Dlaczego ceny w Polsce rosną i kto jest temu winien?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 stycznia 2020, 09:29
zakupy
Scenariusz stagflacyjny tłumaczony jest tym, że nasza gospodarka ciągle jest na wznoszącej. Według większości prognoz wzrost PKB wyniesie w tym roku ok. 3–3,5 proc. (to mniej niż w 2018 i 2019 r.)./ShutterStock
Rząd postawił słuszną diagnozę: podnoszenie stopy inwestycji jest konieczne. Ale nie tylko nie osiągnął celów zapisanych we własnej strategii, ale wręcz się od nich oddalił

Mamy dwa nurty w dyskusji o W pierwszym pobrzmiewają poważnie brzmiące ostrzeżenia („grozi nam stagflacja”), nawet z domieszką histerii („szalejąca drożyzna”, „drenowanie kieszeni Polaków”); w drugim raczej lekceważenie („to przejściowe”), z odrobiną imposybilizmu („to nie zależy od polityki pieniężnej”).

Pierwszy nurt każe nam przyjąć perspektywę nadciągającej katastrofy. Stagflacja to zjawisko niebezpieczne. Występuje w nim gwałtowny wzrost cen w warunkach gospodarczej stagnacji czy nawet recesji. Dziwactwo, w którym popyt jest albo słaby, albo nawet spada, a mimo to ceny rosną, co dobija gospodarkę, stając się dodatkową zaporą dla konsumpcji prywatnej. Dodatkową, bo stagnacja (zupełne wyhamowanie aktywności gospodarczej) oznacza raczej małe prawdopodobieństwo podwyżek płac, a w recesji (czyli „zwijaniu się” gospodarki) rosnące bezrobocie to naturalny element krajobrazu. Tak czy owak dochody albo nie rosną, albo spadają – a tu ceny jeszcze szybują w górę. To właśnie jest stagflacja, której świat po raz pierwszy doświadczył w latach 70. poprzedniego wieku, gdy najpierw USA zrezygnowały ze standardu złota (pokrycia dolara w kruszcu), a wkrótce potem kraje arabskie zrzeszone w OPEC nałożyły embargo na dostawy ropy na kraje popierające Izrael w wojnie Jom Kipur. Zerwanie dolara ze złotej kotwicy (powiązane z jego 10-proc. dewaluacją) w połączeniu z szokiem podażowym (cena baryłki ropy wzrosła czterokrotnie) wywołały inflacyjny skok, z jednoczesnym wepchnięciem gospodarek Zachodu w stagnację.

>>> Czytaj też: Wyższa płaca, wyższe bezrobocie. Takie mogą być skutki rządowego eksperymentu ekonomicznego 

Scenariusz stagflacyjny tłumaczony jest tym, że nasza gospodarka ciągle jest na wznoszącej. Według większości prognoz wzrost PKB wyniesie w tym roku ok. 3–3,5 proc. (to mniej niż w 2018 i 2019 r.). W dodatku zbliżony do potencjalnego, a więc takiego, który jest względnie bezpieczny, bo nie niesie ze sobą ryzyka makroekonomicznych nierównowag. Rynek pracy zaś jest w takim stanie, że właściwie nie grozi nam wzrost bezrobocia. Firmy co najwyżej mogą przestać zatrudniać.

Drożyzna? Odczucia wzrostu cen są jak najbardziej subiektywne. Dla kogoś, kto uwielbia kotlety schabowe, trwa od kwietnia ubiegłego roku, gdy zaczęły rosnąć ceny wieprzowiny – i dziś ceny są wyższe niż przed rokiem o mniej więcej jedną trzecią. Ale obiektywnie, przykładając statystyczną miarę, inflacja wynosi dziś 3,4 proc. To wskaźnik nadal mieszczący się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. plus/minus 1 punkt). Wieprzowina, choć droga, stanowi tylko część koszyka wydatków statystycznej polskiej rodziny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj