Syberia i Daleki Wschód były dla Imperium Rosyjskiego anus mundi, gdzie zorganizowano – jak pisał brytyjski dziennikarz Colin Thubron – „wysypisko ludzi”. Od początku XIX w. carowie upchnęli przeszło milion ludzi w owym więzieniu, które nie potrzebowało krat, bo kratami był jego bezkres. Skazani, przebywając na syberyjskiej kwarantannie, mieli przy okazji cywilizować ten region (o powierzchni kilkukrotnie większej od Unii Europejskiej), ale Syberia nigdy nie stała się rosyjską Australią.
Moskwa nie musiała też z niej rezygnować jak Brytyjczycy z Australii, ta kolonia nigdy od niej nie odpadła, a zamieszkujące Syberię narody nie zostały poddane procesom dekolonizacyjnym początku lat 90. XX wieku.
Wojciech Lada w „Pożytkach z katorgi” spogląda na tę „nieludzką ziemię” z zajmującej perspektywy. Nie bagatelizując syberyjskich cierpień, pokazuje, co dobrego zsyłki przyniosły światu.
W świetnym wstępie historycznym autor podaje jasno: w drugiej połowie XIX w. carat rozumiał już, że pomysł na katorgę się nie sprawdził. Często na środku pustkowia. Czasem amnestia była wyrokiem śmierci.
Wojciech Lada, „Pożytki z katorgi”, Czarne, Wołowiec 2019
Treść całej recenzji można przeczytać w piątkowym weekendowym wydaniu DGP.

>>> Polecamy: Dlaczego powstają nierówności społeczne? Wyjaśnia to sposób wychowywania dzieci