Deszczówka w złym miejscu to przepis na katastrofę

Odprowadzanie wód opadowych do kanalizacji sanitarnej to problem, który urósł do rozmiarów miejskiej plagi. Dla wielu właścicieli domów to wygodne rozwiązanie, ale dla miast – poważne zagrożenie. Kanalizacja sanitarna nie jest projektowana z myślą o przyjmowaniu dużych ilości wody deszczowej. Gdy nadchodzą intensywne opady, system po prostu nie wytrzymuje.

Efekt? Podtopienia ulic i piwnic, cofające się ścieki, awarie pompowni. A to dopiero początek problemów.

Za wąskie rury, za dużo wody

Specjaliści nie mają wątpliwości: kanalizacja sanitarna ma znacznie mniejsze średnice rur niż deszczowa. Kiedy trafia do niej nadmiar wody opadowej, ryzyko awarii gwałtownie rośnie. Do tego dochodzą zanieczyszczenia niesione przez deszczówkę – piasek, drobne kamienie, liście.

Te elementy przyspieszają zużycie infrastruktury, niszczą urządzenia i zwiększają koszty eksploatacji. Potrzeba więcej energii elektrycznej, by przepompować dodatkowe ilości wody. A „nadprogramowe” obciążenie systemu szybko znajduje odbicie w rachunkach – rosną ceny odbioru ścieków sanitarnych. Płacą wszyscy.

Dym prawdę ci powie

Dlatego samorządy przeszły do ofensywy. Kontrole są coraz częstsze i coraz bardziej precyzyjne. Jedną z metod jest tak zwana próba dymowa. Jak to działa?

Pracownicy przedsiębiorstw wodociągowych wtłaczają dym do studzienki kanalizacyjnej. Jeśli system jest szczelny i legalny – dym zostaje tam, gdzie powinien. Jeśli jednak wydostaje się przez rynny lub przydomowe kratki odwodnieniowe, sprawa jest jasna: woda deszczowa trafia do kanalizacji sanitarnej nielegalnie..

Bezpieczne dla ludzi, groźne dla nieuczciwych

Wytwarzany dym nie ma nic wspólnego z toksycznymi oparami. To biała mgła powstająca z roztworu specjalnego płynu posiadającego atesty do stosowania w pomieszczeniach zamkniętych. Jest bezwonny, nieszkodliwy dla ludzi i zwierząt, ale wyjątkowo skuteczny w ujawnianiu nielegalnych przyłączy.

Najpierw pismo, potem mandat

Co dzieje się, gdy kontrola wykaże nieprawidłowości? W pierwszym kroku właściciel posesji otrzymuje oficjalne pismo. Musi trwale odciąć nielegalne odprowadzenie i zagospodarować deszczówkę w inny sposób. Do wyboru są m.in. drenaż, zbiornik na wodę do podlewania ogrodu albo legalne włączenie do kanalizacji deszczowej.

To jednak łagodniejszy wariant. Bo jeśli sprawa trafi dalej, konsekwencje mogą być znacznie dotkliwsze. Grzywna za nielegalne odprowadzanie wód opadowych do kanalizacji sanitarnej może sięgnąć nawet 10 tysięcy złotych.