Wspólnie z Eweliną wpisujemy w internetową wyszukiwarkę słowa „esperal” i „wszywka”. Liczba ofert, jakie się pojawiają, poraża. Dzwonimy pod numer z pierwszej strony uzyskanych odpowiedzi – Warszawa, dostępny całą dobę, siedem dni w tygodniu. Ewelina opowiada o mężu, 50-latku, który zapija stres wynoszony z pracy. – Mogę przyjechać dziś, o każdej porze. Jestem lekarzem, ale nie zakładam fartucha, więc sąsiedzi nie nabiorą podejrzeń – mówi młody męski głos. Przekonuje, że zrobił już ponad 700 zabiegów. – Jeśli wolą państwo jutro, to zapraszam do szpitala na Bielany. Mam dyżur, lecz proszę się nie martwić, też załatwimy to dyskretnie – dodaje. Nie, odpowiada, na NFZ nie da się wszyć. – Zabieg z dojazdem kosztuje u mnie 700 zł. Dawkę reguluję zależnie od masy ciała. I proszę nie używać już określenia „esperal”. Tak było w latach 80. Dziś ten środek występuje pod nazwą disulfiram – precyzuje.

Sprawdzamy cenę tabletek. Nie przekracza 200 zł. Ewelina pyta, czy może sama wykupić receptę. Mężczyzna odmawia, przekonując, że weźmie preparat ze sobą, razem z jednorazowym skalpelem, igłą i nitką chirurgiczną oraz środkiem do znieczulania miejscowego. Zabieg potrwa do 40 minut. Ważne, żeby pacjent był trzeźwy przynajmniej od doby i świadomie podpisał zgodę na wszycie.

– Mąż ma nadciśnienie, początki cukrzycy… – mówi Ewelina. Dopytuje o ryzyko, bo disulfiram wpływa na metabolizm etanolu, a kumulujący się aldehyd octowy zatruwa organizm. – Jeśli będzie mierzył ciśnienie regularnie i unikał picia, to powinno być dobrze – słyszy w odpowiedzi. A jak nie? – Bóle głowy, wysypka, niewydolność oddechowa, skoki ciśnienia, drgawki, zawał, śmierć – wylicza głos w słuchawce.

Dzwonimy pod numer z kolejnej strony internetowej, tu również usługa dostępna jest non stop. Słyszymy, że „esperal nie jest magicznym lekarstwem”, jednak „stanowi jedną z najlepszych metod wspierania procesu leczenia alkoholizmu i pomógł już wielu osobom”. Człowiek, który odebrał, zapewnia, że jest doświadczonym lekarzem. Zaprasza do przychodni na warszawskim Żoliborzu, ale usługa będzie prywatna. Tym razem kosztuje 800 zł. Ewelina powtarza historię męża. – Proszę zabrać ze sobą listę leków, które bierze, ale problemu nie widzę. Czy pojutrze pasuje? Tylko niech pan będzie „wyzerowany” – słyszy w odpowiedzi na swoje wątpliwości.

Trzeci numer. Na wstępie pytamy: ile? Okrągły tysiąc. – W cenie ma pani jedną wizytę kontrolną. No i jestem chirurgiem z dużym doświadczeniem – podkreśla rozmówca.

Od 450 zł do tysiąca. Tyle kosztuje wszycie substancji, która ma odstraszyć męża Eweliny od sięgania po alkohol. Lekarze, którzy odbierają telefony, są gotowi wykonać zabieg o każdej porze dnia i nocy. W domu „pacjenta”, swoim gabinecie albo po cichu w państwowym szpitalu, przychodni. – To potężny biznes – mówi Jagoda Fudała, kierownik Działu Lecznictwa Odwykowego Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA). – Zmieniają się sposoby picia, ale wiara pacjentów i niektórych lekarzy w esperal, disulfiram jest niezmienna. Choć nie istnieją badania potwierdzające jego skuteczność, sam preparat wciąż figuruje na liście leków dopuszczonych do stosowania w długoterminowej terapii uzależnienia od alkoholu. Dlaczego? Bo na alkoholizmie można zarobić – dodaje.

Treść całego artykułu można przeczytać w piątkowym, weekendowym wydaniu DGP albo w cyfrowej wersji wydania.

>>> Polecamy: Polacy marnują rocznie 2 mln ton jedzenia