NRD wyprzedziło epokę. W totalnej inwigilacji obywateli

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 listopada 2019, 09:34
Berlin. - Armata wodna przy Bramie Brandenburskiej, przed nią napis „Uwaga, opuszczasz Berlin Zachodni” (Bundesarchiv, Bild 173-1282 / Helmut J. Wolf / CC-BY-SA 3.0)
Berlin. - Armata wodna przy Bramie Brandenburskiej, przed nią napis „Uwaga, opuszczasz Berlin Zachodni” (Bundesarchiv, Bild 173-1282 / Helmut J. Wolf / CC-BY-SA 3.0)/Wikimedia Commons
Trzydzieści lat temu kończyła się krótka historia NRD. Państwa wyprzedzającego epokę na polu totalnego inwigilowania obywateli

Uświadomienie sobie własnej bezbronności wobec państwa jest bolesne. Przy minimalnym wysiłku tajne służby, po przejęciu kontroli nad smartfonem, od razu wiedzą, gdzie jesteśmy, z kim rozmawiamy, przeczytają SMS-y, przejrzą zdjęcia i uaktywnią kamerę. Systemy miejskiego monitoringu stają się coraz skuteczniejsze dzięki korzystaniu z nieustannie dopracowywanych technologii rozpoznawania twarzy i sylwetki. Do tego dochodzą dane o nas gromadzone przez media społecznościowe.

W efekcie jeśli dobrze zorganizowane państwo przy pomocy tajnych służb zechce dowiedzieć się wszystkiego o którymś z obywateli, to bez problemu odkryje jego najbardziej wstydliwe tajemnice. Tak stopniowo rodzi się model nadzoru rodem z Orwella.

Jego namiastkę udało się stworzyć komunistom władającym Niemiecką Republiką Demokratyczną.

„Mur berliński będzie istnieć jeszcze za 50, a nawet za 100 lat” – oświadczył 18 stycznia 1989 r. sekretarz generalny SED Erich Honecker na łamach dziennika „Neues Deutschland”. Przywódca NRD miał wiele przesłanek, by żywić takie przekonanie. Jego państwo zbudowało jedną z najszczelniejszych granic w historii ludzkości.

>>> Czytaj też: Merkel: życie w NRD było czasem na swój sposób niemal wygodne 

Na liczącej prawie 1,4 tys. km linii granicznej z RFN wzniesiono wysoki na 4 m metalowy płot. Za nim znajdowała się oświetlona aleja dla strażników, wieże obserwacyjne i posterunki z psami. Potem pola minowe oraz samopały strzelające do każdego, kto uaktywni fotokomórkę. Gdyby jakimś cudem zbieg sforsował płot, nie zastrzelili go strażnicy i nie zagryzły psy, nie wszedł na minę i uniknął postrzału, miał do pokonania tylko jeszcze jeden płot – dopiero za nim była wolność.

Początkowo najłatwiej udawało się przedostać z Berlina Wschodniego do zachodniej części miasta, znajdującej się pod kontrolą alianckich mocarstw. Jednak w sierpniu 1961 r. władze NRD rozpoczęły budowę długiego na 155 km muru. Berlińska fortyfikacja, uzupełniona wieżyczkami strażniczymi, siatkami z drutu kolczastego i czujnikami ruchu, była równie skuteczną przeszkodą do pokonania jak granica.

Podczas prób sforsowania muru zginęło co najmniej 138 desperatów. Jeśli idzie o pozostałą część granicy z Zachodem, to statystyki zaczęto prowadzić dopiero w 1974 r. Od tego momentu przez kolejne pięć lat odnotowano zgony prawie 100 osób rozerwanych przez miny lub zabitych kulami z samopałów. Więcej szczęścia miało do 1979 r. prawie 4,7 tys. obywateli NRD ujętych przez straż graniczną, nim znaleźli się na polu minowym. Przeżyli, lecz czekał ich dłuższy pobyt w więzieniu za nielegalną próbę przekroczenie granicy.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj