Przejście z sieci komórkowej czwartej generacji do piątej to konieczność, szczególnie w perspektywie najbliższych 4 do 6 lat. Dlaczego? Otóż, jak szacują eksperci Instytutu Łączności, mniej więcej w tym czasie – niektórzy podają, że jeszcze wcześniej: w ciągu 3 lat – dojdzie do „zapchania” się jej przepustowości. Wszystko to wynik tego, w jaki sposób korzystamy z sieci. To, jak będzie się rozwijała sieć 5G, zależy zresztą również od sposobów i celów korzystania z internetu, nie tylko przez nas, ale i przez firmy i samorządy.

Tymczasem, w sytuacji gdy wciąż oczekujemy na to jakie częstotliwości przydzieli poszczególnym operatorom Urząd Komunikacji Elektronicznej, trwają testy, które sprawdzają gotowość infrastruktury do stopniowego wprowadzania 5G.

    Wprowadzenie 5G oznacza przede wszystkim: znacznie szybszy transfer danych przy jednoczesnym niskim opóźnieniu i utrzymaniu wysokiej jakości oraz olbrzymią ilość urządzeń, które będą mogły w jednym czasie korzystać z dostępu do sieci. Przypomnijmy, jak to wyglądało podczas przejścia z 3G na 4G – analogia jest o tyle na miejscu, że rozwój 5G będzie się odbywał w dużej mierze na tej samej zasadzie.

Kiedy normą była sieć trzeciej generacji, maksymalna prędkość przesyłu danych wynosiła 384 Kb/s, a z biegiem czasu przyśpieszyła ona do kilkunastu Mb/s Przejście, jakie zaoferowało wprowadzenie 4G, czyli sieci obecnej generacji, podniosła ten limit do 100 Mb/s, a jej ostateczna wersja, w warunkach laboratoryjnych pozwala odciągnąć blisko 2 Gb/s Okazało się, że możemy nie tylko przeglądać strony internetowe złożone głównie z tekstu i obrazków, ale robić znacznie więcej – oglądać wysokiej jakości filmy wideo i grać w gry online (i to nie tylko w ich najprostsze wersje). Dziś przesył ciężkich plików wideo powoli staje się normą (obecnie pliki wideo stanowią znacznie ponad połowę  wszystkich przesyłanych plików), do której bardzo szybko się przyzwyczailiśmy i to, między innymi właśnie sprawia, że sieć obecnej generacji niebawem przestanie już nam wystarczać. Przejście do kolejnej generacji to kolejne podniesienie pojemności sieci i limitu szybkości – tym razem chodzi o nawet 10 Gb/s. Pojemność tej sieci też oczywiście nie będzie nieograniczona, choć  dziś może wydawać się to nieprawdopodobne. Ale wyobraźmy sobie, że chcemy wprowadzić w firmie wewnętrzną sieć 5G, a wraz z nią dodatkowy sprzęt jak np. okulary AR (Augumented Reality – ang. rzeczywistość rozszerzona) i za pomocą tej technologii szkolić pracowników. Skorzystają z tego marketingowcy i każdy, kto odwiedza muzea, lekarze i piloci, kierowcy i studenci albo uczestnicy wycieczek edukacyjnych. Słowem – pośrednio lub bezpośrednio: wszyscy. Technologia 5G w przyszłości rozwiąże także sytuacje, w których możliwe stanie się podłączenie do sieci mobilnej wielu gospodarstw domowych, w miejscu gdzie doprowadzenie światłowodu byłoby niemożliwe, i jednocześnie zapewni ludziom dostęp do bardzo szybko działającej sieci, która udźwignie przesył dużych plików w bardzo krótkim czasie.

Pierwsza generacja sieci 5G będzie rozwijana w oparciu o rozwiązanie non-standalone, czyli przy wykorzystaniu istniejącej już technologii.. Najpierw telefon podpięty do sieci 4G sprawdzi możliwość połączenia się z 5G, a kiedy taką wykryje, transfer danych przebiegnie zarówno poprzez 5G, jak i 4G. Finalnie, 5G nie będzie potrzebowała sieci 4G do połączenia – aby tak się stało, musi dojść do kilku zmian technologicznych. Jedną z nich jest stworzenie dla niej  sieci rdzeniowej , czyli zaplecza infrastrukturalnego całej sieci. Można to porównać do sieci telekomunikacyjnych autostrad, które niewidzialnymi ścieżkami przecinają się na terenie całego kraju. Przedtem jednak czekają nas rozliczne testy i modyfikacje.

Pierwsze testy już trwają: sprawdza się podczas nich, jak działa sieć, czy jest bezpieczna i kompatybilna z urządzeniami do niej podpiętymi. Na najszerszą skalę takie testy prowadzi nad Wisłą Orange Polska. Wraz z Nokią i Ericssonem operator uruchomił sieć złożoną z 19 stacji bazowych, które swoim zasięgiem objęły wybrane dzielnice Lublina i Warszawy. Celem tych testów było sprawdzenie, jak 5G działa w realnych warunkach. Oba miasta to również pole doświadczalne dla pojedynczych konsumentów – to głównie pracownicy i klienci operatora, którzy sprawdzają, jak w praktyce działa nowa technologia. To także możliwość wykorzystania urządzeń takich jak modemy czy smartfony (klienci Orange korzystają z Orange Neva Jet 5G stworzonego specjalnie na prośbę operatora). W Lublinie ogłoszono start nowej sieci możliwością osiągnięcia prędkości 800 Mb/s, a już kilka dni później po zmodyfikowaniu oprogramowania na stacjach bazowych, okazało się, że może ona osiągnąć ponad 1000 Mb/s. To wskazuje również na technologiczny aspekt takich testów, dzięki którym sieć może być regularnie modernizowana. W Warszawie z kolei średnia prędkość testów była prawie 15 razy wyższa niż średnia prędkość dla sieci 4G, którą prezentują serwisy zajmujące się oceną jakości sieci mobilnych. To sytuacja, w której osoba korzystająca z internetu mobilnego może zyskać dostęp do prędkości kilkuset Mb/s , czyli takiej, jaką do tej pory mogła cieszyć się wyłącznie za pośrednictwem światłowodu.

Wszystkie testy udowadniają też stopień zaawansowania, jakimi charakteryzują się urządzenia przeznaczone do korzystania z sieci 5G. Ta jakość przekłada się na lepsze wykorzystanie możliwości technologii w warunkach miejskich. O ile do tej pory, aby osiągnąć najlepszy transfer, trzeba było stanąć tak, aby nic nie zasłaniało stacji bazowej, o tyle w przypadku 5G problem ten jest dużo mniej widoczny, a często nie ma go wcale. To dlatego, że w antenach sieci nowej generacji stosuje się technologię massiveMIMO: stacja bazowa tworzy wiele niezależnych wiązek, które biegną do smartfona różnymi torami i odbijają się od przeszkód w terenie. Dzięki temu może się zdarzyć, że jeśli jakiś obiekt zasłania nam stację bazową, nasz transfer jest nawet lepszy niż w sytuacji, gdy stajemy w bezpośredniej widoczności stacji bazowej.