Giuliani badał szanse na podpisanie kontraktów na setki tysięcy dolarów z władzami na Ukrainie i wysoko postawionymi urzędnikami w tym kraju; w lutym przygotował wstępną wersję listu intencyjnego, w sprawie zlecenia od ukraińskiego resortu sprawiedliwości na 300 tys. dol., którą sam podpisał.

W ramach tego kontraktu Giuliani miał odzyskać pieniądze, które zdaniem ministerstwa zostały skradzione i ukryte za granicą - podaje dziennik.

Przypomina, że Giuliani został objęty dochodzeniem prokuratury federalnej i FBI, gdy rozwinęło się śledztwo w sprawie jego aresztowanych partnerów biznesowych, Lwa Parnasa i Igora Frumana, oskarżonych o zawiązanie spisku w celu "dostarczania zagranicznych funduszy kandydatom na urzędy federalne i stanowe", składania fałszywych zeznań przed Federalną Komisją Wyborczą i fałszowania dokumentów.

Z dokumentów, które śledczy zebrali w trakcie dochodzenia w sprawie Giulianiego, wynika, że zabiegał on też o podobny kontrakt z ówczesnym prokuratorem generalnym Ukrainy Jurijem Łucenką. Według wstępnej wersji umowy Giuliani miał reprezentować Łucenkę również w związku z odzyskaniem pewnych "kwot pieniędzy z wielu instytucji finansowych poza Ukrainą" - głosi szkic umowy.

Reklama

W połowie listopada "Wall Street Journal" podał, że prokuratura federalna bada, czy Giuliani liczył na korzyści z projektu gazowego, który Parnas i Fruman forsowali na Ukrainie. Chodziło o projekt gazociągu z Polski na Ukrainę, którym miał popłynąć amerykański gaz. Miała go realizować spółka Parnasa i Frumana Global Energy Producers, a sam Parnas i Fruman przedstawiali ten plan menedżerom ukraińskiego sektora gazowego i przedstawicielom władz na Ukrainie jako przedsięwzięcie cieszące się poparciem Trumpa, w którym uczestniczyć będzie Giuliani.

Parnas jest Ukraińcem, a Fruman Białorusinem, ale obydwaj mają amerykańskie obywatelstwo i mieszkają na Florydzie. To oni mieli kontaktować Giulianiego z politykami na Ukrainie.

Tymczasem prezydent Donald Trump, pytany we wtorek wieczorem przez dziennikarzy o to, czy Giuliani jest nadal jego osobistym prawnikiem, odpowiedział: "Nie wiem, musicie spytać Rudy'ego (...) Ja nawet nie wiem. Wiem, że wybierał się na Ukrainę i myślę, że odwołał tę podróż. (...) Ale Rudy ma innych klientów niż ja". Wypowiedź Trumpa przytoczył w środę CNN, odnotował ją też brytyjski "Independent".

Jak pisał wcześniej "NYT", Giuliani już na wiosnę oznajmił, że pojedzie na Ukrainę, by spotkać się z Wołodymyrem Zełenskim, wówczas jeszcze prezydentem elektem, i nakłonić go do przeprowadzenia dwóch śledztw, które mogą być korzystne dla prezydenta USA. Dodał również, że kroki, jakie ma zamiar podjąć na Ukrainie, mają pełne poparcie prezydenta.

Według gazety Giuliani nie krył, że chce zbadać sprawę zaangażowania syna byłego wiceprezydenta USA Joe Bidena, Huntera, we współpracę z ukraińską firmą gazową. Chciał też znaleźć dowody na poparcie tezy lansowanej przez otoczenie Trumpa, że to Ukraina, a nie Rosja ingerowała w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku.

Amerykańscy dyplomaci zeznający w dochodzeniu Izby Reprezentantów w sprawie ewentualnego impeachmentu prezydenta powiedzieli, że "Giuliani stworzył alternatywny kanał dyplomatyczny na Ukrainie, naciskając w sprawie śledztw, które mogłyby politycznie pomóc Trumpowi".

Z zapisu słynnej rozmowy Trumpa z Zełenskim, udostępnionego przez Biały Dom wynika, że Trump domagał się od ukraińskiego prezydenta, by współpracował z Giulianim i amerykańskim prokuratorem generalnym Williamem Barrem.

Dochodzenie Kongresu, które bada zasadność wszczęcia procedury impeachmentu wobec prezydenta, uruchomiła informacja sygnalisty, który uznał, że prezydent zabiegał w tej rozmowie o ingerencję obcego państwa w wybory w USA.

Ubieganie się o zagraniczną pomoc, w jakiejkolwiek formie, w kampanii wyborczej jest złamaniem amerykańskiego prawa wyborczego. (PAP)

fit/ akl/