Polski deficyt mieszkaniowy. Wciąż brakuje 641 tys. lokali

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
5 marca 2020, 15:46
osiedle mieszkaniowe mieszkania bloki
Na koniec 2019 r . polski deficyt mieszkaniowy wyniósł 641 tys. mieszkań/ShutterStock
Zasób mieszkaniowy w Polsce rośnie, ale wciąż mamy deficyt mieszkaniowy - mówił w czwartek wiceminister rozwoju Marek Niedużak. Na koniec 2019 r . wyniósł on 641 tys. mieszkań, co oznacza, że ok. 1,7 mln osób nie mieszkało samodzielnie.

Autorzy prezentowanego w czwartek "" przygotowanego przez MR, wskazali też, że w ciągu czterech lat obniżył się o ok. 256 tys.

Według nich rośnie też nadwyżka zasobów mieszkaniowych w stosunku do liczby gospodarstw domowych. "Na koniec 2019 r. było o 424 tys. mieszkań więcej niż gospodarstw domowych" - napisali. To - ich zdaniem - wskazuje na zwiększanie się liczby pustostanów.

"Pomimo tego, że zasób mieszkaniowy w naszym kraju systematycznie wzrasta, ciągle mamy " - mówił podczas czwartkowej konferencji wiceminister rozwoju Marek Niedużak. Wyjaśnił, że chodzi o różnicę między liczbą lokali zamieszkanych a liczbą gospodarstw domowych. Wiceszef MR dodał, że według szacunków resortu na koniec 2019 r. deficyt ten wyniósł 641 tys. mieszkań. "Oznacza to, że ok. 4,5 proc. gospodarstw domowych w Polsce nie mieszkało samodzielnie " - powiedział.

>>> Czytaj też: Ilu „złotówkowiczów” jest uwięzionych w swoich mieszkaniach?

Niedużak zaznaczył, że jest "spora grupa" osób, które , bo nie stać ich na . Wzrost liczby oddawanych do użytku mieszkań nie poprawia też istotnie dostępności mieszkań dla osób "o dochodach zbyt niskich, by kupić lub wynająć mieszkanie na zasadach rynkowych", a jednocześnie za wysokich, by móc starać się o najem mieszkania komunalnego - stwierdzili autorzy raportu.

"Problem mają głównie osoby młode, które wchodzą na rynek pracy, rodziny wielodzietne oraz samotnie wychowujące dzieci" - mówił wiceszef MR. Dodał, że w Polsce mamy do czynienia z modelem włoskim, bo udział osób młodych w wieku 25-34 lata, które mieszkają z rodzicami przekracza 45 proc., przy średniej unijnej ponad 28 proc. Zajmujemy pod tym względem 8. miejsce w Europie.

Autorzy raportu wskazali też, że pod względem liczby nowo wybudowanych mieszkań w przeliczeniu na 1 tys. mieszkańców Polska - z wynikiem 4,9 - zajęła w 2018 r. 5. miejsce (ex aequo z Estonią) wśród 22 państw UE. Lepsze wyniki miały: Finlandia (7,7), Austria (7,4), Francja (6,9) i Szwecja (5,2).

Jak zauważyła obecna na konferencji Katarzyna Kuniewicz z firmy JLL, w ostatnich latach "największymi dostarczycielami mieszkań" są deweloperzy. Np. w 2019 r. budownictwo deweloperskie oraz inwestycje osób fizycznych stanowiły blisko 97,8 proc. liczby nowo wybudowanych mieszkań - mówiła. Z kolei mieszkania przeznaczone dla osób o niższych dochodach (komunalne, zakładowe czy w ramach towarzystw budownictwa społecznego) - tylko 2,2 proc., czyli ok. 4,6 tys. Według Kuniewicz w tym roku może paść kolejny rekord budowlany. "Jednocześnie możemy mieć do czynienia z przedziwną sytuacją, kiedy mieszkań buduje się coraz więcej, oddaje się coraz więcej, a czynsze i ceny rosną" - wskazała.

Ponad 30 proc. produkcji deweloperów, jak dodała Hanna Milewska-Wilk z Laboratorium Rynku Najmu, jest kupowana na wynajem. "Dane te dotyczą wyłącznie rynku pierwotnego, natomiast na rynku wtórnym ta proporcja może być jeszcze większa na korzyść kupujących na wynajem"- wskazała. Dodała, że w 2018 r. 775,7 tys. podatników miało przychody z najmu, czyli o ponad 60 tys. więcej niż w roku poprzednim. Najemcami, jak zaznaczyła, są głównie osoby młode.

"Dzisiaj rynkiem najmu zaczynają się interesować duzi inwestorzy - osoby, które nie chcą już kupować jednego, pięciu mieszkań tylko najchętniej kupiliby całe osiedle" - ocenił ekspert Laboratorium Rynku Najmu Przemysław Chimczak. Będzie to kształtowało rynek wynajmu w najbliższych latach - mówił. Według niego brakuje dziś mechanizmów inwestowania na rynku najmu - czyli REIT-ów, FINN-ów, czyli "tego, by to nie zagraniczny kapitał inwestował na naszym gruncie, ale byśmy to my mogli ten rynek współtworzyć".

Z kolei Adam Czerniak ze Szkoły Głównej Handlowej ocenił, że spora część deficytu mieszkaniowego w Polsce dotyczy mniejszych miejscowości. Zaznaczył, że nasz rynek mieszkaniowy jest bardzo podatny na występowanie "bańki cenowej". Wynika to m.in., jak tłumaczył, z niskiej elastyczności cenowej podaży. "Jak ceny rosną, to nie uwalnia się natychmiastowo podaż" - podkreślił. Dodał, że krajach, takich jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone wzrost cen zachęca ludzi do sprzedawania mieszkań.

>>> Czytaj też: Wynajem mieszkań 10 razy bardziej dochodowy niż lokata bankowa

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj