Niemcy obserwowały przez dekady, jak strumień pieniędzy z międzynarodowego handlu płynie w kierunku Berlina. Jednak globalny porządek, który stanowi podstawę niemieckiego dobrobytu, rozpada się.

Problem polega na tym, że Angela Merkel nie ma pomysłu, jak temu zaradzić.

Polityka Trumpa, którą można określić „Ameryka jest najważniejsza” zmusza Berlin do politycznego wyboru pomiędzy USA a Chinami. Sytuacja ta paraliżuje niemiecką politykę.

Merkel obawia się wzrostu napięć w relacjach z najważniejszymi handlowymi partnerami, między innymi w kwestiach takich jak handel, cyberbezpieczeństwo czy reformy podatkowe.

Sytuacja staje się napięta. Gospodarka zwalnia, populiści rosną w siłę w UE, a strategiczni rywale Merkel tworzą plany wyłączenia kolejnych państw z politycznego systemu, w którym Niemcy odgrywają kluczową rolę. Desperacja kanclerz jest coraz widoczniejsza.

W centrum niemieckich problemów znajduje się tamtejszy potężny przemysł motoryzacyjny, który z trudem wchodzi w erę elektromobilności i samosterujących pojazdów. Trump grozi, że nałoży cła na importowane z UE auta, co silnie uderzyłoby w Mercedesa-Benza, BMW oraz należące do Volkswagena Porsche. Nowa polityka celna USA ograniczyłaby niemiecki eksport o około 18,4 mld euro (chodzi o wartość eksportu).

Merkel musi zmagać się z niechęcią Białego Domu, ale jest zbyt pragmatycznym politykiem, by pójść na wojnę z Donaldem Trumpem. Będzie więc dążyła do osiągnięcia między USA a UE szerokiego handlowego porozumienia. Obawia się bowiem eskalacji napięć pomiędzy stronami, które mogą nasilić się po ewentualnym wprowadzeniu kontrsankcji wobec Waszyngtonu przez Wspólnotę. To prosta droga do wybuchu transatlantyckiej wojny handlowej. Nie trzeba nawet dodawać, co może to oznaczać dla niemieckiej gospodarki.

Sytuacja geopolityczna Niemiec staje się coraz trudniejsza. Przez dekady Berlin korzystał z uczestnictwa w zachodnim systemie handlu międzynarodowego, który był wspierany przez militarną potęgę USA. Teraz niemiecki rząd obserwuje, jak stary porządek się chwieje, a wraz z nim największa unijna gospodarka.

Trump osłabił zaufanie Zachodu do NATO, fala populizmu w UE podmywa wiarę Europejczyków w wolny handel i podstawowe unijne wartości, a Chiny przejmują wpływy w wielu krajach (jak Włochy, Portugalia czy Grecja) poprzez oferowanie im alternatywnych źródeł finansowania. Niemcy nie wiedzą, jak odnaleźć się w nowym globalnym handlowym porządku.

Berlin balansuje więc pomiędzy asertywną polityką mającą na celu ochronę narodowych interesów a zabieganiem o dobre relacje z Pekinem i Waszyngtonem. W wielu kwestiach zmuszony jest z tego powodu do zajęcia ostrożnego stanowiska. Merkel postawiła się właściwie w dwóch sprawach: Nord Stream 2 i ochrony przed wrogimi zagranicznymi przejęciami w niemieckim sektorze technologicznym.

Nadmierna ostrożność Merkel jest jednym z głównych powodów braku opodatkowania technologicznych gigantów.

>>> Czytaj także: Dużo mleka i mięsa, ale koniec z awokado i parmezanem. Twardy brexit może zmienić brytyjskie talerze