„Musimy to przyznać, system (wykonywania badań diagnostycznych – PAP) nie jest dziś na tyle sprawny jak byśmy tego oczekiwali” – powiedział cytowany przez „BBC News” prof. Anthony Fauci, dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID).

Centrum Kontroli Chorób w Atlancie (CDC) ocenia, że w USA przebadano dotąd zaledwie 11 tys. próbek. Faktycznej liczby tych badań nikt jednak nie zna, gdyż część z nich wykonywana jest przez prywatne laboratoria, jednak nie ma na ten temat informacji. Podejrzewa się, że liczba wszystkich poddanych badaniom osób jest mniejsza i sięga zaledwie 10 tys. W Stanach Zjednoczonych wirusa SARS-CoV-2 wykryto dotąd u ponad 1,7 tys. osób (41 zmarło).

Trudności z testami na obecność koronawirusa w USA wynikają z tego, że Centrum Kontroli Chorób w Atlancie postanowiło zastosować własną metodę badań laboratoryjnych, nie taką, jaką zalecała Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i jest stosowana np. w Polsce. Część testów nie dawała wiarygodnych wyników. Na dodatek okazało się, że brakuje nawet podstawowego wyposażania do ich wykonywania.

CDC przyznało, że brakuje sprzętu, ludzi, a nawet odpowiednio wydajnych łączy internetowych. „To prawda, laboratoria publicznej służby zdrowia są u nas niedoinwestowane” – przyznał dyrektor CDC Robert R. Redfield.

Najwięcej testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 wykonywanych jest w Korei Południowej. W 96 laboratoriach codziennie testowanych jest tam prawie 20 tys. próbek, najwięcej na świecie. W Wielkiej Brytanii przetestowano dotąd próbki pobrane od prawie 30 tys. osób.

W Polsce pod kątem koronawirusa zbadano 2889 próbek - poinformowało w piątek Ministerstwo Zdrowia. W stosunku do danych z czwartku liczba zbadanych próbek wzrosła o 655.

>>> Polecamy: Im wcześniejsza izolacja, tym mniej zgonów. Bierzmy przykład z Chin, a nie z Europy