W zasadzie w jednym z segmentów rynku recesja rzeczywiście się pojawiła. Branża samochodowa w Detroit znalazła się w poważnych tarapatach po tym, jak załamał się popytu na tradycyjne sedany, które zaledwie sześć lat temu stanowiły połowę rynku w USA. Kierowcy masowo przesiedli się z klasycznych samochodów rodzinnych do bardziej sportowych pojazdów. W 2018 r. modele znanych sedanów, takich jak Honda Accord czy Ford Fusion, odpowiadały za 30 procent sprzedaży w USA. To rekordowo niski odsetek. A sytuacja będzie się pogarszać.

Według analityków rynku motoryzacyjnego z LMC Automotive, do 2025 r. sprzedaż samochodów osobowych z nadwoziem w wersji sedan na amerykańskim rynku będzie marginalna. Jak szacują eksperci, tylko nieco więcej niż co piąty (21,5 proc.) sprzedany samochód będzie sedanem.

Tak niski poziom sprzedaży sprawi, że producenci samochodów pozostaną z ogromną nadwyżką mocy produkcyjnych - nawet 3 mln pojazdów ponad potrzeby rynku. A to właśnie nadmierna zdolność produkcyjna przyczyniła się do strat producentów aut podczas ostatniego kryzysu w branży. 

"Można to sklasyfikować jako recesję w branży motoryzacyjnej" - powiedział Jeff Schuster z LMC Automotive.

>>> Polecamy: Samochód jak smartfon. Producenci aut wpuszczają Google do motoryzacji

Sprzedaż samochodów w USA

Sprzedaż samochodów w USA

źródło: Forsal.pl

Co prawda można szukać pocieszenia w lepszych od oczekiwań prognozach zysku opublikowanych niedawno przez koncern General Motors, ale głębsza analiza danych pokazuje, że największym wkładem w optymistyczne wizje firmy były plany cięcia kosztów, w tym zamknięcie pięciu zakładów w Ameryce Północnej, które mają zwiększyć tegoroczny zysk aż o 2,5 miliarda dolarów.

Jedną ze strategii radzenia sobie z problemami na rynku motoryzacyjnym było w przeszłości wynajmowanie niechcianych sedanów lub wykorzystywanie ich w komercyjnych flotach. To jednak tylko opóźniło dzisiejszy kryzys. Niższe zyski ze sprzedaży flot spowodowały jeszcze bardziej napompowały rynek, utrzymując dostawy samochodów w USA powyżej 17 milionów w ciągu ostatnich czterech lat.

Wielu byłych właścicieli samochodów osobowych w wersji sedan przerzuciło się na SUV-y, które oferują więcej przestrzeni, a obecnie są też konkurencyjne na polu ekonomiki paliwowej. Chevrolet Malibu, rodzinny sedan, łączy oszczędność paliwa w mieście i na autostradzie na poziomie 26 mil na galon. Chevy Equinox, mały crossover SUV, na jednym galonie przejeżdża tylko o jedną milę mniej.

Są również oznaki tego, że kierowcy porzucają sedany także na rzecz dużych pickupów. "Osoby kupujące pickupy dają w rozliczeniu pojazdy typu crossover SUV i sedany" - powiedział Sandor Piszar, dyrektor marketingu w Chevrolecie, który przyspiesza produkcję nowego Silverado. Całkowita sprzedaż pickupów w USA wzrosła o 2 procent w zeszłym roku, do 2,4 miliona pojazdów.

Jednak poza Detroit, karoseria typu sedan nadal trzymają się nieźle. Każdego roku w USA, Kanadzie, Meksyku i Portoryko Toyota sprzedaje po około 375 tys. kompaktowych Corolli. Sprzedaż sedanów Camry też jest na wysokim poziomie, choć w tym przypadku tendencja jest malejącą. "Nie zamierzamy wychodzić z tego segmentu", powiedział Jim Lentz, dyrektor generalny Toyota Motor North America w wywiadzie udzielonym w zeszłym miesiącu.

>>> Czytaj też: "Ustawa niewolnicza" wywołała burzę na Węgrzech. To ukłon w stronę wielkich koncernów motoryzacyjnych

Jak na ironię obecna sytuacja amerykańskich producentów wynika z poprzedniej recesji w branży. Dziesięć lat temu, kiedy wysokie ceny paliw i załamująca się gospodarka drastycznie obniżyły popyt na SUV-y, a branża motoryzacyjna cierpiała z powodu masowych zwolnień, zamykania fabryk i ostatecznie bankructw i ratowania GM i Chryslera, Detroit przestawiło swoje fabryki z produkcji samochodów typu SUV na bardziej ekonomiczne sedany. Teraz, w konsekwencji niskich cen paliw, sytuacja się odwróciła i fabryki w Detroit ponownie produkują za dużo aut, na które nie ma zapotrzebowania na rynku.

Jednak w przeciwieństwie do poprzedniego kryzysu, tym razem Detroit może mieć problemy ze znalezieniem sojuszników w Waszyngtonie lub w związku zawodowym United Auto Workers.

Prezydent Donald Trump przystąpił do ataku, wzywając na rozmowę dyrektor generalną GM Mary Barra, w związku z decyzją zamknięcia czterech amerykańskich fabryk. Nawet sprzymierzeńcy, tacy jak Debbie Dingell, członek Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, przedstawicielka Michigan i była dyrektor GM, powiedziała w zeszłym miesiącu, że GM stał się "najbardziej nielubianą firmą w Waszyngtonie".

UAW też nie składa broni w walce o zakłady. Związek pozwał GM w związku z zamknięciem fabryk i zapowiedział zaciętą walkę w negocjacjach o tegoroczne kontrakty z amerykańskimi producentami samochodów, którzy zaczęli zachowywać się, jakby dobre czasy już dawno minęły.

Fiat Chrysler Automobiles już wcześniej przewidział zbliżającą się śmierć sedanów i w 2016 roku zredukował ofertę, unikając konsekwencji związanych z restrukturyzacją, której obecnie doświadczają GM i Ford. Przekształcił fabrykę silników w Detroit, by zrobić miejsce dla Jeepa Grand Cherokee. Ciężarowa wersja Wrangler Jeep Gladiator ma pojawić się na rynku w drugim kwartale 2019 r., a przebudowana fabryka w Warren w stanie Michigan będzie produkować odnowione SUV-y Wagoneer i Grand Wagoneer.

>>> Czytaj też: Miliardowa inwestycja w Tychach. Fabryka Opla będzie mogła produkować prawie pół miliona silników rocznie