Przeciwnicy węgla już przygotowują się do protestów, które mają zakłócić zaplanowane na czerwiec otwarcie elektrowni Datteln-4, należącej do koncernu Uniper. Protesty te mogą stać się nowym punktem zapalnym w coraz bardziej napiętej debacie na temat paliw kopalnych. Ponadto konflikt może zagrozić dziedzictwu klimatycznemu kanclerz Angeli Merkel, ponieważ po dekadzie rekordowych inwestycji w energię odnawialną, niemieckie cele w zakresie redukcji emisji CO2 opóźniają się. W procesie dekarbonizacji przemysłu Niemcy pozostają w tyle za krajami zachodniej Europy - od Wielkiej Brytanii, po Hiszpanię. Około jedna trzecia energii elektrycznej w Niemczech nadal wytwarzana jest ze spalania węgla. 

W tym tygodniu Angela Merkel próbuje osiągnąć konsensus w sprawie całkowitej rezygnacji z węgla do 2038 roku. Przedstawiciele rządu i reprezentanci biznesu spotkają się w kolejnej rundzie rozmów 15 stycznia w Berlinie, gdzie będą dyskutować o odszkodowaniach za rezygnację z węgla. Uniper chce, by jego zakład Datteln-4 stał się jednym z ostatnich działających w kraju zakładów węglowych.

>>> Czytaj też: Nord Stream 2, Iran, Libia. W tych sprawach Niemcy i Rosja mówią jednym głosem

Wartość położonej w rejonie Dortmundu, w przemysłowym sercu zachodnich Niemiec, elektrowni Datteln-4 sięga 1,5 mld euro. Inwestycja jest już spóźniona o dziewięć lat, a z powodu problemów technicznych przekroczyła budżet przeznaczony na jej budowę.

Uniper twierdzi, że nowy zakład jest bardziej wydajny niż istniejące elektrownie węglowe, a zatem bardziej przyjazny dla środowiska, dodając, że powinien on działać do 2038 r., czyli do daty ostatecznego odejścia od węgla.

„Rząd rozumie, że sensowne jest włączenie najbardziej wydajnego zakładu”, mówił w listopadowym wywiadzie dla Bloomberga prezes Uniper, Andreas Schierenbeck.

Jednak aktywiści klimatyczni nie przyjmują argumentów firmy, która twierdzi, że spalanie węgla w nowym obiekcie jest czystsze niż w przypadku starszych elektrowni i domagają się zamknięcia zakładu jeszcze przed jego uruchomieniem.

Odkąd niemieccy eksperci ds. przemysłu i środowiska rekomendowali największej europejskiej gospodarce zaprzestanie korzystania z węgla, rozmowy rządu i przemysłu koncentrowały się głównie na rekompensatach, jakich firmy oczekują w zamian za zamykanie zakładów węglowych. W celu złagodzenia strukturalnego wpływu zamknięcia elektrowni, w ubiegłym roku rząd federalny zatwierdził 40 miliardów euro na pomoc dla czterech głównych regionów węglowych w Niemczech. 

Podłączenie 1100-megawatowej elektrowni do sieci podważyłoby „wiarygodność komisji węglowej”, powiedziała Claudia Kemfert, profesor gospodarki energetycznej w DIW w Berlinie.

Aby uruchomić elektrownię Datteln-4 Uniper jest skłonny do ustępstw. Z raportu opisanego w gazecie "Rheinische Post" wynika, że aby umożliwić otwarcie zakładu Datteln-4, spółka zaproponowała zamknięcie innych elektrowni węglowych lub przekształcenie ich na paliwo gazowe.

Jeśli Uniper osiągnie porozumienie, które zezwoli na otwarcie Datteln-4, nie będzie to jednak koniec sprawy, bo ruchy ekologiczne i Niemiecka Partia Zielonych nie odpuszczą.

Sojusz 90/Zieloni zapowiedział, że jeśli wejdzie do rządu - co jest bardzo prawdopodobne z powodu matematyki niemieckiej koalicji - będzie starała się zrewidować status elektrowni.

„Nie może być tak, że odejście Niemiec od węgla będzie oznaczało otwarcie jednej z największych elektrowni węglowych w Europie”, napisał Oliver Krischer polityk zielonych w e-mailu do Bloomberga.

>>> Czytaj też: "Bild" krytykuje nadwyżkę budżetową Niemiec. "Zwykli obywatele nie mają z niej korzyści"