W rozmowie z PAP minister spraw zagranicznych pozytywnie ocenia wypowiedź kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która podczas piątkowej wizyty w obozie Auschwitz-Birkenau mówiła w Oświęcim znajduje się w Polsce, ale w 1939 r. Auschwitz jako część niemieckiej Rzeszy został zaanektowany a Auschwitz-Birkenau to niemiecki obóz śmierci zarządzany przez Niemców. Czaputowicz odnosi się też do trudności z odzyskaniem wraku Tu-154M od Rosji oraz mówi o priorytetach polskiego przewodnictwa w OBWE w 2022 r.

PAP: W piątek obchodziliśmy 10-lecie Fundacji Auschwitz-Birkenau; w uroczystościach wzięła udział kanclerz Niemiec Angela Merkel. Na styczniowe obchody 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau zaproszeni zostali liderzy wielu państw, m.in. prezydent Rosji Władimir Putin. Według rzecznika Kremla, Putin nie ma w kalendarzu tej wizyty.

Jacek Czaputowicz: Potwierdzam informację, że prezydent Rosji nie przyjedzie. Chcielibyśmy, żeby była wysoka reprezentacja, ale państwa mają różne priorytety. Cieszymy się z tych, którzy potwierdzili przyjazd. Na pewno będą to bardzo godne uroczystości okrągłej, 75. rocznicy. Liczymy na dobrą reprezentację państw, które uważają, że to jest ważne.

PAP: Za nami jubileuszowy londyński szczyt NATO. Jak ocenia Pan jego rezultaty? Czy udało się rzeczywiście zażegnać konflikty, które rysowały się przed szczytem - wypowiedzi prezydenta Francji czy zapowiedzi sprzeciwu Turcji wobec aktualizacji planów obronnych NATO dla Polski i państw bałtyckich?

J.Cz.: Szczyt okazał się bardzo udany. Decyzje zostały podjęte zgodnie z naszymi oczekiwaniami. W deklaracji potwierdzono jedność sojuszniczą. Zaktualizowano też plany obronne dla Polski. Głosy zaniepokojenia prezentowane przed szczytem nie potwierdziły się. Kryzys rysowany przed szczytem przez ekspertów i dziennikarzy nie znalazł potwierdzenia. Turcja nie zablokowała aktualizacji planów NATO wobec naszego regionu. Oczywiście Turcja ma swoje stanowisko, jest członkiem NATO, chciałaby, żeby inne państwa członkowskie uwzględniały jej wrażliwość. Sojusz polega na tym, że trzeba brać pod uwagę oczekiwania innych państw.

Reklama

Wypowiedzi liderów pokazały, że NATO jest na dobrej drodze do wzmocnienia swoich zdolności obronnych i zdolności odstraszania. Faktem jest, że wydatki europejskich państw członkowskich i Kanady na obronność znacznie rosną. Państwa te rozumieją, że muszą więcej łożyć na swoje bezpieczeństwo, co postulował prezydent USA.

Polska ma w NATO silną pozycję. Przyczyniamy się do utrzymania gotowości Sojuszu. Polska zadeklarowała dwa bataliony sił lądowych, dwie eskadry F-16 i dwa okręty przeciwminowe do sił wydzielanych w ramach inicjatywy gotowości. Polska będzie też państwem ramowym jednej z sześciu brygad, w których skład wejdą bataliony. W przyszłym roku odbędą się ważne ćwiczenia NATO; 20 tys. wojsk amerykańskich będzie ćwiczyć głównie na terenie Polski. To też wyrabia pewien nawyk współpracy.

PAP: Prezydent Francji jednak nie wycofał swoich słów o "śmierci mózgu NATO"...

J.Cz.: Emmanuel Macron ma swoją agendę. My oceniamy sytuację inaczej, jeżeli chodzi o NATO. Na szczycie osiągnęliśmy porozumienie, a Francja też przyłączyła się do deklaracji i działań Sojuszu.

PAP: Podczas szczytu doszło do spotkania prezydentów Polski i Francji; dawno nie było rozmowy na tak wysokim szczeblu. Czy można to uznać za nowe otwarcie w relacjach polsko-francuskich? Czy możemy spodziewać się spotkań prezydentów Andrzeja Dudy i Macrona w nadchodzącym roku?

J.Cz.: Występuje różnica zdań. NATO to jedna kwestia. Druga kwestia to blokowanie przez Francję rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią, z czego nie jesteśmy zadowoleni. Ponadto, zbytnie otwarcie z Rosją w naszym przekonaniu jest przedwczesne. Nie ma podstaw do tego - Rosja ciągle prowadzi agresywną politykę. Nasz niepokój budzi zbieżności postulatów Francji z polityką rosyjską.

Większość państw podziela jednak polski punkt widzenia. Francja nie zyskała akceptacji dla swego rozumowania dotyczącego NATO, czy tej otwartości wobec Rosji. Zyskała oczywiście pochwały ze strony samej Rosji, ale to też nie jest tytuł do pozytywnych ocen, bo to tylko świadczy o tym, że propozycje Francji leżą w interesie Rosji, a niekoniecznie państw Zachodu. Również Niemcy wykazują w tej kwestii zdecydowany dystans.

Cieszę się, że do spotkania prezydentów na szczycie NATO doszło. Z Francją trzeba rozmawiać, a wizyta prezydenta Francji jest w Polsce oczekiwana. Myślę, że w przyszłym roku do niej dojdzie, zapewne po wyborach prezydenckich w naszym kraju.

PAP: Czy nowa obsada personalna instytucji Unii Europejskiej daje szanse na realizację priorytetów Polski i krajów naszego regionu?

J.Cz.: W UE rośnie zrozumienie, że jedność jest ważna i trzeba uwzględniać stanowiska szerszej grupy państw, w szczególności państw takich jak Polska i kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W przeszłości nie zawsze tak było, usiłowano nas pouczać, narzucać swoją wizję UE. A my jesteśmy w UE już ponad 15 lat i wiemy, co jest dla UE dobre, a co nie.

Chcemy, aby nasze spojrzenie na UE, było wzięte pod uwagę. To jest wizja Unii silnej, o ambitnym budżecie, konkurencyjnej, która jest zbudowana na solidnych podstawach gospodarczych, na czterech swobodach, także swobodzie przepływu usług. Widzimy natomiast zagrożenie w ograniczaniu tych swobód, w protekcjonizmie, osłabianiu konkurencyjności UE poprzez wprowadzanie sztucznych ograniczeń.

Proponujemy też, w obliczu wzrostu postaw eurosceptycznych w krajach zachodniej Europy, powrót do podstaw demokracji, umocnienie parlamentów narodowych, rządów, żeby projekt europejski miał większą legitymację demokratyczną i silniejsze poparcie społeczne.

Jesteśmy też za Unią otwartą, za rozmowami akcesyjnymi z krajami Bałkanów Zachodnich, za umacnianiem współpracy z partnerami z Partnerstwa Wschodniego. Część państw UE widzi to inaczej, blokując rozpoczęcie rozmów akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią. Opowiadamy się też za silnymi stosunkami transatlantyckimi, które są dla nas gwarantem bezpieczeństwa, co nie u wszystkich znajduje zrozumienie.

Chcemy zmieniać UE, by ona lepiej odpowiadała na potrzeby i oczekiwania społeczeństw. Mam nadzieję, że znajdziemy sojusznika w nowej KE pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen.

PAP: Jakie pan widzi wyzwania, sprawy do załatwienia w nowej kadencji w relacjach polsko-amerykańskich?

J.Cz.: Stany Zjednoczone są ważne dla Polski w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa. Mamy podobne postrzeganie zagrożeń, co widać było na szczycie NATO. Ważnym zadaniem będzie wprowadzenie w życie porozumienia o amerykańskiej obecności wojskowej na terenie naszego kraju. Importujemy z USA gaz LNG, chcemy rozbudować sieć interkonektorów, by uniemożliwić Rosji stosowanie szantażu wobec m.in. Ukrainy. Z USA prowadzimy też rozmowy na temat współpracy w dziedzinie energii nuklearnej. To też jest w pewnym sensie odpowiedź na wyzwania związane z klimatem.

Współpracujemy intensywnie na forum międzynarodowym. Mamy wspólny cel, jakim jest zapewnienie pokoju na Bliskim Wschodzie, czemu służy Proces Warszawski. Odbyło się już pięć grup roboczych, jeszcze są przewidziane w przyszłym roku dwie: w Brazylii na temat kwestii humanitarnych i w Maroku na temat przeciwdziałania zagrożeniu terrorystycznemu. Prace grup roboczych zostaną podsumowane na konferencji ministerialnej w Waszyngtonie.

PAP: Relacje polsko-rosyjskie nie są zbyt intensywne. Kwestią ciągle nierozwiązaną jest sprawa wraku TU-154. Czy prowadzimy jeszcze rozmowy w tej sprawie?

J.Cz.: Nie odzyskaliśmy wraku, który jest naszą własnością i Rosja nie jest skłonna nam go oddać, co oczywiście ciąży na naszych stosunkach dwustronnych. Ciągle podnosimy te kwestie na forum międzynarodowym. Rezolucja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, która nakazuje zwrot wraku, nie jest przez Rosję wykonywana. Zwróciłem się w tej sprawie do sekretarz generalnej RE, by dalej monitorowała tę kwestię. Nie możemy zaakceptować sytuacji, że państwo członkowskie organizacji nie wykonuje jej rezolucji.

Nie akceptujemy także postępowania Rosji wobec Ukrainy. W czwartek uczestniczyłem w spotkaniu z Ołehem Sencowem i dziennikarzem Romanem Suszenko na marginesie spotkania OBWE w Bratysławie. Zostali oni zwolnieni na mocy wymiany więźniów przez Rosję. Jednak ciągle 150 więźniów ukraińskich jest przez Rosję przetrzymywanych.

PAP: Jak na dziś określiłby pan stan relacji polsko-niemieckich?

J.Cz.: Moja pierwsza wizyta po nominacji w nowym rządzie premiera Mateusza Morawieckiego miała miejsce właśnie w Niemczech. Nasze stosunki są bardzo dobre, one się rozwijają w wymiarze gospodarczym, ale także we współpracy politycznej. W wielu wypadkach nasze interesy są zbieżne.

Niemcy podzielają naszą opinię, że Rosja ciągle jest zagrożeniem, a NATO powinno być spójne. Coraz wyraźniej dostrzegają, że bez Polski trudno budować spójną politykę zagraniczną UE. Zobaczymy, jak po wystąpieniu Zjednoczonego Królestwa z UE będą się realizować różne formy współpracy w ramach UE. W poniedziałek będziemy mieli dyskusję na ten temat na Radzie ds. Zagranicznych w Brukseli.

PAP: Kwestia reparacji, naszych oczekiwań, będzie podnoszona w obecnej kadencji rządu, czy będzie ona dalej obecna w stosunkach polsko-niemieckich?

J.Cz.: W Polsce kwestią tą zajmuje się komisja parlamentarna, poczekajmy więc na jej raport i wnioski. Moim zdaniem próba oceny strat, jakie poniosła Polska w czasie II wojny światowej, jest jak najbardziej uzasadniona. Polska nie uczestniczyła w dyskusjach historycznych na Zachodzie w okresie komunizmu. Ukształtowała się tam narracja bez naszego udziału, nieuwzględniająca naszego spojrzenia i naszej wrażliwości. Dlatego tak ważną rolę odgrywa np. Instytut Pileckiego, umiejscowiony przy Bramie Brandenburskiej w Berlinie. Wystawa poświęcona Witoldowi Pileckiemu, którą miałem okazję odwiedzić w czasie ostatniej wizyty, prezentuje ważną dla nas historię, a Niemcom zupełnie nieznaną.

PAP: A czy piątkowa wizyta Angeli Merkel w Auschwitz i jej słowa dotyczące odpowiedzialności Niemiec za to, co działo się na terenie niemieckiego obozu jakoś zbliżają do siebie nasze narracje dotyczące historii II wojny światowej, czy to także szansa na takie zbliżenie?

J.Cz.: To są ważne słowa, które potwierdzają prawdę historyczną. Dla nas jest ważne, by prawda ta nie była zacierana.

PAP: Z końcem grudnia zakończy się polskie członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Od stycznia rozpoczniemy członkostwo w Radzie Praw Człowieka ONZ. Czy to były udane dwa lata dla Polski? Jakie są nasze najważniejsze osiągniecia? A jakie są nasze priorytety w Radzie Praw Człowieka?

J.Cz.: W ramach RB ONZ, zwłaszcza w czasie naszych prezydencji w maju 2018 r. i w sierpniu 2019 r., prowadziliśmy ważne debaty m.in. nt. znaczenia prawa międzynarodowego dla pokoju na świecie, sytuacji na Ukrainie, prawa humanitarnego, kwestii bezpieczeństwa cywilów w konfliktach zbrojnych, czy wyzwań dla pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Z inicjatywy Polski przyjęto w czerwcu br. rezolucję dotyczącą osób z niepełnosprawnościami w konfliktach zbrojnych, a w sierpniu br. oświadczenie nt. międzynarodowego prawa humanitarnego. Ważnym wydarzaniem było też ustanowienie z inicjatywy Polski 22 sierpnia Międzynarodowym Dniem Pamięci Ofiar Przemocy z Powodu Religii lub Wiary.

Ochrona wolności religii będzie także jednym z naszych priorytetów w Radzie Praw Człowieka w latach 2020-2022. Będziemy też podkreślać związek między przestrzeganiem praw człowieka a pokojem i zrównoważonym rozwojem w wymiarze społecznym, gospodarczym, środowiskowym. W naszym interesie leży też wzmocnienie zdolności samej Rady Praw Człowieka do szybkiego reagowania w przypadkach łamania praw człowieka na świecie.

PAP: W 2022 r. obejmiemy przewodnictwo w OBWE. Jakie pan widzi priorytety naszej działalności w tej organizacji?

J.Cz.: Dla państw europejskich, które nie są członkami NATO i UE, czyli państw Bałkanów Zachodnich i większości państw powstałych po rozpadzie ZSRR, Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie jest głównym punktem odniesienia. Na tym forum bardzo silnie jest zaangażowana ich dyplomacja. Kluczowym państwem w OBWE jest Rosja, która poparła decyzję o przyznaniu Polsce przewodnictwa, a minister Sergiej Ławrow osobiście mi tego gratulował.

Bardzo ważną rolę stabilizacyjną odgrywa 15 misji OBWE, m.in. na Ukrainie i w państwach Kaukazu Zachodniego. Z kolei obszar Azji Centralnej jest tradycyjnie miejscem rywalizacji Chin, Rosji i UE. W czasie naszego przewodnictwa będziemy też dążyć do wzmocnienia przestrzegania praw człowieka. Przypomnę, że w Warszawie mieści się Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka – ODIHR. Zdajemy sobie sprawę z tego, że przewodnictwo w OBWE będzie dla polskiej dyplomacji poważnym wyzwaniem organizacyjnym.

PAP: Czy mamy w związku z naszym przewodnictwem w OBWE plan dla Ukrainy, dotyczący rozwiązania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego?

J.Cz.: W czwartek rozmawiałem z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Vadimem Pristajko. Obecnie uwaga skierowana jest na rozmowy w Paryżu w formule normandzkiej. Zobaczymy, jaki będzie ich efekt. Niezależnie od tego, OBWE prowadzi misje monitorujące na Ukrainie przyczyniając się do zapewnienia bezpieczeństwa. Z Ukrainą dzielimy się naszymi doświadczeniami w zakresie reform administracyjnych. Duży potencjał ma także współpraca gospodarcza między naszymi krajami, którą chcemy rozwijać.

PAP: Na początku przyszłego roku ma pan wygłosić w Sejmie informację o priorytetach polskiej dyplomacji na najbliższy rok. Kiedy dokładnie możemy spodziewać się tzw. expose w Sejmie?

J. Cz.: Expose odbywa się zwykle w pierwszym kwartale roku i chcielibyśmy zachować ten termin.

Rozmawiali Marzena Kozłowska i Mateusz Roszak (PAP)

autorzy: Marzena Kozłowska, Mateusz Roszak