Jak informuje gazeta, w piątek centroprawicowy duński rząd i skrajnie prawicowa Duńska Partia Ludowa (DF) ogłosiły porozumienie o planach umieszczenia 100 ludzi na małej wyspie Lindholm. Chodzi o "cudzoziemców, który zostali skazani za zbrodnie oraz o ubiegających się o azyl, których wnioski zostały odrzucone, a którzy nie mogą zostać odesłani do swoich krajów" - czytamy w artykule.

"Są w Danii niechciani i będą to czuli" - napisała na Facebooku duńska minister ds. imigracji Inger Stojberg.

Jak wyjaśnia "NYT", z tej leżącej w zatoce Morza Bałtyckiego wyspy o powierzchni 17 akrów (6,88 ha) do najbliższego wybrzeża są ponad 3 km, a kursy promem nie są częste. "Cudzoziemcy będą musieli każdego dnia stawiać się w ośrodku na wyspie, a jeśli tego nie będą robić, grozi im więzienie" - czytamy.

"Zminimalizujemy liczbę kursów promów tak jak to tylko możliwe"; "Uczynimy to tak uciążliwym i drogim, jak to tylko możliwe" - wymieniał cytowany przez "NYT" rzecznik DF Martin Henriksen.

Zawarte w tej sprawie porozumienie - jak donosi amerykańska gazeta - obejmuje 115 mln dolarów do wydania przez cztery lata na udogodnienia na wyspie; projekt ma ruszyć w 2021 roku. Umowę uzgodniono w ramach negocjacji nad budżetem państwa na przyszły rok. Co roku DF domaga się surowszych rozwiązań w dziedzinie polityki migracyjnej, a w zamian obiecuje głosy za poparciem projektu budżetu - wyjaśnia "NYT".

Minister finansów Danii Kristian Jensen, który prowadził negocjacje, ocenił, że wyspa nie będzie więzieniem. Dodał jednak, że każdy, kto tam trafi, będzie musiał w tym miejscu spędzać noce.

Jak czytamy w "NYT", projekt na wyspie Lindholm wpisuje się w rządową politykę, by tych, którym odmówiono azylu, zmuszać do opuszczenia kraju poprzez uczynienie ich życia nieznośnym. Wielu ludzi w takiej sytuacji nie można deportować do ich kraju, ponieważ boją się oni prześladowań bądź państwa te odmawiają ich przyjęcia.

Jak mówił w ubiegłym miesiącu premier Danii Lars Rasmussen, celem rządu w polityce wobec uchodźców nie jest już ich integracja, lecz goszczenie ich tylko do czasu, aż będą mogli wrócić do kraju swego pochodzenia. "Nie jest łatwo prosić rodziny, by wracały do domu, jeśli właśnie się osiedliły. Ale to moralnie słuszne. Nie powinniśmy robić z uchodźców imigrantów" - mówił szef rządu na spotkaniu z przedstawicielami swej Duńskiej Partii Liberalnej.

Nowojorski dziennik przytacza wypowiedź zastępczyni dyrektora Duńskiego Instytutu Praw Człowieka Louise Holck, która podkreśliła, że jej organizacja będzie "bardzo uważnie" śledzić sprawę i zwracać uwagę na ewentualne łamanie międzynarodowych zobowiązań Danii.

>>> Czytaj też: Hiszpania w przededniu politycznej rewolucji? Wyniki wyborów w Andaluzji to kolejny wyłom w systemie