"Dekret o rozwiązaniu parlamentu i rozpisaniu przedterminowych wyborów do parlamentu na 6 września, podpisany przez Pavla Filipa, nie spełnia norm konstytucyjnych, dlatego dziś podpisałem rozporządzenie o anulowaniu tego dekretu" - oświadczył Dodon we wtorek na konferencji prasowej.

W minioną sobotę, trzy miesiące po wyborach parlamentarnych, prorosyjska Partia Socjalistów (PSRM) i proeuropejski, antyoligarchiczny blok ACUM (rum. Teraz) zawarły tymczasowe porozumienie o współpracy. Na czele rządu stanęła była minister edukacji i doradczyni w Banku Światowym Maia Sandu, jedna z liderek ACUM, a szefową parlamentu została przewodnicząca PSRM Zinaida Greceanii.

Celem porozumienia PSRM-ACUM jest przeforsowanie tzw. ustaw deoligarchizacyjnych. W praktyce ma to doprowadzić do "oczyszczenia" państwowych instytucji z osób powiązanych z Vladem Plahotniukiem, który rządził tym krajem od 2015 r. jako lider Demokratycznej Partii Mołdawii (PDM) - wskazał w rozmowie z PAP ekspert OSW Kamil Całus. PDM w lutowych wyborach przegrała z socjalistami i ACUM.

"Powołanie koalicji PSRM-ACUM było możliwe dzięki niespodziewanemu wsparciu, jakiego obydwu ugrupowaniom udzieliły zgodnie UE, USA oraz Rosja" - zauważył Całus. Wyjaśnił, że do Kiszyniowa w ubiegłym tygodniu przybyli: Dmitrij Kozak - rosyjski wicepremier i specjalny przedstawiciel prezydenta Władimira Putina ds. stosunków handlowo-gospodarczych z Mołdawią, unijny komisarz ds. rozszerzenia Johannes Hahn i Bradley Freden z Departamentu Stanu USA, który odpowiada za Europę Wschodnią. Odbyli oni - najpewniej - niezależnie spotkania z przedstawicielami mołdawskiej sceny politycznej. "Wygląda na to, że zachęcano do zawarcia właśnie takiej koalicji w celu odsunięcia Plahotniuca" - wyjaśnił rozmówca PAP.

Dla Zachodu Plahotniuc jest człowiekiem "blokującym jakiekolwiek reformy i modernizację Mołdawii" - podkreśla Całus. Moskwa z kolei liczy na to, że odejście oligarchy wpłynie na wzmocnienie prorosyjskiego prezydenta Igora Dodona, to zaś pozwoliłoby na większą kontrolę nad Mołdawią - zaznacza.

Reklama

9 czerwca nowy gabinet został uznany przez Unię Europejską. We wspólnym oświadczeniu w poniedziałek Polska, Francja, Niemcy, Szwecja i Wielka Brytania podkreśliły: "W następstwie wyborów parlamentarnych, utworzona w sposób demokratyczny większość parlamentarna podjęła istotne decyzje, w tym dotyczące powołania rządu". "Wobec trwającego kryzysu konstytucyjnego, postrzegamy i wspieramy parlament Republiki Mołdawii jako reprezentację narodu mołdawskiego i najlepsze miejsce do prowadzenia debaty w zakresie wszystkich - w tym wzbudzających kontrowersje - kwestii politycznych" - oświadczono.

W poniedziałek także rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekazał, że Rosja nastawiona jest na współpracę z nowym koalicyjnym rządem. Sekretarz generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland zwróci się z kolei do ekspertów ds. prawa konstytucyjnego Komisji Weneckiej o opinię w sprawie sytuacji w Mołdawii.

W Mołdawii ma miejsce dwuwładza - wiele instytucji (np. policja i inne struktury siłowe) wciąż podlega poprzedniemu rządowi - zaznacza Całus w jednej z analiz OSW. "Plahotniuc i kierowana przez niego Partia Demokratyczna nie chcą tak łatwo oddać władzy; wykorzystują do tego szereg instrumentów, przede wszystkim Sąd Konstytucyjny" - podkreślił Całus.

Gabinet Sandu jest uznawany przez prezydenta Dodona i parlament, a rząd Pavla Filipa, bliskiego współpracownika Plahotniuca, za prawowity uznaje Sąd Konstytucyjny. Sąd ten orzekł, że parlament, który przegłosował wotum zaufania dla rządu, a wcześniej wyłonił swojego przewodniczącego, stracił legitymację do rządzenia, ponieważ powinien był powołać nowy rząd w ciągu trzech miesięcy od wyborów, a ten termin minął 7 czerwca. W związku z tym - jak argumentuje Sąd - wszystkie decyzje podjęte po tym terminie przez parlament, w tym wyłonienie nowego rządu, są nieważne. Zdaniem Sądu prezydent jest w takiej sytuacji zobowiązany do rozwiązania parlamentu i rozpisania przedterminowych wyborów.

Nowa koalicja oraz wywodzący się z PSRM Dodon nie zgadzają się z orzeczeniem Sądu Konstytucyjnego; według nich termin ten upływał 9 czerwca, a konstytucja wcale nie nakazuje rozwiązania parlamentu w takich okolicznościach - przekazał PAP ekspert OSW.

Sąd nakazał Dodonowi rozwiązanie parlamentu, a ponieważ prezydent tego nie zrobił, został 9 czerwca zawieszony w swoich prawach. Kompetencje głowy państwa przekazano dotychczasowemu premierowi Filipowi. Partia Demokratyczna utrzymuje, że nowy rząd został powołany nielegalnie, a jej przedstawiciele mówią o "zdradzie" i "puczu". Filip rozwiązał parlament i ogłosił rozpisanie przedterminowych wyborów na 6 września. Koalicja PSRM-ACUM nie uznała z kolei tych decyzji.

Koalicja ACUM i PSRM ma charakter tymczasowy i taktyczny, po wdrożeniu ustaw "deoligarchizacyjnych" i pozbawieniu wpływów Plahotniuca najpewniej dojdzie do dymisji rządu i przedterminowych wyborów, w których bardzo dużą szansę na zwycięstwo będzie miała PSRM - prognozuje ekspert. "Sam Dodon jest chyba jednym z pierwszych w kolejce do przejęcia schedy po Plahotniucu" - ocenił komentator.(PAP)