Jesteśmy świadkami największego być może kryzysu w politycznej karierze Zbigniewa Ziobry. Afera ze zorganizowanym systemem hejtu, którym kierowali ludzie podlegli mu w resorcie sprawiedliwości, może podkopać jego pozycję w Zjednoczonej Prawicy.

Z PiS już dochodzą sygnały, że ministra szeryfa być może trzeba będzie odsunąć na boczny tor lub w ostateczności poświęcić w imię wyższego dobra – wygranej w jesiennych wyborach. I to nawet mimo ryzyka, że taka decyzja może zaowocować wewnętrzną wojną na prawicy.

Marginalizacja

– Nasi zwolennicy głosują przede wszystkim na PiS. Jeśli na listach zabraknie kogoś spośród naszych koalicjantów, nikt raczej nie będzie po nich płakać – w ten sposób polityk Prawa i Sprawiedliwości z kręgów rządowych podsumowuje sytuację Zbigniewa Ziobry (jego Solidarna Polska i Porozumienie Jarosława Gowina tworzą wraz z PiS rządzącą Zjednoczoną Prawicę).

Nie wiadomo, czy minister sprawiedliwości wiedział o kampanii internetowego hejtu wymierzonej w sędziów, a rozpętanej przez jego podwładnych. Oficjalnie zapewnia, że nie. – Jak tylko się dowiedziałem o możliwym naruszeniu standardów przez sędziów zatrudnionych w Ministerstwie Sprawiedliwości, natychmiast podjąłem decyzję o ich zwolnieniu. Nie będę tolerował tego rodzaju zachowań – zapewnił w środę na antenie TVP Info Ziobro.

Niezależnie od tego, czy wiedział, czy też nie, to na niego spada polityczna odpowiedzialność za kryzys, w jakim znalazł się cały obóz dobrej zmiany tuż przed wyborami. I w związku z tym nawet w szeregach Zjednoczonej Prawicy pojawiają się spekulacje co do dalszej politycznej kariery ministra szeryfa.

– Przede wszystkim musimy wygrać wybory. Nikt nie zamierza „umierać” za Zbyszka – wskazuje mój rozmówca z PiS. – W tym obozie nikt, poza Jarosławem Kaczyńskim, nie jest nie do ruszenia. Jeśli prezes uzyska kompromitujące informacje o Ziobrze, a sytuacja zacznie zagrażać popularności Zjednoczonej Prawicy, raczej się nie zawaha – ocenia też jeden z polityków Porozumienia, koalicjanta PiS.

Podobnego zdania jest część ekspertów. – PiS jest w zupełnie innej sytuacji niż wtedy, gdy Zjednoczona Prawica powstawała i Zbigniew Ziobro wnosił do niej swoje mikroskopijne, ale wówczas ważne aktywa. Dziś PiS ma ogromną siłę, a Ziobro nie jest już niezbędną częścią tej układanki – ocenia dr Adam Gendźwiłł, socjolog i politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem ewentualne zmarginalizowanie Ziobry nie przyniesie PiS większej wyborczej szkody. Chyba że zaowocuje wyniszczającą walką w obozie władzy. ©℗

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP