie - dobrze jest, by zachodziły zmiany. By przychodziły nowe osoby ze świeżym spojrzeniem. Jeżeli ktoś chce zrobić coś pożytecznego i odpowiednio wszystko poukłada, to dwie kadencje powinny wystarczyć. Potem trzeba dokonać zmian.

PAP: Nawet zagraniczna prasa pisze, że za pana rządów Poznań stał się bastionem oporu przeciwko PiS. Czy nie boi się pan, że Poznań - w związku z pańskim zaangażowaniem politycznym - może mieć chociażby większe trudności w zdobywaniu centralnych pieniędzy np. na ważne inwestycje?

J.J.: Pewne projekty realizujemy razem z obecną władzą. Czujniki jakości powietrza montowane w szkołach to inicjatywa wspólna z pełnomocnikiem rządu ds. programu "Czyste powietrze". Nasze Międzynarodowe Targi Poznańskie organizują tegoroczny szczyt klimatyczny COP24 czy tzw. Szczyt Bałkański. Prawo i Sprawiedliwość prowadzi dosyć nieroztropną politykę kadrową, opartą na przynależności plemiennej, a nie kompetencjach. W rezultacie ten rząd musi do projektów biznesowych szukać partnerów, którzy sobie z takimi tematami radzą, a nie tylko klęczą, składając wyrazy uwielbienia dla Jarosława Kaczyńskiego. Współpraca zależy od tego, czy po drugiej stronie jest partner sensowny zarządczo i biznesowo, który nie przyniesie wstydu.

Poza tym sądzę, że przyszły rok przyniesie zmianę władzy. Że Polacy stwierdzą: nie chcemy już tej nieudolności, tej wojny PiS-u z UE, tej katastrofalnej polityki zagranicznej. Spodziewam się zmiany ekipy rządzącej, a to będzie skutkować lepszą współpracą władz z samorządem.

PAP: Skoro już o tym mowa - czy jako aktywny i rozpoznawalny polityk PO nie jest pan już kuszony perspektywą wejścia do parlamentu przy okazji najbliższych wyborów?

J.J.: Te ostatnie wybory samorządowe pokazały, że to ci z parlamentu chcą trafić do samorządu. Prezydentura w dużym mieście jest w moim odczuciu dużo większym honorem, daje większe możliwości działania niż w Sejmie, Senacie czy Europarlamencie.

PAP: A jeśli po ewentualnej zmianie władz otworzy się możliwość pracy w rządzie?

J.J.: Wtedy chętnych będzie na pewno co niemiara! A ja, jeżeli się czegoś podejmuję, to - jak w sporcie - biegnę do mety. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym zawieść poznaniaków. Szczególnie, gdy przy rekordowej frekwencji uzyskałem 127 tys. głosów i wygraną w pierwszej turze. W takiej sytuacji żadne propozycje polityczne czy biznesowe nie skłonią mnie do przerwania tego, co rozpocząłem.

PAP: Jak układają się panu relacje z Kościołem katolickim?

J.J.: W poprzedniej kadencji udało nam się porozumieć z lokalnym Kościołem w kwestii nieruchomości i wzajemnych rozliczeń. Klimat wzajemnych relacji oceniam bardzo dobrze. Krótko po wyborach odprawiono nawet mszę w mojej intencji! Współpracujemy bardzo mocno zwłaszcza w ramach projektów dotyczących pomocy ubogim i potrzebującym. Łączy nas wiele wspólnych przedsięwzięć - jak chociażby 1,5 tys. codziennie wydawanych posiłków, mobilny punkt pomocy medycznej, łaźnia, noclegownia. Korzystamy i będziemy korzystać z kompetencji Caritasu, wsparcia Kościoła. Abstrahując od naszych wspólnych działań wierzę, że w szerszym zakresie, Kościół zrezygnuje z aliansu z PiS. Historia uczy, że takie zaangażowanie w politykę zawsze odbija się czkawką...

PAP: W 2014 roku zapowiadał pan wybudowanie 4 tys. mieszkań komunalnych i socjalnych, czego osiągnąć się nie udało. Ile mieszkań realnie miasto może wybudować w ciągu następnych pięciu lat?

J.J.: Mamy przygotowany front inwestycyjny, umożliwiający wybudowanie ok. 5 tys. mieszkań - po ok. 1 tys. rocznie. Mój zastępca Tomasz Lewandowski skutecznie opanował bałagan, jaki w tym zakresie pozostawili nasi poprzednicy. Budownictwo komunalne musi być przemyślane - nie chodzi o to, by stawiać bloki gdzieś w szczerym polu. Muszą być rozsądnie zlokalizowane i dobrze skomunikowane.

PAP: A co z nowymi parkingami park&ride? Z zapowiadanej przez pana całej sieci w pierwszej kadencji powstał jeden...

J.J.: Budowanie takich obiektów na miejskim terenie, z pieniędzy naszych podatników, po to, by mieszkańcy sąsiednich gmin przyjeżdżali i tu wygodnie parkowali to najgłupsze, co moglibyśmy zrobić. Parkingi muszą powstawać przy węzłach przesiadkowych. Mieszkańcy podpoznańskich gmin będą mogli zostawiać swoje samochody i dotrzeć do centrum komunikacją zbiorową. To już się dzieje w ramach Poznańskiej Kolei Metropolitalnej.

PAP: Dla tysięcy osób odwiedzających stolicę Wielkopolski miasto zaczyna się i kończy na dworcu kolejowym. W opinii wielu obecny dworzec Poznań Główny to miejsce - mówiąc najdelikatniej - daleko niedoskonałe. Na ile, pana zdaniem, realne są zapowiedzi spółki PKP odtworzenia dworca w Poznaniu w historycznym miejscu?

J.J.: Bardzo mocno starałem się, by poznański dworzec - drugi pod względem liczby obsługiwanych pasażerów w kraju - doczekał się przywrócenia dawnej świetności. Zależy mi na powrocie do funkcjonalności starego budynku. W czasie rządów PiS nie ma żadnych postępów w tej sprawie. Podjęliśmy więc działania zmierzające do komunalizacji terenu dawnego dworca. Wywołało to nerwową reakcję resortu infrastruktury i PKP. Padły jakieś deklaracje, ale ja czekam na konkrety: kwoty i harmonogram prac.

PAP: Zapowiedzi PKP są takie, że dawny dworzec w Poznaniu ruszy za 3-5 lat. Wierzy pan, że jeszcze jako prezydent będzie na jego uroczystym otwarciu?

J.J.: Wierzę też, że rząd PiS przy najbliższej okazji odejdzie w zapomnienie i wrócimy do sprawności organizacyjnej władzy. Służę w tym zakresie swoimi radami Grzegorzowi Schetynie. Klucz do sukcesu to odpowiednia polityka kadrowa.

PAP: Ale radził pan będzie wyłącznie jako prezydent Poznania?

J.J.: Oczywiście! Ale także jako wiceprzewodniczący regionalnych struktur PO.

Rozmawiał Rafał Pogrzebny (PAP)