Niezależnie od tego, jak zakończy się przygoda ludzkości z wirusem SARS-CoV-2, przypuszczalnie zmieni ona nasze obyczaje. Bo każda epidemia wysoce zakaźnej choroby jest w pewnym sensie antyspołeczna.

W roli bezwiednych nosicieli zatrudnia tych z nas, którzy utrzymują najwięcej więzi z innymi ludźmi, uderza w zwarte, niezatomizowane wspólnoty, oszczędza wyalienowanych samotników z wielkich miast. I wreszcie: narzuca zrozumiałą podejrzliwość w interakcjach – nawet wśród przyjaciół i rodziny. AIDS, które w latach 80. i później tak głęboko przeorało społeczne wyobrażenia bliskości oraz erotyzmu (będąc, co ważne, w pierwszej dekadzie występowania chorobą w zasadzie śmiertelną), wymagało, wyjąwszy rzadkie przypadki zakażenia krwi szpitalnej, jakiejś formy kontaktu seksualnego. COVID-19 nie potrzebuje nawet tego – wystarczy, że parę metrów od nas ktoś zacznie kaszleć.

>>> Czytaj też: Szczęśliwi pracownicy robotyzacji się nie boją. Gdzie znaleźć pracoszczęście?

Nawet jeśli wynalezienie szczepionki uspokoi sytuację, zostanie pesymistyczna pamięć o kwarantannie, izolacji, panice, poczuciu zagrożenia samą obecnością drugiego człowieka, o łatwości, z jaką pruje się tkanina zbiorowego życia. Nie da się z całą pewnością powiedzieć, jakie będą tego kulturowe konsekwencje (poza poczuciem specyficznej satysfakcji, że nasza popkultura już dawno przewidziała taki bieg wypadków) – można jednak zauważyć, że książka Kate Devlin, brytyjskiej specjalistki od zagadnień związanych ze sztuczną inteligencją i relacjami człowiek-komputer, ukazuje się w polskim przekładzie w niezwykle trafnym momencie.

Nie da się pomylić

„Seksroboty. O pożądaniu, nauce i sztucznej inteligencji” to nie jest praca uderzająca w apokaliptyczne tony, przeciwnie – to przenikliwy, wielowymiarowy tekst, który studzi emocje i oswaja lęki. Przed epidemią była to jeszcze jedna praca popularyzująca naukę i drążąca dość niszowy temat – teraz, w trakcie epidemii, dochodzi ponadto (nieprzewidziany naturalnie przez autorkę) element proroctwa: ludzie bezwzględnie potrzebują bliskości, ale czy koniecznie muszą czerpać ją od innych ludzi? Czy seks z robotami obiecuje nam jakąś formę zastępstwa? A może stanowi po prostu odrębną, niezależną ścieżkę rozwoju?

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP